Misje

(186 - maj - czerwiec 2012)

z cyklu "W szkole animatora"

Nagroda i kara

Anna Lipska

W każdej wspólnocie i grupie formacyjnej, a nawet w diakonii zdarzają się przewinienia i konflikty. Mają różne podłoża, różną wagę, obejmują różne sytuacje. Nie da się ich nie zauważyć, nie warto ich lekceważyć, nie wolno poddać się tendencjom destrukcyjnym. Ale jak można na nie reagować?

Punktem wyjścia jest odniesienie się do zachowania, które krytykujemy lub przeciw któremu coś mamy, bez oceniania i krytyki osoby jako takiej. Postawa „Kłamie, więc jest zły” to co innego niż „Kłamie, a kłamstwo jest złe”. Drugą zasadą jest oczywiście zrozumienie sytuacji, przyczyn zachowania danej osoby. Inną wagę ma nie dopełnienie obowiązku przez lekceważenie, a inną przez ciężką chorobę. Warto więc być otwartym na poznanie okoliczności, bez zakładanej z góry krytyki. Lepiej tu jednak stosować sformułowania: „Co się dzieje?”, „Wytłumacz nam, o co chodzi?”, „Nie rozumiem, pomóż mi”, niż naciskanie, wypytywanie i męczenie dość obwiniającym „Ale dlaczego…?” Kolejnym założeniem jest podejmowanie tematu nie po to, by sobie odreagować nerwowo lub zemścić się, lecz by wyjaśnić sytuację, uregulować relacje, wyciągnąć wnioski, nauczyć (się) czegoś na przyszłość, a nawet czasem „wychować” kogoś. Dopiero przy tych założeniach szukamy adekwatnych metod. Jeśli coś ma służyć nauce lub wychowaniu, to wiadomo, że prowadzi do tego tłumaczenie, a nie kara, złość czy wylanie pretensji.

Może się okazać, że sytuacja sporna wynika z konfliktu potrzeb lub możliwości. Tak może być gdy np. ksiądz wymaga by animatorzy podjęli się prowadzenia kilku grup bierzmowanych w parafii trzy razy w tygodniu, a oni nie są w stanie. Jest ich jedynie czworo, każdy prowadzi grupę formacyjną, troje jest w klasie maturalnej i dojeżdża na spotkania ze swojej macierzystej wspólnoty gdzie kończą własną formację podstawową, a czwarty musi dorabiać wieczorami, żeby pomóc materialnie rodzicom. Warto wtedy oprzeć się na faktach a nie emocjach i spokojnie wytłumaczyć, że mimo chęci i zrozumienia potrzeb parafii, dane wymaganie przerasta nasze możliwości. 

Zaciśnięcie zębów i podjęcie się zadania przewyższającego nasze siły, albo obrażenie się i kłótnia prowadzą do porażki obu stron. Okazanie zrozumienia i dobrej woli, oraz przedstawienie zakresu swoich możliwości może pomóc przeformułować i dostosować kierowaną do nas prośbę. Można też zaproponować inne rozwiązania w których jesteśmy w stanie pomóc – zaangażowanie w jednorazowe kilkudniowe rekolekcje dla bierzmowanych, poproszenie o pomoc animatorów z innych parafii lub Diecezjalnej Diakonii Ewangelizacji itp. Przy konflikcie potrzeb, szarpiąc każdy w swoją stronę, możemy doprowadzić jedynie do tego, że któraś ze stron (lub obie naraz) będą przegrane. Nawet jeżeli my wygramy, to przegranego to nie nauczy niczego na przyszłość, prócz konieczności mocniejszego szarpania. 

W każdym konflikcie warto więc dotrzeć do sedna, do przejawianych przez obie strony potrzeb, starając się zaspokoić je możliwie wszystkie. Częste pojęcie „kompromisu” jest tu niestety mocno zwodnicze. Zakłada, że obie strony część zyskują, ale też nie są do końca zadowolone, bo muszą coś poświęcić, stracić. Jeśli mówimy o zachciankach, to nie musi to być bolesne. Ale jeśli chodzi o potrzeby, możemy stracić o wiele więcej. Stąd więc mowa bardziej o porozumieniu, niż kompromisie. Gdy żona lubi morze, a mąż góry, kompromisowe wyjechanie na Mazury nic nikomu nie da, prócz frustracji i poczucia skrzywdzenia. Porozumienie polega na znalezieniu takiego wyjścia, by obie strony były zadowolone – np żeby najpierw tydzień spędzić w górach a następnie tydzień nad morzem, albo by pojechać za granicę tam, gdzie oba warunki będą spełnione naraz i obie strony mają to, czego potrzebują. Przy porozumieniu są sami wygrani. Nie ma szantaży emocjonalnych, pogróżek, zmuszania, przemocy i walki.