Oaza III stopnia

(157 - kwiecień 2008)

Nad Tybrem

Ks. Michał Sołomieniuk

W latach 2000-2006 przebywałem na studiach w Rzymie. Pośredniczyłem w organizacji dwu oaz III stopnia, a jednej z nich towarzyszyłem na miejscu. Notowałem przy tym liczne uwagi... Na potrzeby tego artykułu trochę je uporządkowałem. Zapraszam więc do lektury nade wszystko osoby myślące o zorganizowaniu oazy III stopnia w Rzymie.

Gdyby stać nas było na włoskie domy pielgrzymkowo-turystyczne, połowa z moich uwag byłaby niepotrzebna. Na razie jednak musimy radzić sobie na granicy normalności.

Na etapie organizacji

Organizację rzymskiej oazy III stopnia należałoby zacząć już na jesieni roku poprzedzającego. Kluczową osobą jest tu jednak nie ksiądz moderator, a świecki doświadczony logistyk, który pomyśli o każdym szczególe. Należy więc najpierw znaleźć taką osobę i powierzyć jej całość przygotowań technicznych i finansowych.

Jednocześnie proponuję skontaktować się z kimś, kto mieszka w Rzymie: jakimś księdzem studentem z waszej diecezji albo też rodziną, która tam osiadła. Niech to będą wasi „rzymscy łącznicy”, którzy na miejscu sprawdzą i załatwią to, czego nie da się zrobić na odległość.

     Ich pierwszym zadaniem będzie znalezienie miejsca na oazę. Jak powiedziałem, możemy na razie zapomnieć o porządnych warunkach, bo za takie się płaci kilkadziesiąt euro na dobę (za osobę). Pozostają więc np. zamknięte latem szkoły katolickie, prowadzone przez zakony. Czasami udaje się załatwić tam pobyt za cenę równą zużyciu mediów. Wasi rzymscy łącznicy powinni dokonać ich gruntownej lustracji, dokładnie je wam opisać, zbadać warunki „sanitarno-toaletowe”, zapoznać się ze stanem kuchni. Ważne są takie szczegóły, jak możliwość korzystania z zamrażarek, dostęp do kluczy, zapewnienie środków higienicznych i czystości.

„Rzymscy łącznicy” powinni pomyśleć o zorganizowaniu na miejscu kogoś dysponującego samochodem, kto by wam robił konieczne zakupy. Pamiętajcie: wasi gospodarze użyczają wam obiektu, zwykle za niewielkie pieniądze, lecz bez uzgodnienia nie wolno od nich wymagać, by zajmowali się waszą grupą.

Jeśli chodzi o kucharkę, szukajcie osoby umiejącej przygotować proste dania włoskie. Daje to wam możliwość przygotowania tanich i pożywnych posiłków z włoskich produktów. Jeśli już mowa o stronie kulinarnej, to z produktów żywnościowych radzę przywieźć ze sobą np. ziemniaki (we Włoszech są drogie i dla polskiego podniebienia średnio smaczne), a nie przywozić makaronów i ryżu. Te kupicie tanio w hipermarketach.

Jakieś dwa - trzy miesiące przed przyjazdem niechaj wasi łącznicy osobiście udadzą się do wszystkich kościołów stacyjnych, w jakich zamierzacie celebrować Eucharystię i dopilnują, by zakrystianie wpisali waszą grupę w grafik służby Bożej. Mimo całej sympatii dla Włochów muszę przyznać, że załatwianie czegokolwiek tylko na telefon jest dla nich mało wiążące... Jakiś tydzień przed ustaloną datą Mszy trzeba zadzwonić i potwierdzić rezerwację. Takie to włoskie zwyczaje.

Kolejnym zadaniem łączników jest zorganizowanie spotkań z Żywym Kościołem. Co prawda Rzym pełen jest przeróżnych wspólnot i ruchów, ale lato jest zwykle trudnym czasem na takie spotkania. Wiadomo, kto może, ucieka w upał z Miasta...

