Krucjata Wyzwolenia Człowieka

(185 - kwiecień 2012)

Mój wybór

Agnieszka

Skoro tyle dobrych rzeczy odkryłam w charyzmacie Ruchu Światło-Życie, to chcę w zaufaniu podejmować również to dzieło

Moje doświadczenie Krucjaty jest dość krótkie. Kiedy nie miałam jeszcze 18 lat, nie miałam problemu z decyzją – wiedziałam, że i tak jako niepełnoletnia osoba będę abstynentką, bo do tego zobowiązywało mnie prawo. Muszę przyznać, że naprawdę zaskoczyło mnie, iż w klasie ostały się nas tylko dwie takie osoby… Dziwiły mnie również sytuacje, gdy ktoś namawiał do picia, mimo mojego tłumaczenia, że nie chcę – zaś kiedy wspominałam, że podpisałam taką deklarację, temat się kończył. Krucjata okazywała się wówczas ułatwieniem

Później już tak prosto nie było.

Choć oazowy charyzmat coraz bardziej stawał mi się bliski, to pamiętam jedno z rekolekcyjnych spotkań o KWC, po którym stwierdziłam, że mowy nie ma, bym się w to włączyła (do dziś uważam, że niektóre ze słów nie powinny wtedy paść, gdyż zamiast wyjaśniać, jedynie pogłębiały wątpliwości). I faktycznie, był to czas rozeznawania w wolności, bez podpisanej deklaracji. Wiele wtedy czytałam o założeniach Krucjaty, ale jeszcze bardziej poszukiwałam świadectw osób w nią zaangażowanych – zwłaszcza moich znajomych. 

Na kolejnych rekolekcjach postanowiłam zaryzykować i znów stać się kandydatką. Tym razem przeżywałam to zupełnie inaczej, znacznie głębiej, niż wcześniej – zaczęłam zauważać, jak ważna jest modlitwa. I teraz post był już całkowicie moim wyborem, nie wiązał się dodatkowo z przepisami prawa. To był kolejny rok moich pytań i wątpliwości. I zmagania z sobą. Jestem wdzięczna Bogu, że spotkałam w tym czasie osoby, które cierpliwie i z delikatnością dzieliły się ze mną swoim doświadczeniem. To dodało odwagi, by chcieć trwać w KWC dalej. Jeszcze jako kandydatka zgłosiłam się do pełnienia posługi animatorskiej podczas oazy (pierwszy raz w życiu) i tam zastanawiałam się nad ostateczną decyzją. 

Pamiętam, że miałam już wypełnioną deklarację, rozważałam jedynie, którą opcję wybrać. I wtedy którejś nocy… przyśnili mi się moi znajomi, diakonia owych rekolekcji. Pamiętam do dziś (a ja niesamowicie rzadko pamiętam swoje sny!) słowa, jakie wtedy „usłyszałam” od jednej z animatorek. Normalnie nie przejmowałabym się snami, ale to było coś wyjątkowego, co trafiło wprost do mojego serca. Choć w zasadzie, potwierdziło to jedynie pragnienie złożone gdzieś głęboko we mnie. Dodał odwagi i… uśmiechu! Chyba niewiele osób doświadczyło łaski podjęcia decyzji przez sen :D Zbiegła się ona ze świętem Podwyższenia Krzyża Świętego – co ma dla mnie symboliczne znaczenie. 

Jestem członkiem Krucjaty od 2,5 roku. Trudniej jest mi tłumaczyć rodzinie, dlaczego nie chcę lampki wina do obiadu, niż rówieśnikom, dlaczego nie wypiję piwa na imprezie. Nigdy nie miałam problemów z alkoholem (w najbliższej rodzinie również go nie ma, dzięki Bogu), ani razu nie byłam pijana, wiem, że nie miałabym problemu z zachowaniem umiaru. Czasami zastanawiam się, czy to moje trwanie w KWC ma sens… Wtedy wracam do mojego snu, do usłyszanych świadectw i do słów Ojca Franciszka. Skoro tyle dobrych rzeczy odkryłam w charyzmacie Ruchu Światło-Życie, to chcę w zaufaniu podejmować również to dzieło – dzieło, które nadal dopiero poznaję, wciąż na nowo. Zaczęłam żyć modlitwą Krucjaty – nie tylko akapitem poświęconym abstynencji, ale wczytuję się również w pozostałe. Niesamowite jest dla mnie stawanie w prawdzie i to, że ilekroć odkrywam zniewolenie w jakiejś sferze mojego życia, to właśnie Krucjata jest dla mnie motywacją, by oddać tę sprawę Bogu i walczyć o wolność. Całkowitą wolność, do której powołał mnie Pan! Bez lęku, bo przecież w moim herbie jest napis „nie lękajcie się!”. 

Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli (Ga 5,1).