Dziecko - dar i wezwanie

(141 - styczeń 2006)

Moje macierzyństwo (świadectwo)

Marta

Uczucie towarzyszące pierwszemu spojrzeniu na własne dziecko i uśmiech zrównoważyło uczucia długich lat oczekiwań

Macierzyństwo jest dla mnie spełnieniem marzeń, długo oczekiwanym szczęś­ciem (które czasami męczy).

Trzeba dużo talentu, aby opisać najgłębsze uczucia i aby inni poczuli ich choć­by namiastkę.

Jak przekazać uczucia tych wielu lat starań o własne dzieci, a potem nieprzebraną ra­dość i niepokój o nie?

     Moje dzieci urodziły się w moim sercu na długo przed swoim urodzeniem. Z bolesną świadomością. Nie taką jaka towarzyszy kochającym się narzeczo­nym, którzy wraz z decyzją o wspólnym życiu uświadamiają so­bie z dreszczem emocji, że tym samym stworzą rodzinę i przyjmą z radością poczęte z ich miłości dzieci, ale taką, jaka towarzyszy rodzicom, którzy idą do instytucji, tłumaczą, że chcą mieć dzieci, dlaczego i po co. Starają się przekonać pracowników, że będą najlepszymi rodzicami, że są godni tego posłannic­twa, że właśnie im można zaufać. Na dowód praw­dziwości swych słów zbierają mnóstwo dokumentów i zaświadczeń, mnożą pisma i wnioski, są wypyty­wani i sprawdzani. I na koniec muszą zdecydować, że to właśnie to dziecko jest ich, nie inne.

     Czy naturalni rodzice są selekcjonowani? Czy ktoś ich pyta dlaczego właśnie u nich ma się urodzić dziecko? Czy potrzebują czyjejś zgody na to, aby być rodzicami?

     Rodzice adopcyjni proszą o pomoc, bo sami nie od­najdą swoich dzieci. Potrzebują zgody wielu innych ludzi na to, aby zostać rodzicami.

Przedtem długi czas oczekiwania, bo może urodzą się dzieci tak jak innym. Czas oczekiwań i rozczarowań, tęsknoty i miłości pęczniejącej w sercu, i cierpienia. Modlitw i rozmów, i kłótni z Bogiem. Pytań, łez, upadków i powstań. Przejmująca wrażliwość na zdarzenia, słowa i gesty. Z trudem znoszony, bez wybuchu płaczu, widok kobiet w ciąży. Im dane jest przeżyć ten cud, to święte powołanie. Nie mnie. Mnie inaczej.

Wreszcie brzemienna macierzyńską miłością otwieram serce i czuję ogrom ulgi i spo­koju, i szczęścia jakie mnie wypełnia. Świat odzyskuje barwy i kształty. Przychodzi głębo­kie zrozumienie. I dziękczynienie. Nagroda jest wspaniała choć taka malutka.

Uczucie towarzyszące pierwszemu spojrzeniu na własne dziecko i jego uśmiech zrów­noważyło uczucia długich lat oczekiwań. Trzeba było to przeżyć, aby poczuć. Serce otworzyło się w jednej chwili.

I przeczuwałam, że wraz z radością nie opuści mnie już nigdy niepokój. Patrzę śmieją­cymi się oczami i myślę: Boże chroń je od wszelkiego złego. Dałeś mi je z wielkiej Twojej Łaski, abym zatroszczyła się o nie tu, na Ziemi, naucz mnie być najlepszą matką.

PS. We wszystkim towarzyszył mi zawsze mój mąż. Jesteśmy małżeństwem od 16 lat. 10 lat po ślubie adoptowaliśmy dwumiesięczną córeczkę. Po dwóch latach adoptowali­śmy półtoramiesięcznego synka. Po kolejnych trzech latach adoptowaliśmy trzy i półmie­sięczną córeczkę. Dzieci mają teraz niespełna 7, 5 i 2 lata i są naszymi "trzema świata­mi".