Dziecko - dar i wezwanie

(141 - styczeń 2006)

z cyklu "Wieczernik dla Ciebie"

Na rozstaju dróg

Ewa

Oto kolejna pomoc w rozpoznawaniu bezdroży.

Zwyczajny, trzynastoletni chłopak, właśnie dostał się do gimnazjum. W podstawówce uczył się nieźle, nie miał większych problemów, ot, przeciętny uczeń. Wolny czas spędzał najczęściej z kolegami grając w piłkę czy kosza. Lubił też gry komputerowe i surfowanie po necie. Ponieważ był trochę nieśmiały, bardzo chciał zostać zaakceptowany przez nowe otoczenie. Nie przychodziło mu to jednak łatwo. Pewnego dnia koledzy zaproponowali mu pójście na imprezkę do jednego z nich. Bardzo się ucie-szył i chętnie zgodził. Impreza trochę go zaskoczyła, odbywała się w domu chłopaka, któ-rego nie znał, jak się potem okazało, był kilka lat starszy. Dużo osób piło, paliło, koledzy z jego klasy również. Jemu też proponowali, a on nie potrafił odmówić bojąc się, że wię-cej go nie zaproszą. Od tego czasu bardzo się zżył z tą grupką. Często razem spędzali czas, polubił ich towarzystwo, coraz częściej sięgał po papierosa czy piwko. To nic złego, przecież ONI też tak robili. Po jakimś czasie to im jednak przestało wystarczać. Ktoś kie-dyś przyniósł do szkoły amfę („Stary, jakie się po tym ma odloty”), potem inne narkoty-ki. Nie zauważył, kiedy tkwił w tym po uszy i nie potrafił już się wycofać.

Młode małżeństwo, jeszcze nie mają dzieci, bo przecież najpierw trzeba się dorobić. Mąż, manager w międzynarodowym koncernie, szybko awansuje, coraz więcej czasu poświęca pracy. Wychodzi rano, wraca wieczorem, zmęczony. W niezauważalny sposób oddalają się od siebie, on całkowicie poświęca się pracy. Weekendy nie dają mu odpoczynku, woli je spędzić w biurze czy przed komputerem, załatwiając nie cierpiące zwłoki sprawy. Praca, kolejne awanse, podwyżki stają się sensem jego życia. W końcu małżeństwo właściwie przestaje istnieć.

Przykłady można by mnożyć. Nie tak dawno media rozpisywały się o matce, która zaniedbywała dzieci, gdyż cały swój czas spędzała w internecie. Koleżanka opowiadała mi o przypadku swoich znajomych, którzy właśnie się rozwodzą, bo mąż okazał się nałogowym hazardzistą. Obserwujemy coraz więcej różnych przypadków uzależnień. Alkohol, papierosy, narkotyki, to jakby standard, obok nich pojawiają się nowe: praca, komputer, internet, hazard, seks, a nawet zakupy czy telefon komórkowy. Dlaczego tak się dzieje? Co sprawia, że sposób spędzania wolnego czasu czy normalne codzienne czynności stają się nałogiem? Gdzie przebiega ta cienka granica między normą a nadużyciem i co sprawia, że ją przekraczamy?

Myślę, że przyczyn jest kilka. Przede wszystkim to chyba kwestia braku odpowiedzialności za siebie i innych, umiejętności spojrzenia na swoje życie z innej perspektywy. W życiu każdego z nas są dni radosne i dni smutne, dni kiedy wszystko dobrze się układa i dni kiedy trzeba podjąć trudne decyzje, dokonać jakiegoś wyboru. Właściwy wybór jest miarą naszej dojrzałości i odpowiedzialności. I nieważne ile ma się lat, ten wybór może rzutować na nasze dalsze życie. Przecież alkohol, papierosy czy inne używki są na porządku dziennym nawet w szkole podstawowej. Często dorośli nie są w stanie nas przed nimi ochronić, jeśli my sami tego nie zrobimy. Nie jest to łatwe. Chęć akceptacji, bycia docenionym przez grupę to zupełnie normalna rzecz. Wielu oddałoby za to wszystko. Pytanie tylko czy warto?

Inną przyczyną jest brak odwagi. Łatwiej przyjąć papierosa, niż mieć odwagę odmówić. W razie odmowy jest się przecież skreślonym u znajomych. Trzeba mieć naprawdę silny charakter, żeby się nie przestraszyć samotności, braku akceptacji.

