Liturgia

(130 - maj - czerwiec 2004)

Muzyka w liturgii

Ada Szymańska

Pieśń podczas liturgii zarówno swym tekstem, jak i opracowaniem muzycznym ma nas kierować w stronę sacrum

Przyzwyczailiśmy się do tego, że liturgii towarzyszy muzyka. Rzadko uczestniczymy dziś w „cichych” mszach, gdy zaś takowa się zdarzy, to jakoś brakuje nam dźwięku organów czy gitary lub choćby śpiewu intonowanego przez celebransa. Także wszelkiego rodzaju nabożeństwa lub spotkania o charakterze modlitewnym mają najczęściej oprawę muzyczną, choć niekiedy bardzo skromną. Można powiedzieć, iż obecność śpiewu przy takich zgromadzeniach jest czymś oczywistym. Tu jednak pojawia się niebezpieczeństwo ignorowania wagi śpiewu. Tam, gdzie jest rutyna i przyzwyczajenie, tam łatwo o obojętność lub bezmyślność.
Myślę, że oazowiczowi nie trzeba tłumaczyć, jak istotna jest rola śpiewu w liturgii. Może jednak warto przypomnieć parę podstawowych zasad dotyczących tegoż tematu.
Zacznę od tego, czego trzeba się w muzyce liturgicznej wystrzegać. Podczas Eucharystii lub nabożeństw nie ma miejsca na piosenki, zwłaszcza takie, które kojarzą nam się z muzyką lekką, rozrywkową (niekiedy można usłyszeć w kościele piosenki oparte wprost na melodiach muzyki pop, rock itd.). To jest absolutnie nie do przyjęcia. Pieśń podczas liturgii zarówno swym tekstem, jak i opracowaniem muzycznym ma nas kierować w stronę sacrum. Trzeba również zwrócić uwagę na rozważny dobór instrumentów. Mając na uwadze wyżej wymienioną zasadę, trudno się zgodzić na instrumenty podłączone do prądu — gitary elektryczne, basowe, syntetyzatory itp. Osobiście byłabym ostrożna także w stosunku do instrumentów rytmicznych, które często zagłuszają melodię, a przede wszystkim słowa wykonywanych pieśni. W kulturach afrykańskich gra na różnego rodzaju bębenkach podczas Eucharystii jest czymś normalnym, sądzę jednak, że widzimy różnicę między kulturą i liturgią afrykańską a polską. Przyjęło się w Polsce, że oprócz tradycyjnych organów, gitara jest instrumentem, który może być używany podczas liturgii. Tu sygnalizuję jedynie, że w przypadku Mszy św. konwentualnej, zamkniętej, gdy wiemy, kto w niej uczestniczy (jak to się dzieje np. podczas rekolekcji oazowych lub mszach wspólnotowych) i jaka mniej więcej jest ich dojrzałość, możemy sobie pozwolić na większą swobodę w doborze instrumentów — np. flet, skrzypce, wiolonczela itp.
Stolica Apostolska w instrukcji Musicam sacram napisała: „Nie wystarcza, by pieśń była «eucharystyczna»; jest rzeczą właściwą, aby śpiew odpowiadał częściom Mszy świętej, świętom lub okresom liturgicznym”1. W Liście Okólnym Kongregacji Kultu Bożego czytamy: „Śpiewy w celebracjach, zwłaszcza w Eucharystii, a także w nabożeństwach, niech będą zgodne z charakterem tego okresu i jak najbardziej odpowiadają tekstom liturgicznym”2. Te dwa dokumenty wyraźnie wskazują na konieczność takiego doboru pieśni, by obrzędy liturgiczne oraz oprawa muzyczna stanowiły pewną całość, by treści z mszału oraz liturgii słowa podjęte zostały przez śpiew całego Ludu Bożego.
