Życie w pojedynkę - powołanie czy przymus?

(150 - kwiecień 2007)

z cyklu "W szkole animatora"

Mleko

Bożena i Tomasz Białopiotrowiczowie

Para animatorska, przyjmując posługę w kręgu na dany rok, bierze na siebie odpowiedzialność za formację i rozwój duchowy uczestniczących w nim małżeństw. Oczywiście każde małżeństwo jest odpowiedzialne za swój rozwój i powinno - współpracując z Łaską Bożą - cierpliwie i wytrwale budować duchowość małżeńską. Animatorzy mają zaś im w tym pomagać. Temu służą spotkania w kręgu, które mają pomóc małżonkom w osiąganiu dojrzałości chrześcijańskiej i dążeniu do świętości poprzez realizację zobowiązań.

Małżeństwa przystępujące do Ruchu wnoszą do wspólnoty kręgu swoją własną historię, zawierającą dobre i złe doświadczenia życiowe, zranienia, nadzieje i różne oczekiwania. Widać to wyraźnie podczas dzielenia się zobowiązaniami, kiedy każde z małżeństw - praktykując te same zobowiązania - zmaga się z zupełnie innymi trudnościami. Pamiętając słowa Siostry Jadwigi, że „sercem kręgu jest dzielenie się zobowiązaniami” sądzimy, że właśnie za tę część spotkania kręgu para animatorska jest szczególnie odpowiedzialna. Musi ona pamiętać o tym, że wszystkim małżonkom przyświeca wprawdzie ten sam cel (życie Bogiem na co dzień), ale do osiągnięcia jego prowadzą różne drogi, każda para małżeńska ma swoją.

Zdarzyło nam się słyszeć kiedyś, jak pewna para rejonowa, mocno zniecierpliwiona słabymi postępami w realizacji zobowiązań jednego z małżeństw, próbowała na animatorach kręgu wymusić jednoznaczną decyzję: albo małżeństwo to mocno zaangażuje się w pracę kręgu, albo poszuka dla siebie innego miejsca. Małżeństwo to zostało w Ruchu; potrzebowało jednak więcej czasu na wdrożenie zobowiązań w życie. Trzeba bardzo uważać, żeby w szlachetnym zapale ewangelizacyjnym nie zrobić czasem komuś krzywdy. Czy małżonkowie, którzy próbują podejmować wspólną modlitwę małżeńską i udaje się im to raz czy dwa razy w miesiącu, powinni odejść? Czy też należy starać się pielęgnować te ich nieporadne próby? Staje w pamięci przypowieść o nieurodzajnym drzewie figowym, które ogrodnik zamierzał jeszcze przez rok starannie pielęgnować, zanim gospodarz je wytnie (Łk, 13, 6-9).

Praktykowanie kolejnych zobowiązań jest wyzwaniem dla każdego małżeństwa: jak na co dzień organizować życie w swoim domu, żeby znalazło się w nim miejsce na duchowe wzrastanie. Z doświadczenia wiemy, że wprowadzenie choćby regularnej modlitwy rodzinnej dla wielu małżonków - szczególnie mających dorastające dzieci - bywa trudne i wymagające wielkiej umiejętności. Wiele małżeństw wchodząc do Domowego Kościoła nie tylko nie przynosi dobrych wzorców i doświadczeń z własnych domów rodzinnych, ale często nie ma ich w ogóle lub ma wyłącznie złe. Dlatego muszą zmagać się z całkiem nieznanymi praktykami, które trzeba jakoś wpisać w dotychczasowy program dnia. Od osoby będącej od niedawna w Ruchu usłyszeliśmy, że nie wyobraża sobie jak mogłaby więcej czasu poświęcić na realizację zobowiązań, wszak i tak ma już cały dzień wypełniony po brzegi. O ileż łatwiej jest tym, którzy głęboką wiarę i zwyczaj modlitwy wynieśli z domu czy przeszli formację oazy młodzieżowej. Z reguły łatwiej im praktykować modlitwę osobistą - Namiot Spotkania, rozumieją też potrzebę modlitwy rodzinnej i małżeńskiej. Natomiast małżonkowie, którzy dopiero w Domowym Kościele usłyszeli, że życie wiarą to przede wszystkim życie modlitwą, mają najczęściej długą drogę przed sobą. (Chyba, że - jak pewna znajoma para małżonków - znienacka zakochają się Panu Jezusie... A jeśli ktoś kocha, to nie ma problemu z czasem dla Ukochanego i wówczas zobowiązania stają się - można by rzec - „randką”). W Domowym Kościele spotykamy jednak głównie takie małżeństwa, które powoli, uparcie, potykając się dążą do Pana Jezusa. Odkrywają Boga bez spektakularnych olśnień, na codziennej drodze swojego małżeńskiego i rodzinnego życia. Ale jeśli przyjrzeć się im przez dłuższy czas, widać jak powoli rozgrzewają się w swojej wierze. Sądzimy, że posługa pary animatorskiej ma być wsparciem i pomocą szczególnie dla tych właśnie małżeństw. Potrzeba wiele taktu, cierpliwości, miłości i - przede wszystkim - modlitwy, aby pomóc im we wzrastaniu w wierze.

Święty Paweł pisał do Koryntian (1 Kor 3,1-2), że z powodu ich niedojrzałości duchowej najpierw karmił ich mlekiem, bo stałego pokarmu jeszcze by nie znieśli. I wydaje się nam, że dla wielu małżeństw - szczególnie tych, które rozpoczynają swoją „przygodę” z Jezusem w Domowym Kościele - pary animatorskie powinny mieć to „mleko” czyli wielką troskliwość, cierpliwość i zachętę.