Może się też wydawać, że używki ułatwiają życie, odsuwają problemy. Przecież czasem problemy po prostu przytłaczają. Głupia matematyczka, która się na mnie uwzięła, rodzice ciągle się o wszystko czepiający. Tego po prostu nie da się znieść, trzeba jakoś odreagować, zapomnieć, przynajmniej na chwilę. Nie myśleć o tym, co będzie później.

Często uzależnienie zaczyna się niepostrzeżenie, zupełnie niewinnie. Nie ma nic złego w spędzeniu wolnego czasu przed komputerem czy w internecie. To normalne. Problem pojawia się, gdy zaczynamy na to poświęcać cały swój wolny czas, a nawet zaniedbywać obowiązki. Zapominamy o całym świecie, a świat gier komputerowych przysłania nam rzeczywistość. To także forma uzależnienia. I znów pojawia się pytanie: dlaczego tak się dzieje? I pada podobna jak poprzednio odpowiedź: bo tak jest łatwiej i przyjemniej. Przyjemniej spędzić czas grając na komputerze niż ucząc się, czy sprzątając swój pokój. Łatwiej pogrążyć się w wirtualnej rzeczywistości niż stawić czoło codziennym problemom jak trudna klasówka czy kolokwium, nieszczęśliwa miłość, kłótnia z rodzicami.

Nie ma nic złego w korzystaniu z telefonu komórkowego czy upodobaniu do dobrego jedzenia. Ale jeśli komórka staje się jedyną formą kontaktu z otoczeniem, a jedzenie sposobem na odreagowanie stresu, to może warto się zastanowić czy pewna granica nie została przekroczona.

Jak można tego uniknąć? Najważniejsze to zdawać sobie sprawę z tych zagrożeń. Zauważyć, kiedy przyjemny sposób spędzania czasu staje się po prostu ucieczką od rzeczywistości. Zrozumieć, że nie można za wszelką cenę starać się zdobyć akceptacji otoczenia. Paradoksalnie czasem nasi znajomi bardziej nas będą szanować za to, że potrafimy się oprzeć presji otoczenia i odmówić papierosa, alkoholu czy innej używki. Warto także wyrobić sobie własne zdanie na temat tego, co dla mnie dobre, a co może mi zaszkodzić i wiedzieć, że nie ma nic bardziej złudnego niż przekonanie, że: „Spróbuję tylko raz, to nic nie szkodzi, potem przestanę”. To nie wyraz silnej woli, lecz słabości.

Wydaje mi się, że ważne jest także umieć zauważyć swoje zalety. Jeśli będziemy doceniali swoje dobre cechy, nasza samoocena będzie pozytywna, to nie będziemy poszukiwali za wszelką cenę akceptacji u otoczenia. Oczywiście nie jest to proste, ale przecież każdy z nas jest wyjątkowy, posiada coś szczególnego, jakiś talent, który go wyróżnia. Trzeba się skupić na rozwoju swojej osobowości, uzdolnień, wtedy okaże się, że problem nałogów nas nie musi dotyczyć.

Oczywiście dla chrześcijanina istnieją jeszcze inne argumenty nakazujące walczyć z uzależnieniem, a właściwie zabraniające przekraczania tej granicy, od której ono się zaczyna. Tym argumentem jest przede wszystkim Bóg i nasza wiara w Niego. Człowiek wierzący w Boga to człowiek wolny. Należy jednak odróżnić wolność od samowoli. „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść”. Trzeba zdawać sobie sprawę, że to, iż jestem wolny nie oznacza, że mogę np. zażywać narkotyki, bo przecież wszystko mi wolno. Nie. Tam, gdzie zaczyna się uzależnienie, wolność się kończy. Człowiek uzależniony to ktoś, kto zamiast Boga wybrał nałóg, a więc utracił wolność.

Z drugiej strony, każdy chrześcijanin powinien mieć świadomość, że to właśnie Bóg da mu siłę by nie popaść w nałóg lub się z Niego wyzwolić. Jeśli pokładamy w Nim ufność, jesteśmy w stanie pokonać wszystkie, na pozór nieprzezwyciężalne problemy. „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”. Wystarczy tylko Mu zaufać.