Prawdy wiary

(156 - luty - marzec 2008)

z cyklu "Wieczernik Domowy"

Migaj do niemowlaka

Barbara i Krzysztof Janowscy

Wasz niemowlak rośnie. Zaczyna się do Was uśmiechać, czasami zdaje się rozumieć, co do niego mówicie, bo robi różne mądre minki, ale jego mowa jest zupełnie niezrozumiała. Jak czegoś chce, to płacze i trzeba zgadywać, o co mu chodzi. Czy tak musi być?

Amerykański językoznawca Joseph Garcia odkrył, że głuche dzieci głuchych rodziców, dla których język migowy jest jedynym, jaki znają, porozumiewają się ze swoimi rodzicami o wiele wcześniej niż maluchy z rodzin słyszących. W 1987 roku rozpoczął on program, w którym rodzice słyszący „migali” do swoich słyszących dzieci, równolegle wprowadzając język mówiony. Wyniki okazały się bardzo dobre. Ośmiolatki, do których migano we wczesnym dzieciństwie, w standardowych testach IQ zdecydowanie wyprzedzały swoich rówieśników spoza projektu.

W Polsce wyniki te w swojej pracy doktorskiej nazwanej „Bobomigi” weryfikowała Danuta Mikulska z Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. W 2006 roku przedstawiła swoje wyniki, które wyglądały lepiej niż obiecująco. Okazało się, że słyszące dzieci, które „migają”, porozumiewają się z rodzicami co najmniej o dwa miesiące wcześniej niż rówieśnicy, którzy do dyspozycji mają wyłącznie dźwięki. W drugim roku życia „migające” maluchy przerastają swój poziom o cały rok.

Ważne jest również to, że w języku mówionym u osób praworęcznych pracuje głównie lewa półkula mózgu, a w miganiu używamy głównie prawej półkuli. Tak więc nauka migów równolegle z nauką mowy pozwala stymulować obie części mózgu naszej pociechy. Wiele badań prowadzonych w różnych krajach w tym zakresie zdaje się pokazywać, że miganie ułatwia naukę czytania, pisania i liczenia w późniejszym okresie czasu.

Amerykańska organizacja zajmująca się tą tematyką ma swoją stronę WWW pod adresem www.sign2me.com, a polska stronę (obecnie w przebudowie) pod adresem www.migowy.pl.

Trzeba jeszcze wiedzieć (co niektórym może wydawać się dziwne), że język migowy też ma swoje odmiany narodowe i niektóre wyrazy są zupełnie inaczej migane w Ameryce niż w Polsce. Na dodatek badacze zachęcają, aby w przypadku skomplikowanych znaków, zamieniać oryginalne znaki na prostsze odpowiedniki w sytuacji, gdy uczymy tego języka nasze niemowlaki.

Joseph Garcia uważa, że zabawę w miganie do niemowlaka można zacząć z 6- lub 7-miesięcznym dzieckiem, ale trzeba uzbroić się w cierpliwość, gdyż najczęściej pierwsze znaki migane przez dziecko pojawią się dopiero około 10 miesiąca. Zachęca też do nauki tylko paru znaków na początku. Zaleca wybór znaków zgodny z zainteresowaniami naszej pociechy i na początek w typowej sytuacji proponuje migi: więcej, jeść i mleko. Te trzy znaki są bardzo przydatne w codziennej komunikacji u większości dzieci. Mówi, że można np. zacząć posiłek o znaku „jeść” i rozpocząć karmienie, potem zrobić przerwę, pokazać „więcej” i podawać kolejne porcje. Tak samo zrobić z mlekiem (czy to z butelki czy też z piersi mamy). Podkreśla, że aby nauczyć dziecko trzeba cierpliwie powtarzać znaki przy każdej nadarzającej się okazji i ostrzega, że początkowo migane przez nasze dziecko znaki będą bardzo przybliżone.

Polska badaczka zwraca uwagę, że należy wybrać znaki, które najbardziej pasują do charakteru i upodobań dziecka. Nie można oczekiwać, że niejadek zamiga znak jeść.

Amerykański badacz zwraca uwagę, że wprowadzając znaki trzeba to robić w kontekście. Dotyczy to też pojęć abstrakcyjnych takich jak np. ból czy gorąco. Aby wprowadzić te znaki trzeba wykorzystać sytuacje na przykład, gdy dziecko się uderzy czy dotknie czegoś gorącego i wtedy pocieszając je pokazać mu odpowiedni znak.

Gdy dzieci poznają już znak „boli” to warto nauczyć je z kolei części ciała, aby mogły pokazać, co je boli, gdy się uderzą lub gdy będą chore. Taka wiedza będzie bardzo przydatna w różnych przykrych sytuacjach.

Ważne jest, aby uczyć dzieci przez zabawę, wybierać czas, kiedy są najbardziej komunikatywne (a nie zmęczone) i starać się migać wtedy, kiedy przez chwilę ich uwaga jest skupiona na nas. No i trzeba być cierpliwym i chwalić, chwalić i jeszcze raz chwalić. Nagradzać pochwałą każdą próbę migania i każdy, nawet nieporadny znak.

Z trochę większymi dziećmi można oglądać książeczki, np. ze zwierzętami czy pojazdami, i na stronach gdzie są rzeczy, które znają, zamigać im te znaki, a nawet pytać gdzie jest „samolot” migając jednocześnie „samolot”.

Ważne jest, aby o znakach, które nasze dzieci znają informować innych dorosłych mających styczność z dzieckiem. Pokażmy je więc babci, dziadkowi, opiekunce, starszemu rodzeństwu aby nasz maluch mógł dogadać się z innymi.

W Internecie na wspomnianej już stronie www.sign2me.com można zamówić komplet (po angielsku) do nauki znaków dla dzieci (będzie to oczywiście amerykańska wersja języka migowego) i na znajdującym się tam folderze można odpowiednio zaznaczać „słowa”, które zna już nasza pociecha.

Często gdy dzieci nauczą się mówić dane słowo, to przestają je migać. Ale to nie przeszkadza w ich dalszej nauce. Przez pewien czas będą używać obu języków mówiąc to co potrafią i migając to czego nie potrafią powiedzieć. A i w przyszłości niektóre znaki będą dla nas bardzo miłe, bo np. nawet żegnając się przez okno w pociągu powiemy najbliższym „kocham cię”. No a dodatkową korzyścią będzie to, że poznamy trochę język migowy i ludzie głuchoniemi wokół nas nie będą już dla nas tacy dziwni, a może nawet będziemy potrafili z nimi porozmawiać. To też ma duże znaczenie.

Tych, którzy mają maluszki, serdecznie zachęcamy do próby porozumiewania się z nimi. Możemy użyć w tym celu znaków z oficjalnego języka migowego czy proponowanych jako uproszczenia dla niemowląt, ale możemy wymyślać też własne znaki. Czasami nawet wymyślą je nasze dzieci. Ważne, abyśmy starali się o tę komunikację i potrafili poświęcać na nią nasz czas.