Rodzice i dzieci

(203 - styczeń - luty 2015)

z cyklu "Szkoła modlitwy"

Modlitwa codzienna

s. Rita od Chrystusa Sługi WNO

W jaki sposób mój dzień powszedni może być szkołą modlitwy?

Każde zdarzenie, każde spotkanie może stać się impulsem do modlitwy. Ponieważ w im większym zjednoczeniu z Bogiem żyjemy, tym głębiej rozumiemy świat wokół nas.

Kto już od rana chce zjednoczyć się z Jezusem, potrafi błogosławić ludzi, których spotyka, nawet przeciwników i wrogów. Całą swoją troskę o przebieg dnia składa na barki Pana. Ma w sobie więcej pokoju i nim promieniuje. Wydaje swoje sądy i opinie najpierw pytając siebie, jak w takiej sytuacji postąpiłby Jezus. Pokonuje strach poprzez bliskość Boga. W sytuacjach skrajnych nie czuje się zostawiony na lodzie. Nosi w sobie pokój nieba i wnosi go do świata. Jest pełen wdzięczności i radości za piękno, ale także wytrzymuje trudy, które go spotykają. To skoncentrowanie na Bogu jest możliwe nawet w czasie pracy [Youcat 494].

***

 

Czy można kochać kogoś raz na tydzień? Czy można kochać kogoś tak… pół godziny dziennie? Czy można kochać kogoś w godzinach urzędowania, a „po godzinach” już nie? Nie…? Dlaczego?

Miłość nie jest wybiórcza, miłość jest z natury „pójściem na całość”. Miłości nie można włączyć i wyłączyć, miłość rodzi się, rośnie, trwa. Jeśli jest prawdziwa, trwa i będzie trwać wiecznie. Miłość nie dzieli czasu na „czas na miłość” i „czas bez miłości” tylko dąży do przeżywania wszystkich codziennych spraw wspólnie, do bycia razem zawsze, nie od święta. 

Modlitwa to miłość. 

Dlatego modlitwa pozwala głębiej zrozumieć świat, ponieważ nie patrzę już na wydarzenia sam, lecz patrzę także oczami Tego, z którym przebywam w modlitwie. Przyjmując w życiu Jego świętą Obecność dzielę z Nim troski i radości zwykłe, błahe, powszednie. Czy takie małe rzeczy nie interesują Boga? Interesują! ON SAM stał się małym, powszednim Chlebem – i taki właśnie nam się daje! 

Czy dla mnie jest On powszednim Chlebem? To już zależy ode mnie, od tego, czy przyjmuję Go właśnie w tę swoją powszedniość, często i nie tylko od święta; czy po przyjęciu Komunii św. zachowuję z Nim kontakt w zwykłych moich zajęciach. On jest obecny i jest blisko. 

Poczucie bliskości kochającej osoby często pomaga przetrwać stres, pokonać trudności, twórczo rozwiązać problem, rozwijać się. To właśnie dzieje się w modlitwie „powszedniej”, takiej przy pracy czy po udanych zakupach, w kolejce i przed komputerem, przed trudnym wyzwaniem i po otrzymaniu premii – kochający Ojciec jest blisko i interesuje się tym, co robię! Z Nim można wytrzymać więcej, można nie drżeć z lęku o jutro, można oprzeć się na Jego Miłości i promieniować: „Jestem kochany! Ty też jesteś!”. Pewność ukochania przez Boga rodzi się właśnie w modlitwie (wiedza o tym, że Bóg mnie kocha, nie wystarczy) – i wlewa w serce człowieka wielki pokój, który czyni go wytrwałym, pogodnym i wdzięcznym. 

Modlitwa przy codziennych zajęciach, przy zwykłych wydarzeniach (nie tylko „jak trwoga…”) nie zmienia tej rzeczywistości, że Bóg jest blisko mnie, bo nie może jej zmienić: On jest zawsze. Ale modlitwa ta zmienia rzeczywistość we mnie: widzę, że Bóg jest blisko mnie; pamiętam, że jest. Ta modlitwa, która przeplata dzień jak szara  osnowa, zmienia widzenie rzeczywistości. To ona sprawia, że nigdy nie jesteś sam: jest Ojciec. To ona sprawia, że nie musisz sam się zamartwiać o załatwienie spraw, o dobry wybór: jest Jezus, który jest Drogą. To ona sprawia, że nie musisz chodzić zdołowany nawet po niepowodzeniu, odwracać się od tych, którzy zaleźli za skórę: jest Duch, który jest Pocieszycielem. 

Duch Ojca i Syna uzdalnia do modlitwy za nieprzyjaciół. Może nie masz takich wielkich, którzy czyhają na Twoje życie, ale takich niewielkich…? Takich ludzi, z którymi wolisz się nie spotkać na korytarzu, robisz unik… Tych, którzy coś o Tobie złego powiedzieli kiedyś… i dobrze to pamiętasz. Tych, którzy czegoś nie oddali… 

Co zrobiłby w takiej sytuacji Jezus? Czy zrobiłby unik, żeby tego człowieka nie spotkać? Powiedziałby po cichu komuś obok kąśliwą uwagę na jego temat? A może powiedziałby wprost do tego człowieka „dlaczego mnie prześladujesz?” [Dz 9,4], aby dać mu szansę nawrócenia, a zaraz potem: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią!” [Łk 23,34]. 

Duch Święty wlewa w serce człowieka tę samą modlitwę, jaka płynęła z Serca Jezusa, modlitwę prawdy i błogosławienia, proszenia o łaskę Boga i o dobro dla wszystkich, także dla tych, których uważamy za nieprzyjaznych. Im częściej otwieram serce na Jego obecność, także w tych ważnych chwilach modlitwy „powszedniej”, tym bardziej On będzie czynił moje serce podobnym do Serca Jezusa.