Radziłbym odbyć oazę w I lub II turnusie, gdyż w sierpniu Rzym niemal zamiera. Zamkniętych jest wiele sklepów, a i sam papież przebywa w Castel Gandolfo.

Przed wyjazdem załatwiamy rzecz jasna dokument z NFZ, do okazania np. w szpitalu.

Na miejscu

Najpierw trzy uwagi generalne. Primo: w Rzymie wszystko niemal jest zamknięte w czasie największego upału, tj. w godzinach 12-16. Nie dacie wtedy rady odprawić nigdzie Mszy św. Nietaktem jest prosić Włocha o jakąkolwiek usługę/przysługę w tych godzinach. Secundo: dużo czasu zajmą wam przejazdy, więc nie planujcie zbyt wiele do zwiedzania, bo wrócicie na wieczór do ośrodka zmęczeni i z zawalonym programem dnia rekolekcyjnego.

     Proponuję do południa realizować program rekolekcyjny w ośrodku, zjeść lekki obiad, zrobić sobie małe włoskie riposo (sjestę), a Msze ustalać na ok. 15.30-16.00. Po Mszy i godzinie czytań macie jeszcze trochę czasu na ewentualne zwiedzanie. Kolację zjedzcie sobie około 20.00 (dość wcześnie, jak na Italię). Włochów nie zrazi fakt, że będziecie się modlić w okolicach 21.00-22.00. Zdziwieni byliby raczej bardzo wczesnym wstawaniem.

Tertio: dobrze, żeby w grupie była choć jedna osobą mówiąca po włosku. Łatwiej się jest wtedy dogadać np. na pogotowiu lub... wykłócić się o coś.

Są miejsca, w których Mszę św. najlepiej zaplanować na rano. Do Bazyliki św. Piotra radzę udać się na 7.00, nawiedzić groby papieskie (w tym grób Jana Pawła II) zamówić Mszę św. na 7.45, po Eucharystii zaś nawiedzić Bazylikę. Po zwiedzeniu Bazyliki i spożyciu śniadania proponuję udać się do pobliskiego kościoła św. Ducha (Santo Spirito in Sassia) i tam odprawić Godzinę Czytań plus koronkę (jest to sanktuarium Miłosierdzia Bożego). Za możliwość odprawiania Mszy zwyczajowo zostawiamy w zakrystii ofiarę w wysokości 15-20 euro.

W dniu poświęconym katakumbom św. Kaliksta można odprawić Eucharystię albo w samych katakumbach (zamówić wcześniej!) albo w pobliskim kościele Quo Vadis (może tu Godzina Czytań?). Proszę pamiętać, że zazwyczaj przewiduje się 60 minut dla grupy na Mszę św. Dowiedzcie się wcześniej, czy zaraz po Was nie ma innej grupy...

Bazylika san Lorenzo leży przy cmentarzu Campo Verano, odbywa się w niej wiele Mszy św. pogrzebowych. Im wcześniej zamówicie waszą Mszę św., tym lepiej!

Aby grupa otrzymała bilety na audiencję i została pozdrowiona przez Ojca św., trzeba napisać odpowiednią prośbę do Prefektury Domu Papieskiego (Prefettura della Casa Pontificia), najlepiej dostarczyć ją nie później niż na tydzień przed planowaną audiencją lub modlitwą Anioł Pański. Trzeba podać nr faxu na odpowiedź (najlepiej fax kogoś znajomego w Rzymie), ew. numer komórki (włoskiej).

Na koniec uwaga nieco humorystyczna. Jak rozumiem, wielu oazowiczów chciałoby się popluskać w Morzu Tyrreńskim. Jeśli macie to w planie, proponuję w okolicach Rzymu wybrzeże ostyjskie, trzecia bramka (Litorale di Ostia, terzo cancello), gdyż jadąc w ciemno możecie trafić na plażę nudystów i nie tylko... Na plaży konieczne są jakieś klapki („japonki”), gdyż piasek ma temperaturę rozpalonej patelni.

Wszystkim oazowiczom życzę owocnych rekolekcji rzymskich i ... zakochania się w Rzymie!