Miłosierni jak Ojciec

(211 - lipiec - sierpień 2016)

Miłosierdzie i Rozsądek

ks. Robert Klemens COr

czyli Serce i Rozum

Na ulicy zaczepił mnie zwyczajnie wyglądający człowiek. Na początku przedstawił się imieniem i nazwiskiem, podał adres i przeprosił, że przeszkadza ale ma prośbę: „mógłby mi pan ofiarować pieniądze albo zrobić drobne zakupy jedzenia, bo…” – i tu rozwinął opowieść o swojej sytuacji życiowej, która sprawiała wrażenie nienaciąganej. Weszliśmy razem do sklepu i pytając tego mężczyznę co byłoby mu potrzebne wkładałem kolejne produkty do koszyka. Zapłaciłem nieduży rachunek i wręczyłem zakupy mojemu rozmówcy. Był wyraźnie ucieszony. Zabrał torbę z zakupami i poszedł w swoją stronę.

Gdy wsiadałem do samochodu na parkingu przy wielkim markecie zatrzymał mnie niemłody mężczyzna z wyraźnie alkoholową, nieodległą przeszłością wypisaną na twarzy i zagadał, bym dał mu parę groszy, bo brakuje mu do butelki najtańszego wina. Odmówiłem.

To się jeszcze kiedyś założy, tylko muszę trochę schudnąć. Na tamto na pewno wróci jeszcze moda tylko nie wiem kiedy, więc niech leży w piwnicy i czeka. Szkoda tego, bo tak się dobrze nosiło, może się jeszcze przyda. Leżą w szafie, na strychach albo w piwnicach rzeczy, które mogły by kogoś okryć, ubrać, ucieszyć. Może nie najmodniejsze ale dobre, solidne i czyste. Nie magazynuj tylko rozdawaj.

Do klasztornej fury zapukał wędrowiec prosząc o schronienie. Twarz i postawa robiła bardzo pozytywne wrażenie. Jakoś naturalnie wzbudzał zaufanie i trudno się dziwić, że nikt nie sprawdził jego tożsamości i zamiarów. Wszyscy współbracia natomiast pragnęli otworzyć swoje dobre serca i nie tylko – klasztorne cele także, żeby gość czuł się jak w domu. Trzy dni później odkryli brak pieniędzy, aparatu fotograficznego, cennego obrazu i niedawnego gościa.

A przynieś mi jeszcze to, a jak wrócisz to załatw to i tamto, później jeszcze posprzątaj i ugotuj. A w ogóle to tak mi słabo, że nie możesz nigdzie iść tylko musisz siedzieć przy mnie bo może będę czegoś potrzebował i kto wtedy zadba o chorego? A właściwie i tak nikt o mnie nie dba i jestem najbardziej opuszczonym człowiekiem na świecie, bo ty ciągle nie masz dla mnie czasu. Choroba jest doświadczeniem słabości, niemocy i skończoności, ale nie usprawiedliwia poniżania innych.

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym "Wieczerniku".