Zaangażowanie społeczne

(129 - kwiecień 2004)

z cyklu "Szkoła modlitwy"

Myślenie na drogach modlitwy

Wojtek Gałązka

Największym i chyba najboleśniejszym problemem dzisiejszej cywilizacji jest bezmyślność. Coraz więcej wokoło techniki, a coraz mniej myślenia — duży czerwony guzik z napisem enter, albo ze strzałeczką w prawo, a zresztą i tak zawsze zadziała według przepisu. Ludzie przyzwyczaili już się że prawie nic nie zależy od ich wysiłku, od ich decyzji — kolejne pokolenia polityków robią co chcą, a nie to co chciałem, żeby robili, pracę dostają koledzy szefa a nie pracowici. Nawet głupi magnetofon ma coraz mniej możliwości indywidualnego programowania. „Bo po co?” — jak powiedział mój znajomy elektronik — „Żeby popsuli?” Jeden duży guzik, żeby było wiadomo gdzie włączyć i koniec — reszta sama działa.
Ludzie odzwyczaili się i nie potrafią decydować, życie płynie, decyzje podejmują się jakoś same, wszyscy tak robią, to i ja.
Dlaczego ludzie korzystają z narkotyków? Część z zagubienia, ale część z głupoty, z bezmyślności — nie potrafią odmówić. Jest okazja — to korzystam, jakby nie było, to bym nie wziął.
Wiele ludzi ze wspólnot często przez wiele lat obija się po różnych grupach parafialnych, ale nie wie czego tak naprawdę chce od Pana Boga, od siebie... czego Pan Bóg od nich chce. Ani zimny, ani gorący — letni. Taki zwykle chce być COOL, co to mu generalnie wszystko jedno. Mijają lata, a on ciągle nie wie gdzie jego miejsce i w jakim celu robi to, co robi.
Aż prosi się o manipulację, więc świat rzuca jakieś hasła np. za dużo ludzi na świecie — i to idzie w świat, a nikt się nie zastanawia skąd takie wnioski, na jakiej podstawie, dlaczego, ważne, że w telewizji powiedzieli, nikt o nic nie pyta.
Czasem ludziom w życiu coś się „rozwali” i wtedy idą po rozum do głowy: gdzie jest Pan Bóg? Co mam robić? Dobrze jeśli przynajmniej wtedy się obudzą i zaczną myśleć...
Jedną z głównych prawd o życiu, którą wyeliminowano z umysłów ludzi jest ta, że nie można mieć wszystkiego; albo piękne, szczęśliwe życie rodzinne, albo kilka godzin dziennie przed telewizorem, albo ciągła praca. Najskuteczniej jednak odrywa od rzeczywistości telewizja — 3 godziny dziennie przed TV równa się 1000 godzin rocznie. To już nałóg zapadania w bezmyślność.
Nie da się prowadzić głębokiego życia modlitwy przed telewizorem. Dziś już nawet mało kto ogląda — tylko bezmyślnie skacze się po kanałach. Jak wybrać jeden z 650 kablowych programów telewizyjnych — godzinę zajmuje ich „przerzucenie”.
Moja żona ciągle mi powtarza, że jeśli będę wrzucał do żołądka wszystko jak leci, to on będzie chory, to będę miał w żołądku śmietnik. A jeśli cokolwiek będziesz wrzucał do głowy, będzie zdrowa?
Chrześcijanin, który się nie rozwija, cofa się. Staje się poganinem.
Kim jestem, skąd przychodzę, dokąd idę — to początek. Muszę dowiedzieć się prawdy o mnie samym. To prawda, ale jak się już odpowiem na pytanie czego chcę w życiu, to mam się tego trzymać. Jeśli wybrałeś dobro, to się rozwijaj, CHCIEJ BYĆ ŚWIĘTY. Muszę wybrać drogę i zapisać ją sobie DRUKOWANYMI LITERAMI, potem przykleić to sobie na lustro i konsekwentnie się tego trzymać.
Z bezmyślności rodzi się bardzo modne dzisiaj hasło KONSUMPCJONIZM. Muszę mieć wszystko, co mieć mogę. „Kasia i Tomek” zawsze trendi. Człowiek chce mieć dobrze — kupi sobie hulajnogę, potem rower, malucha jak lepiej przędzie, poloneza — kiedy go stać, potem „ściśnie się”, odłoży, kupi Forda, Hondę, BMW, Mercedesa… dalej go stać. Pracuje coraz więcej i ciężej, bo ma kolejny cel: dom z basenem, jacht dwa skutery, kort tenisowy, telewizor plazmowy..., może w kosmos....? — też jeden poleciał — stać go było, czemu nie?... Ale ten wyścig nie ma końca — mogę wpaść w pracoholizm, a i tak zawsze znajdzie się coś, czego nie mam.
Dlaczego to jest złe i niebezpieczne? Bo nigdy nie doznam ukojenia, spełnienia, pełnego ucieszenia.... nawet po śmierci będę za czymś gnać, zdobywać:
Oni nie widzą nawet, że umarli, nie przyjęli tego do wiadomości, widzą i słyszą tylko to, co chcą widzieć i słyszeć — mówi bohater
„Siódmego zmysłu”. Rzeczywistość, która ich otacza, to „Matriks” — to iluzja szczęścia — mówi bohater innego filmu.
Odpowiedzią na konsumpcjonizm jest POST, ale o tym następnym razem.