Chrześcijanin w społeczeństwie

(209 - marzec - kwiecień 2016)

z cyklu "Z Kopiej Górki"

Misjonarka z Oazy

Agata Kamińska

W Niedzielę Misyjną 18 października 2015 r. w parafii w Krościenku po każdej mszy św. o swojej pracy misyjnej w Boliwii mówiła Agata Kamińska, oazowiczka. Odwiedziła też Kopią Górkę. W księdze pamiątkowej wpisała: „Tutaj moje źródło!! Tak, jakże pełna formacja wszystkiego, co w Kościele najważniejsze! I co kocham! Ruch dał mi więcej niż studia teologiczne! A teraz jestem drugi rok w Boliwii na misjach! Ojciec i Ruch mają w tym swój udział. Dziękuję”.

Agata napisała też świadectwo, które poniżej zamieszczamy.

Wróciłam z Boliwii na kilkumiesięczny odpoczynek. Minęły już dwa lata odkąd służę w małym miasteczku San Ramon w północno-wschodniej Boliwii jako misjonarka świecka, choć to chyba zbyt wielkie słowa. Wyjechałam posłana przez moją Diecezję Bielsko-Żywiecką a przyjęta przez bp. Antoniego Reimanna, Polaka, Franciszkanina, bardzo dobrego człowieka. 

Czas płynie tak szybko! Były studia i tam duszpasterstwo akademickie. Później, siłą rzeczy poznawanie innych wspólnot, tj. Taize, Ruch Młodzieży Salwatoriańskiej, wolontariat misyjny u Salezjanów. Wiele się doświadczyło i w bardzo różny sposób, ale zawsze był obecny ten sam Bóg. 

I oto jestem tu: u źródła. Niedaleko Dunajec, powietrze takie, że aż chce się głębiej oddychać, pachnie lasem… i ta cisza, spokój. Jestem u źródła Ruchu Światło-Życie. U mojego źródła. W oazie nabierałam sił i nadziei na lepsze. Tutaj czułam się bezpieczna, niczym nieskrępowana, radosna, tak naprawdę! Ruch dał mi tak wiele i widzę to do dziś! Tutaj zyskałam formację duchową o wiele głębsza niż na pięcioletnich studiach teologicznych. Tutaj wszystkie sprawy wiary i Kościoła łączyły się w jedną całość, wynikały jedno z drugiego i tworzyły piękną tryskającą prawdą i radością układankę.

Dziś jestem na Kopiej Górce. Przyjechałam powiedzieć kilka słów o mojej pracy misyjnej w Boliwii. Opowiedzieć o życiu tamtejszej ludności, podzielić się wiarą i owocami misyjnej pracy. Jest Niedziela Misyjna w całym Kościele, a ja jestem tu, u źródła swojej dojrzałej i odpowiedzialnej wiary, w Centrum Ruchu Światło-Życie. Jestem z tego dumna i bardzo wdzięczna. Nie raz wspominam o tym i mówię otwarcie, zwłaszcza młodym ludziom, którzy dziś szukają swojej duchowej przystani. 

Idziemy do kaplicy Chrystusa Sługi! Jaka radość w sercu! Jestem tu! Tak, u Samego źródła! Zamykam oczy i odpoczywam, dziękując w duchu za wszystko, co Bóg dał mi do dziś, jak pozwolił się poznać, jak mi towarzyszył, wreszcie, jak zechciał się mną posłużyć. 

Potem jeszcze, ponieważ jest już bardzo późno, „na jednej nodze” idziemy do Namiotu Światła. I znowu: odpoczynek i radość serca! Miejsce spotkania z Bogiem prawie „twarzą w twarz, jak z Przyjacielem”, bo przecież z Jego Słowem, z Nim samym! Podnoszę głowę i wpatruję się w szklany ogromny żyrandol. Wszystko w Ruchu ma swoją symbolikę. Jak dobrze znowu być tym otoczonym, jak dobrze zatrzymać się na moment po śladach symboli, które na mojej duchowej drodze pozostawił mi sam Pan! 

Panie z Instytutu przyjmują mnie bardzo serdecznie ciekawe mojej drogi, wspomnień oaz i misji w Boliwii. Idziemy do pokoju ks. Blachnickiego. Oglądam zgromadzone tam rzeczy osobiste Ojca, oglądamy fotografie. Zapisuję słowo w Księdze pamięci leżącej na starym pięknym biurku Księdza Franciszka. – Świat jest taki mały! Przecież Ojciec też był w Boliwii! – mówi pani Ola, posługująca na co dzień na Kopiej Górce. I po chwili robi mi zdjęcie z tykwą z napisem Santa Cruz, zawieszoną na ścianie pokoju, którą ks. Franciszek przywiózł z wyprawy do Boliwii. 

Wiem, że właśnie dzięki formacji w Ruchu i duchowi Oazy mogłam tak pięknie i głęboko przeżyć niejedno wydarzenie w moim życiu, były nim m. in najpiękniejsze tzn. najpełniejsze i bardzo świadome Święta Paschalne, w Boliwii zeszłego roku. 

Dziękuję za każdego moderatora, animatora i uczestnika, który kroczył ze mną tamtego czasu. 

Brakuje słów. 

Dziękuję! 

Bądź uwielbiony Jezu, mój Panie i Zbawicielu!