Młodzi w Kościele

(222 - lipiec - sierpień 2018)

Mój Kościół

świadectwa

Przeszkadza mi to, że niektórzy przedstawiciele Kościoła chcą mi narzucać rzeczy, które nie są Przykazaniami Bożymi

Kościół jest częścią mojej tożsamości. Nie umiem sobie wyobrazić mojego życia bez takiej wspólnoty ludzi. To są osoby i jednocześnie jakby miejsce – ale nie mam tutaj na myśli faktycznie budowli kościoła. Po prostu w otoczeniu tych osób czuję się dobrze. Jak w domu.

Żyję tym, że w Kościele wierzymy w odpuszczenie grzechów, w miłosierdzie, w to że wszyscy jesteśmy równi. Że dla wszystkich jest u nas miejsce. To mi się naprawdę podoba.

Przeszkadza mi natomiast to, że niektórzy przedstawiciele Kościoła chcą mi narzucać rzeczy, które nie są Przykazaniami Bożymi. Że powinnam na przykład popierać daną partię, bo jestem w Kościele. Również nie podoba mi się to, gdy czujemy się lepsi, bo możemy w tym Kościele być. Jak gdybyśmy na to jakoś zasłużyli – a to przecież nieprawda. Wszystko nam podarowano.

W Kościele szukam bezpieczeństwa, stabilności. Szukam takich zasad, według których moje życie będzie dobre, ja będę dobra. Takich podstaw, które pomogą zbudować mi trwałą rodzinę. Szukam również zrozumienia.

Wydaje mi się, że mam swoje miejsce, zwłaszcza ostatnio. Ale trudno mi określić to miejsce. To wypadkowa wielu ról, które mi przypadły. To się ciągle zmienia – dzisiaj jestem w swojej rodzinnej parafii, gdzie większość mnie zna i czuję się tutaj „rodzinnie”. Ale równie dobrze za jakiś czas mogę się wyprowadzić i czy to sprawi, że poczuję, że straciłam swoje miejsce? No nie, nie tak to działa. Ale będę już miała zupełnie inne role.

Sądzę, że ci młodzi, którzy chodzą do kościoła, szukają czegoś głębiej. Bardzo często są to osoby jakoś w życiu zranione, doświadczone – oni nie chcą się dalej z życiem zderzać. Szukają bezpieczeństwa. Ale oczywiście to nie tylko to. Inni młodzi doświadczyli Boga w swoim życiu i po takim spotkaniu nie potrafiliby zrezygnować z „odwiedzania” Go. 

Wydaje mi się, że osoby, które nie chodzą, albo wcześniej nie szukały jakiegoś głębszego sensu w życiu, albo mogą mieć też uraz do samego Kościoła. Część z nich nie miała okazji do poznania Boga – nie możemy od nich wymagać, że mieli go sami poznać, sami usiąść do czytania Pisma Świętego w tym celu. Gdzieś jest tu nasza wina, że nie dotarliśmy do nich z ewangelizacją. 

Julia 

 

Kościół jest dla mnie domem, w którym mogę się wyciszyć, uspokoić i przede wszystkim być. Wiem że nikt mnie z niego nie wygoni, bo każdy jest potrzebny. Mogę też powiedzieć że Kościół jest dla mnie rodziną, do której lubię wracać i przebywać. Kościół jest zazwyczaj utożsamiany z budynkiem z Krzyżem na dachu, a dla mnie jest bardziej czymś „duchowym”, nie jest murem (dla mnie) w którym się można tylko schronić, ale też powierzyć swoje troski i wyżalić się. Lubię w nim to, że nie jest ważne kim się jest, nie neguje moich wyborów i pozwala abym mogła sama wybierać. Nie znalazłam żadnej rzeczy, która by mi przeszkadzała w Kościele.

W Kościele szukam ukojenia i wsparcia, niezależnie od czasu i miejsca. Czuję, że mam w nim swoje miejsce, którym jest śpiewanie w scholi parafialnej oraz uczestniczenie w spotkaniach Oazowych, bywają jednak chwile kiedy się waham i sądzę, że nie należę w pełni do Kościoła. 

Myślę że młodzi ludzie chodzą do Kościoła aby poczuć się „kochani” i wspierani, chcą mieć stały kontakt z Bogiem i pogłębiać swoją relację z Nim. Niektórzy jednak nie czują potrzeby chodzenia do Kościoła, która może wynikać z braku czasu, w dzisiejszym świecie ludzie są zabiegani, trudno jest im znaleźć czas na modlitwę lub po prostu boją się wejść w relację z Bogiem. 

Maja

 

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym "Wieczerniku".