Krucjata Wyzwolenia Człowieka

(134 - styczeń 2005)

Mój dar (świadectwo)

Andrzej

Nie byłem wierny Krucjacie

O KWC usłyszałem mając 15 lat — na mojej pierwszej oazie. Wówczas podpisanie kandydackiej deklaracji było dla mnie czymś łatwym i nie wymagającym namysłu. Nigdy dotąd nie piłem alkoholu, więc nie wymagało to od mnie żadnego poświęcenia. Byłem też przekonany, że picie alkoholu jest złe, stąd jego odrzucenie uznałem za mój obowiązek. Podobnie postąpiłem rok później na I°, a w czasie II° mając 17 lat wiedziony owczym pędem podpisałem deklarację członkowską (na kolanie podczas Godziny Odpowiedzialności, bo najlepszy kolega niespodziewanie szedł już w procesji).
Wytrwałem w abstynencji dwa lata — do balu maturalnego. Nie było to już takie łatwe, bo z powodu niepicia nie byłem zaproszony na żadną klasową osiemnastkę. A później po maturze odkryłem, że zrezygnowałem z czegoś, czego w ogóle nie znam, co wcale nie jest złe z definicji i poczułem się oszukany. Usprawiedliwiłem się tym, że w momencie podpisywania deklaracji nie byłem pełnoletni i zrezygnowałem z abstynencji.
Trwałem nadal w Ruchu, byłem animatorem, ale nie byłem wierny Krucjacie. Nie umiem dziś ocenić, czy źle mi przekazywano ideę Krucjaty, czy to ja byłem głuchy na jej wezwanie, ale nie mogłem się uwolnić od przeświadczenia, że zamiast wyzwalać zniewala mnie. Byłem rozdarty; wiedziałem, że Ruch to droga mojego życia, zarazem jednak czułem się zmuszany do wyrzeczenia, któremu nie miałem zamiaru się poddać.
Potrzebowałem 12 lat, by odkryć, że uczestnictwo w KWC jest moim dobrowolnym darem dla drugiego człowieka. Tym bardziej cennym, gdy rezygnuję z czegoś, co ma dla mnie wartość. Myślę, że ważne też było dla mnie zrozumienie, że tej ofiary tak naprawdę nie oczekuje od mnie Ruch, ale Chrystus — „Czy miłujesz Mnie więcej” (J 21,15). Gdy znalazłem konkretną intencję, dla której chcę podjąć trud abstynencji, Krucjata Wyzwolenia Człowieka nabrała dla mnie sensu. Jestem na nowo abstynentem od trzech lat i choć nie jest to już takie proste jak na początku, ale przeżywane świadomie. Dziękuję Bogu za ten dar i za ten trud.