Wspólnota

(136 - kwiecień 2005)

z cyklu "Siedem rad"

Modlitwa

Rebe Mada

Będziesz tedy miłował Pana, Boga swego z całego serca swego” — powiedziane jest w Torze. Co znaczy służyć Bogu sercem? To znaczy po prostu modlić się.
Chciałbym posłuchać, co mają do powiedzenia o modlitwie nasi Starsi Bracia. Pomocą będzie dla nas wydana ostatnio przez Wydawnictwo Dolnośląskie książka pt. „Agady Talmudyczne. Ludowe opowieści, baśnie, legendy, przypowieści, aforyzmy i przysłowia wybrane z Talmudu”. Pozycja ta jest prawdziwą duchową kopalnią mądrości żydowskiej. Tej mądrości, która nie zaginęła wraz z upadkiem świątyni w Jerozolimie, a która karmiła się nieustanną medytacją Tory, przekazywaniem mądrości Ojców, modlitwą osobistą i praktykowaniem nakazów Tory w codziennym życiu. Dla nas, uczniów Jezusa, są one wejściem w świat, którego już nie ma, odsłaniają przed nami jak rozumieli i jak przeżywali swoją więź z Bogiem ci, z którymi Bóg pierwszy zawarł Przymierze.
Przeczytajmy więc kilka opinii o modlitwie. Niech napełnią nas nowym duchem, gdy będziemy stawać przed Panem.
„Bądźcie błogosławieni — powiada Bóg — obyście wy niebiosa, były błogosławione i błogosławieni byli ci, którzy towarzyszą mojej merkawie za to, że opowiecie moim dzieciom o tym, co Ja robię, kiedy one oddają Mi cześć, wołając: «Święty, Święty, Święty!» Uczcie je aby podnosiły oczy ku niebu, i same wznosiły się w górę. Żadna bowiem rzecz na świecie nie przysparza mi tylu przyjemności, ile owa chwila kiedy moje dzieci wznoszą oczy ku niebu, a ja w nie patrzę. W owej chwili biorę w ramiona Jakuba na moim tronie w niebie. Ściskam go i całuję. I przypominam sobie wtedy, że synowie Jakuba są w diasporze. I przybliżam godzinę ich wyzwolenia”. (Merkawa to według żydowskich mędrców niebiański pojazd służący Bogu do komunikacji z ziemią.)
Wyobrażenie Boga, którego cieszy moja modlitwa, jest mi bardzo bliskie. Wychowany w poczuciu obowiązku modlitwy, w kulcie nieustannego przypominania, że jeżeli się nie modlę, grzeszę i jestem niewdzięczny wobec Boga, napotykam w tej prostej przypowieści innego ducha. Ducha wzajemnej relacji, w którą wchodzę nie dlatego, że muszę, ale dlatego, że wiem o kochającej mnie osobie, która czeka na to, aby spojrzeć w moje oczy. Myślę, że podobne ujęcie można znaleźć w pismach chrześcijańskich mistyków. Niestety, czeka nas jeszcze wiele pracy, aby to doświadczenie stało się udziałem ogółu katolików. Cieszy mnie również specyficzny udział w modlitwie tych, którzy odeszli. Radość z modlitwy jest nie tylko udziałem Boga i człowieka ale również sprawiedliwych, którzy już odeszli, którzy poprzedzili nas w domu Ojca. Bóg niejako dzieli z nimi swoją radość.
„Nie należy przystępować do modłów, kiedy się jest smutnym, leniwym, lekkomyślnym i skorym do śmiechu i paplaniny. Do modlitwy należy przystąpić w stanie pobożnej radości (tzn. W stanie radości, która wypływa ze spełnienia dobrego czynu)”.
Tym razem Mędrcy zadają kres powszechnie panującemu (co wcale nie znaczy, że prawdziwemu) przekonaniu, że człowiek modlić może się zawsze. Doświadczenie i mądrość Kościoła wielokrotnie przypominają o czasie przygotowania się do modlitwy. Ona bowiem nie jest jedną z wielu czynności jakie wykonujemy. Potrzebne jest przejście od jednej aktywności lub jej braku w czas, który oddajemy Bogu. Rabini uważali, że tym co może mnie wprowadzić w modlitwę jest dobry czyn, a właściwie radość jaka jest jego owocem. Bowiem łatwiej jest człowiekowi wylać swoje serce przed Bogiem, gdy doświadczył w swoim życiu mocy Bożej.
O mocy modlitwy możemy przeczytać następujące zdanie:
„Modlitwa sprawiedliwych dokonuje w niebie przewrotu. Gniew Boga jest w stanie zamienić się w Jego miłosierdzie”
Z podobnie brzmiącym stwierdzeniem spotkałem się czytając w Nowym Testamencie List Jakuba: „Módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie. Wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego. Eliasz był człowiekiem podobnym do nas i modlił się usilnie, by deszcz nie padał, i nie padał deszcz na ziemię przez trzy lata i sześć miesięcy. I znów błagał, i niebiosa spuściły deszcz, a ziemia wydała swój plon” (Jk 4,16b–18).
Jeżeli tak jest, to nie może dziwić kolejna rada: „Jeżeli na kogoś spada nieszczęście, powinien zawiadomić o nim swoich przyjaciół i znajomych, żeby ci wsparli go modlitwą.”
Ważne jest, by owo pomodlenie się nie było tylko pustą formułką wypowiedzianą po to, aby nie brać sobie na głowę Brata z problemami. Mówiąc „pomodlę się” muszę pamiętać o tym, że będę przed Bogiem reprezentował sprawę mojego Brata. Lepiej nic nie mówić, niż odwalić jakiś kiepski obrządek, a już za niemal skandaliczne uważam załatwienie sprawy jakąś „Zdrowaśką” (nie znoszę takiego lekceważącego sformułowania, choć modlę się różańcem, zwracając uwagę na wskazania Jana Pawła II).
Ostatnią radę dedykuję wszystkim liturgistom (oczywiście bez złośliwości, chociaż z humorem): „Kiedy modlisz się do Boga, uważaj na słowa. Nie mogą być szablonowe, utarte i ułożone z góry według ustalonego schematu. Powinny wypływać z głębi własnego serca. Co znaczą schematyczne i szablonowe słowa? Powołując się na rabiego Oszaję, tak je tłumaczę: Szablonowa modlitwa przychodzi człowiekowi z trudnością. Jest pewnego rodzaju narzuconym z góry ciężarem. Człowiek ją po prostu odrabia. Inni mędrcy twierdzą, że modlitwa jest szablonowa, kiedy jej słowa nie płyną z serca. Raba i Raw Josef zgodnie powiadają: Szablonową staje się modlitwa, kiedy człowiek nie potrafi wypowiedzieć w niej czegoś nowego. Aba i rabi Chanina zaś twierdzą: Wtedy, kiedy człowiek odmawia ją o ustalonej porze, to znaczy przy wzejściu i zajściu słońca”.
Wobec tego co zrobić więc z veritas horarum? Rebe Mada radzi: nieustannie się módlcie…