Miłosierni jak Ojciec

(211 - lipiec - sierpień 2016)

Miłosierni święci

Paweł Kozakiewicz

Każdy z nich może nam wskazać jakiś konkretny rys miłosierdzia, który warto naśladować

W liturgii (formularz mszy, czytania, liturgia godzin) wyróżnia się specjalną kategorię świętych, którzy zostali wyróżnieni własnymi tekstami: święci, którzy pełnili dzieła miłosierdzia. Chcąc przybliżyć postacie takich właśnie świętych, posłużyłem się przede wszystkim kalendarzem liturgicznym. Znajdziemy w tej kategorii świętych od początków chrześcijaństwa do czasów nam współczesnych. Będą wśród nich założyciele zgromadzeń zakonnych i władcy, duchowni i świeccy, kobiety i mężczyźni. Każdy z nich może nam wskazać jakiś konkretny rys miłosierdzia, który warto naśladować. Poniższy katalog nie wyczerpuje oczywiście tematu, wybór świętych jest subiektywny, ale taki jest przywilej piszącego. Myślę jednakże, że każdy z czytelników znajdzie choć jedną z cech, nad którą warto się zastanowić i stosować w życiu.

Opis zacząłbym od świętego, który może wprost nie jest w kalendarzu zaliczony  do grona świętych, którzy pełnili dzieła miłosierdzia, choć niewątpliwie nim się odznaczał. Święty Mikołaj, otaczany szczególną czcią w prawosławiu, jest postacią o której niewiele wiemy, a jego życie obrosło legendą. Może jednak nas nauczyć jak czynić miłosierdzie bez rozgłosu, cicho i nie dbając o rozgłos, a przy tym trafiając z konkretną pomocą do konkretnej osoby.

Kolejny święty z pierwszych wieków chrześcijaństwa to Wawrzyniec – diakon rzymski, który ze względu na pełnienie swojej funkcji, zgodnie z tradycją apostolską, odpowiedzialny był za troskę o ubogich. Kiedy namiestnik rzymski w okresie prześladowań dał kilka dni Wawrzyńcowi na oddanie całego majątku Kościoła, ten przyprowadził tłum biednych i przedstawił ich jako skarb Kościoła. Jemu także przypisywano, że co piątek schodzi do czyśćca, aby wybawić stamtąd choć jedną duszę.  Myślę, że święty Wawrzyniec może nas nauczyć postawy diakonijnej, bezinteresownego oddania siebie, czyli postawy tak żywo obecnej w naszym Ruchu. Może nadaje się na patrona diakonii miłosierdzia? No i kto wie, może natchnie niektórych członków Domowego Kościoła (na razie tylko mężczyzn) do zostania diakonami stałymi, których głównym zadaniem jest posługa na rzecz najuboższych?

Podobne wspólne życiorysy mają święci Jan Boży i Kamil de Lellis. Obaj żyli w XVI w. (Kamil urodził się w tym samym roku, w którym zmarł Jan). Obaj po burzliwym życiu młodzieńczym przeżyli nagłe nawrócenie i oddali się służbie chorym. Każdy z nich zapoczątkował też nowe zgromadzenie: Jan – Braci Miłosierdzia, zwanych u nas w Polsce bonifratami, a Kamil – Zakon Kleryków Regularnych Posługujących Chorym, zwanych kamilianami. Pierwszy szpital Jana Bożego był bardzo skromny, ale pod względem metod pracy korzystnie odróżniał się od innych ówczesnych placówek medycznych. Dbano tu o higienę, powszechnie jeszcze wtedy lekceważoną. Osoby chore psychicznie oddzielił od reszty chorych i postępował z nimi łagodnie. Kamil napisał ustawy dla nowego zakonu, a także szczegółowy regulamin i wskazania, jak należy zajmować się chorymi. Są one najpiękniejszym świadectwem miłości chrześcijańskiej. Za życia Kamila jego duchowi synowie otworzyli 65 własnych szpitali. Obaj są więc wzorami konkretnej posługi na rzecz potrzebujących oraz zastosowania nowoczesnych i innowacyjnych metod z poszanowaniem ludzkiej godności przy udzielaniu pomocy.

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym "Wieczerniku".