Pielgrzymowanie

(161 - listopad - grudzień 2008)

z cyklu "Wnuki Soboru"

Misja Kościoła (Dekret o działalności misyjnej Kościoła Ad gentes)

Paweł Kozakiewicz

Ciekawa była droga tego dokumentu soboru: kilka stworzonych schematów, udział w dyskusji w auli soborowej samego papieża Pawła VI (jedyny to taki przypadek) i przyjęcie go największą ilością głosów „za” w dziejach tego soboru.

W artykule 29. Ojcowie Soboru stwierdzają, że działalność misyjna jest najważniejszym i najświętszym zadaniem Kościoła, jest jego konstytutywnym elementem. Misyjność Kościoła jest zakorzeniona w misyjności samego Boga: Ojciec posyła swego Syna, który zostaje namaszczony Duchem Świętym, aby głosił Dobrą Nowinę. Chrystus ustanawia apostołów, którym po swoim zmartwychwstaniu dał „rozkaz” misyjny, by szli na cały świat i udzielali chrztu. Polecenie to przeszło na cały Kościół, który jest zobligowany do tego, by zanieść Chrystusa każdemu człowiekowi. To misyjne posłannictwo było bardzo żywe we wczesnym okresie chrześcijaństwa. W późniejszym czasie niestety Kościół zaczął traktować misje instrumentalnie, jako środek do rozszerzania „panowania” w świecie. Sobór przywrócił misji właściwe - czyli centralne miejsce w Kościele.

Podstawowym elementem misji jest ewangelizacja. Głoszenie Chrystusa jako jedynego Pana i Zbawiciela przynależy w pierwszym rzędzie do biskupów. Oni w swojej diecezji powinni się troszczyć w dwojaki sposób o misje: by ewangelizować we własnej diecezji i by wysyłać misjonarzy na inne tereny. W głoszeniu Ewangelii biskup może posłużyć się w szczególny sposób prezbiterami, diakonami stałymi, wspólnotami zakonnymi i świeckimi misjonarzami. Sobór dobitnie podkreśla, że tym, który ewangelizuje i doprowadza do wiary w Chrystusa jest Duch Święty, a nie misjonarz. Ewangelizacja w żadnym też wypadku nie może polegać na wpajaniu ludziom poczucia winy i strachu, by ci w głębokiej rozpaczy jęli zbliżać się do Chrystusa. I niestety, Kościół w swojej historii ma momenty, w których zdarzało się nawracanie na katolicyzm pod przymusem, wykorzystując w tym celu często władzę świecką.

Obok głoszenia Ewangelii istotnym elementem misji jest świadectwo chrześcijańskie zarówno słowem jak i czynem, przepełnione miłością bliźniego. Nie każdy może wyjechać na misje, ale posłannictwo misyjne można spełniać w każdej chwili świadcząc swoim życiem o Chrystusie wobec tych, wśród których żyjemy. Co ciekawe, omawiając to zagadnienie, Ojcowie Soboru tak stwierdzają: Kościół w żadnym wypadku nie chce się wtrącać w rządy ziemskiego państwa. Nie żąda dla siebie żadnej innej prerogatywy prócz tej, aby z pomocą Bożą mógł służyć ludziom miłością i wiernym posługiwaniem.

Ponadto na działalność misyjną składa się zgromadzanie Ludu Bożego i tworzenie społeczności chrześcijańskiej. Biskupi silny nacisk kładą na instytucję katechumenatu, który ma wprowadzać nawróconych w życie liturgii i miłości Ludu Bożego. Każda misja ma doprowadzić do powstania Kościoła partykularnego, którego wierni od początku będą przepełnieni misyjnym duchem. Nie ma okresu stagnacji i krzepnięcia, jest permanentne przekazywanie życia dalej.

Jako wnuk Soboru chciałbym zaznaczyć dwie kwestie związane z działalnością misyjną w naszych czasach. Pierwsze to problem inkulturacji, czyli „wcielania Kościoła w konkretną kulturę”, ważne przede wszystkim na nowych terenach misyjnych. Gdzie jest granica między ewangelizacją miejscowej kultury a „spoganieniem” Kościoła? Czy mamy głosić rzymskiego, białego, mówiącego po łacinie Boga czy skośnookiego o azjatyckich rysach Chrystusa? Czy mamy używać podczas okresu Paschy w Indiach koloru białego, skoro tam to jest kolor żałoby? Pytania niełatwe, które często są przyczyną różnic między dykasteriami w Watykanie a miejscowymi biskupami, a które należy potraktować ze szczególną wrażliwością.

Drugim zagadnieniem jest neoewangelizacja, czyli ponowne głoszenie Ewangelii tam, gdzie Kościół już jest obecny. Wobec powszechnej sekularyzacji zachodnich krajów Europy, gdzie pustoszeją kościoły i brakuje księży, jest to dość poważny problem. Europa potrzebuje misjonarzy! Kontynent, który przez wieki sam wysyłał misjonarzy we wszystkie zakątki świata, sam przyjmuje misjonarzy. Przewrotność historii, ale też zapewne przedziwny zamysł Ducha Świętego.