Ziemia Święta

(213 - listopad - grudzień 2016)

z cyklu "Szkoła modlitwy"

Milczenie Boga

s. Rita od Chrystusa Sługi WNO

Co zrobić, kiedy doświadcza się, że modlitwa nie pomaga?

Modlitwa nie szuka spektakularnego sukcesu, lecz woli i bliskości Boga. Właśnie to pozorne milczenie Boga zaprasza do zrobienia jeszcze jednego kroku ku oddaniu się bez reszty, bezgranicznej wierze, niekończącemu się oczekiwaniu. Kto się modli, musi pozostawić Bogu zupełną wolność, by mówił, kiedy chce, by spełniał, co chce, by obdarzał, jak chce.

Często mówimy: „Modliłem się i nic to nie pomogło”. Być może modlimy się niezbyt intensywnie. Pewnego razu św. Jan Maria Vianney zapytał współbrata, który żalił się z powodu swoich niepowodzeń: „Modliłeś się, wzdychałeś… ale czy także pościłeś, czuwałeś?”. Może też być tak, że prosimy Boga o złe rzeczy. Powiedziała kiedyś św. Teresa z Avila: „Nie módl się o lżejsze ciężary, módl się o silniejsze plecy!”.

***

O, tak, to częsty argument tych, którym słabnie wiara w moc modlitwy, którzy doświadczają zniechęcenia i wątpliwości: „modliłem się tak mocno, a Pan Bóg mnie nie wysłuchał!”. Nigdy nie zapomnę dziewczyny, która na podobny wyrzut wśród rówieśników odpowiedziała: „No coś ty, wysłuchał! Po prostu odpowiedział «nie»”. To jest pierwszy krok, który możemy zrobić, gdy Bóg pozornie milczy: przyjąć z wiarą, że On słucha. Słucha zawsze, z miłością i zaangażowaniem, ale zachowuje wolność – może różnie odpowiedzieć. Czy to nie jest dobra wiadomość? Mamy Boga, który nie jest automatem np. na Zdrowaśki: wrzucisz 3, dostaniesz łaskę dla jednej osoby, wrzucisz 50, dostaniesz dla całej rodziny itp. itd. Mamy Boga, który jest Osobą. 

Jeśli przyjmiemy, że Bóg może zachować milczenie albo nie spełnić naszej – nawet uporczywej – prośby, to pojawia się druga myśl: może On nawet słyszy, ale po prostu nie chce mi tego dać? Pokusa od razu rozwija tę myśl w podejrzenie: może Bóg robi mi specjalnie na złość, albo ćwiczy mnie w znoszeniu trudności, albo jest zazdrosny, albo „mógłby dać ale nie da”, bo podkreśla swoją wyższość itd. Jak bardzo w takich myślach brzmi echo naszych spotkań z ludźmi apodyktycznymi, pysznymi, nieczułymi, być może nawet znęcającymi się… Ale z ludźmi, nie z Bogiem. Więc zdradźmy tajemnicę, co na ten temat odpowiada Bóg? 

Albowiem Bogiem jestem, nie człowiekiem;

pośrodku ciebie jestem Ja - Święty,

i nie przychodzę, żeby zatracać (Oz 11,9).    

Przyjmując z wiarą, że Bóg jest dobry i nie pragnie nas niszczyć, ale uświęcać, możemy zrobić kolejny krok zaufania.

Kolejną wątpliwość możemy przeżywać w sytuacji podobnej do tej, gdy Piotr usłyszał, że Mistrza ma spotkać cierpienie, a domyślił się pewnie szybko, że w takim razie i jego ból nie ominie: czyli np. gdy modlimy się usilnie o pomyślność, zdrowie i szczęście, a Bóg nie usuwa z naszego życia cierpienia i doświadczeń. I co wtedy? To samo, co Jezus odpowiedział Piotrowi: „Odejdź za Mnie!” – czyli „chodź za Mną, daj się poprowadzić!” (jedno z możliwych tłumaczeń, por. Grecko-polski Nowy Testament, wydanie interlinearne z kodami gramatycznymi, Mt 16, 20-23, Mk 8,30-33). To Bóg mówi do swoich uczniów: „Pójdź za Mną”, a nie my do Boga: „chodź za mną, pokażę Ci co chcę mieć, a Ty to spełnisz”! Módlmy się z wiarą, ale nie odwracajmy ról! Za św. Piotrem możemy zrobić następny ważny krok: przyjąć z wiarą, że to Bóg nas prowadzi („oddaję Mu swoje życie, aby nim kierował” – I Drogowskaz Nowego Człowieka), a nie my Jego. 

Jeśli Bóg nas prowadzi, to będzie naszym Przewodnikiem także w modlitwie. Posłuchajmy też jeszcze raz, że On sam zachęca nas do modlitwy, ufnej i wytrwałej. „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą” (Mt 7,7-8). Jeśli usłyszymy ten tekst w całości, to odkryjemy m. in., że celem modlitwy nie jest tylko wysłuchanie próśb, które zanosimy, ale także szukanie i znajdowanie woli Boga oraz wejście do Jego Królestwa. Te dwa większe cele mogą być realizowane przy każdej naszej modlitwie, także wtedy, gdy nasze dosłowne prośby pozostają niespełnione. Czasem dopiero to „niespełnienie próśb” otwiera nas na inne możliwości, na poszukanie tej drogi, jaką Bóg chce rozwiązać daną sytuację. 

Słuchając nadal Jezusa, możemy zrobić jeszcze dalszy krok w modlitwie: „Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: Przesuń się stąd tam!, a przesunie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was. Ten zaś rodzaj złych duchów wyrzuca się tylko modlitwą i postem” (Mt 17,20-21). Wiara, że Bóg może wszystko, zaufanie, że On jest Dobry, i własny wkład, który mówi o naszym zaangażowaniu serca: modlitwa połączona z postem i ofiarą, to cechy modlitwy, która przekracza niemożliwe. Wydaje się jednak, że jest jeszcze jeden warunek, aby modlitwa mogła być niemal wszechmocna: bezinteresowność. Gdy patrzymy na Jezusa modlącego się w Wieczerniku, słyszymy, o jak wielkie dary prosi Ojca dla swoich uczniów i czyni to z mocą i zaufaniem, a potem, gdy w Ogrodzie Oliwnym modli się w swoim osobistym bólu i strachu, oddaje wszystko woli Ojca. Kiedy prosił za Łazarza – jeszcze leżącego w grobie – to wołał: „Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz” (J 11,41-42) i był pewien spełnienia prośby. Kiedy prosi za samego siebie, dodaje od razu: „Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty” (Mt 26,39). 

W naszej modlitwie więc „patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala” (Hbr 12,2).