Podczas Eucharystii mają miejsce trzy procesje mszalne: na wejście, przygotowanie darów oraz komunię świętą. W tych momentach jest szczególnie wskazane, by w śpiewie uczestniczyli wszyscy wierni. Trzeba więc pamiętać o tym, by pieśni były znane oraz możliwe do zaśpiewania dla wszystkich — mam tu na myśli znajomość tekstów (ułatwieniem jest korzystanie ze śpiewniczków lub wyświetlanie slajdów), a także ewentualnie umiejętność włączenia się w śpiew na głosy lub w partie unisono (przeznaczone do śpiewania przez wszystkich).
Pieśń na wejście ma wprowadzać zgromadzonych w myśl przewodnią liturgii, ma służyć zawiązaniu wspólnoty oraz budowaniu jedności i — oczywiście — towarzyszyć rozpoczęciu akcji liturgicznej.
Przygotowanie darów jest momentem przejścia od liturgii słowa do liturgii eucharystycznej. Pieśń może zatem być odpowiedzią na treści z czytań lub w sposób dziękczynny nawiązywać do ofiarowania.
Pieśni towarzyszące procesji komunijnej winny być radosne i nawiązywać do tematyki paschalnej, a także do myśli z liturgii słowa danej Eucharystii. Nie jest to natomiast czas na pieśni adorujące Jezusa Chrystusa obecnego w Najświętszym Sakramencie.
Warto również wiedzieć, iż pieśń na uwielbienie po Komunii świętej powinna być uwielbieniem Boga Ojca, a nie dziękczynieniem Jezusowi.
Oprócz kierowania się zasadami związanymi z treścią poszczególnych części Mszy św. musimy także brać pod uwagę okres liturgiczny. Nie jest to znów takie proste, gdyż są w tym względzie pewne pułapki. Weźmy choćby Adwent — dopiero po 16 XII wybieramy pieśni nawiązujące wprost do wydarzeń w Nazarecie. Zaś do tego dnia śpiewamy pieśni mówiące o Paruzji — ostatecznym przyjściu Pana Jezusa!
Jeśli chodzi o kolędy, śpiewamy je oczywiście w okresie Bożego Narodzenia (do Niedzieli Chrztu Pańskiego włącznie) oraz w święto Ofiarowania Pana — 2 lutego!
W Wielkim Poście tematykę Męki Pana podejmujemy dopiero po V Niedzieli (!) i do Wielkiego Czwartku włącznie. Wcześniejsze Niedziele Wielkiego Postu mają każda odrębną tematykę, z którą należałoby się zapoznać (chociażby w mszale). Oczywiście można śpiewać pieśni pasyjne przez cały Wielki Post w ramach nabożeństw Drogi Krzyżowej, Gorzkich Żalów, także przed i po zakończeniu Eucharystii.
Na koniec jeszcze kilka uwag. Pieśni mogą towarzyszyć jedynie trzem procesjom mszalnym. Nie wolno natomiast zastępować psalmu responsoryjnego inną pieśnią lub zaśpiewać tenże psalm na melodię jakiejś pieśni, a tym bardziej piosenki. Również części stałych Eucharystii nie możemy zastąpić innymi pieśniami (za wyjątkiem Mszy z udziałem dzieci, przy zgodzie Konferencji Episkopatu).
Jak widzimy, zasad, jakimi trzeba się kierować przy doborze śpiewów na liturgię, jest sporo. Osoba zajmująca się oprawą muzyczną ma zatem nie lada zadanie. Tym niemniej jest to jak najbardziej do zrobienia. Szkoda jednak, że coraz rzadziej „porządne” śpiewy leżą nam na sercu. Z czego to wynika? Może z braku znajomości wyżej wymienionych zasad, może z obojętności, a może po prostu z lenistwa. Mam nadzieję, że się mylę. Dobrze by było, gdybyśmy wszyscy poczuli się odpowiedzialni za kształt liturgii, i to nie tylko za jej muzyczną stronę (przecież nie każdy wierny musi się znać na układaniu śpiewów), ale za każdą formę naszego czynnego w niej uczestnictwa.