Ojcostwo

(190 - styczeń - luty 2013)

z cyklu "Wieczernik dla Ciebie"

Na rozstaju dróg

Ewa

Zwyczajny, trzynastoletni chło­pak, właśnie dostał się do gim­nazjum. W podstawówce uczył się nieźle, nie miał większych problemów, ot, przeciętny uczeń. Wol­ny czas spędzał najczęściej z kolegami grając w piłkę czy kosza. Lubił też gry kompu­te­rowe i surfowanie po necie. Ponie­waż był trochę nieśmiały, bardzo chciał zo­stać zaakceptowany przez no­we oto­czenie. Nie przychodziło mu to jednak łatwo. Pewnego dnia koledzy zapropo­nowali mu pójście na imprezkę do jed­nego z nich. Bardzo się ucieszył i chęt­nie zgodził. Impreza trochę go za­skoczyła, odbywała się w domu chłopa­ka, którego nie znał, jak się potem oka­zało, był kilka lat starszy. Dużo osób pi­ło, paliło, koledzy z jego klasy również. Jemu też proponowali, a on nie potrafił odmówić bojąc się, że więcej go nie za­proszą. Od tego czasu bardzo się zżył z tą grupką. Często razem spędzali czas, polubił ich towarzystwo, coraz częściej sięgał po papierosa czy piwko. To nic złego, przecież ONI też tak robi­li. Po ja­kimś czasie to im jednak prze­stało wy­starczać. Ktoś kiedyś przyniósł do szko­ły amfę („Stary, jakie się po tym ma od­loty”), potem inne narkotyki. Nie za­uważył, kiedy tkwił w tym po uszy i nie potrafił już się wycofać.

Obserwujemy coraz więcej różnych przypadków uzależnień. Alkohol, pa­pierosy, narkotyki, to jakby standard, obok nich pojawiają się no­we: praca, komputer, internet, hazard, seks, a na­wet zakupy czy telefon ko­mórkowy. Dlaczego tak się dzieje? Co sprawia, że sposób spędzania wolnego czasu czy normalne codzienne czynno­ści stają się nałogiem? Gdzie przebiega ta cienka granica między normą a nadużyciem i co sprawia, że ją prze­kraczamy?

Myślę, że przyczyn jest kilka. Przede wszystkim to chyba kwestia braku od­powiedzialności, umiejętności spojrze­nia na swoje życie z innej perspektywy. Właściwy wy­bór jest miarą naszej doj­rzałości i odpo­wiedzialności. I nie­ważne ile ma się lat, ten wybór może rzutować na nasze dal­sze życie. Prze­cież alkohol, papierosy czy inne używki są na po­rządku dziennym nawet w szkole pod­stawowej. Często dorośli nie są w sta­nie nas przed nimi ochronić, je­śli my sami tego nie zrobimy. Nie jest to ła­twe. Chęć akcep­tacji, bycia doce­nionym przez grupę to zupełnie nor­malna rzecz. Wielu oddało­by za to wszystko. Pytanie tylko czy warto?

Inną przyczyną jest brak odwagi. Ła­twiej przyjąć papierosa, niż mieć odwa­gę odmówić. W razie odmowy jest się przecież skreślonym u znajomych. Trzeba mieć naprawdę silny charakter, żeby się nie przestraszyć samotności, braku akceptacji.

Może się też wydawać, że używki ułatwiają życie, odsuwają problemy. Przecież czasem problemy po prostu przytłaczają. Głupia matematyczka, któ­ra się na mnie uwzięła, rodzice ciągle się o wszystko czepiający. Tego po pro­stu nie da się znieść, trzeba jakoś odre­agować, zapomnieć, przynajmniej na chwilę. Nie myśleć o tym, co będzie później.

Często uzależnienie zaczyna się nie­postrzeżenie, zupełnie niewinnie. Nie ma nic złego w spędzeniu wolnego cza­su przed komputerem czy w internecie. To normalne. Problem pojawia się, gdy zaczynamy na to poświęcać cały swój wolny czas, a nawet zaniedbywać obo­wiązki. Zapominamy o całym świecie, a świat gier komputerowych przysłania nam rzeczywistość. To także forma uzależnienia. I znów pojawia się pyta­nie: dlaczego tak się dzieje? I pada po­dobna jak poprzednio odpowiedź: bo tak jest łatwiej i przyjemniej. Przyjem­niej spędzić czas grając na komputerze niż ucząc się, czy sprzątając swój pokój. Łatwiej pogrążyć się w wirtualnej rze­czywistości niż stawić czoło codziennym problemom jak trudna klasówka czy ko­lokwium, nieszczęśliwa miłość, kłótnia z rodzica­mi.

Nie ma nic złego w korzystaniu z te­lefonu komórkowego czy upodobaniu do dobrego jedzenia. Ale jeśli komórka staje się jedyną formą kontaktu z oto­czeniem, a jedzenie sposobem na odre­agowanie stresu, to może warto się za­stanowić czy pewna granica nie została przekroczona.

Jak można tego uniknąć? Najważ­niejsze to zdawać sobie sprawę z tych zagrożeń. Zauważyć, kiedy przyjemny sposób spędzania czasu staje się po prostu ucieczką od rzeczywistości. Zro­zumieć, że nie można za wszelką cenę starać się zdobyć akceptacji otoczenia. Paradoksalnie czasem nasi znajomi bar­dziej nas będą szanować za to, że po­trafimy się oprzeć presji otoczenia i od­mówić papierosa, alkoholu czy innej używki. Warto także wyrobić sobie wła­sne zdanie na temat tego, co dla mnie dobre, a co może mi zaszkodzić i wie­dzieć, że nie ma nic bardziej złudnego niż przekonanie, że: „Spróbuję tylko raz, to nic nie szkodzi, potem przesta­nę”. To nie wyraz silnej woli, lecz sła­bości.

Wydaje mi się, że ważne jest także umieć zauważyć swoje zalety. Jeśli będziemy doceniali swoje dobre cechy, nasza samoocena będzie pozytywna, to nie będziemy poszukiwali za wszelką cenę akceptacji u otoczenia. Oczywiście nie jest to proste, ale przecież każdy z nas jest wyjątkowy, posiada coś szcze­gólnego, jakiś talent, który go wyróż­nia.

Oczywiście dla chrześcijanina istnie­ją jeszcze inne argumenty nakazujące walczyć z uzależnieniem, a właściwie zabraniające przekraczania tej granicy, od której ono się zaczyna. Tym argu­mentem jest przede wszystkim Bóg i nasza wiara w Niego. Człowiek wie­rzący w Boga to człowiek wolny. Nale­ży jednak odróżnić wolność od sa­mowoli. „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść”. Tam, gdzie zaczyna się uzależnienie, wolność się kończy. Czło­wiek uzależniony to ktoś, kto zamiast Boga wybrał nałóg, a więc utracił wol­ność.

Z drugiej strony, każdy chrześcijanin powinien mieć świadomość, że to wła­śnie Bóg da mu siłę by nie popaść w nałóg lub się z Niego wyzwolić. Jeśli pokładamy w Nim ufność, jesteśmy w stanie pokonać wszystkie problemy. „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”. Wystarczy tylko Mu zaufać.