Dziecko - dar i wezwanie

(141 - styczeń 2006)

Największy skarb Kościoła

Zbigniew Nosowski

Synod Biskupów o reformie liturgicznej

Jakie są owoce październikowego Synodu Biskupów o Eucharys-
tii? Trzeba przede wszystkim pamiętać, że w Kościele katolic­kim synod to nie so­bór powszechny. Nie podejmuje on uchwał precyzujących for­muły dogmatyczne czy wprowadzają­cych re­formy. Synod przedstawia podsumowanie swych dyskusji w formie propo­zycji skła­danych papieżowi. Tym razem po raz pierwszy propozycje te zostały opubliko­wane - pod wpływem doświadczeń z poprzednich lat, gdy i tak pojawiały się przecieki do prasy.

Propozycje wiele mówią o atmosferze prac Synodu. Nie sposób ich tu omówić w ca­łości, skupię się zatem jedynie na wybranym as-pekcie - stosunku Sy­nodu do posoborowych reform liturgicznych oraz na synodalnych su­gestiach dalszych przemian w liturgii.

Wotum zaufania dla Soboru

Kluczem do lektury całego tekstu „Propozycji" przedstawionych Bene­dyktowi XVI jest wstępny artykuł zatytułowany „Reforma liturgiczna II Soboru Watykańskiego". Biskupi mówią w nim o błogosławionym wpływie tej reformy na życie Koś­cioła. Reforma uwy­pukliła piękno ce­lebracji eucha­rystycznej. Pojawiające się czasem nad­użycia są co­raz rzadsze i „nie mogą zaciemniać dobra i ważno­ści refor­my, która za­wiera bogactwa jeszcze nie w pełni odkryte". Takie sfor­mułowanie jest bardzo mocnym potwierdzeniem prawomocności i słuszno­ści posobo­rowych przemian.

     Taki obrót dyskusji synodalnej można uznać za niespodziankę. Ko­mentatorzy częściej spodziewali się bowiem, że ten synod dokona kry­tycznego rozliczenia z ostatnim Sobo­rem. Okazja była dobra, bo zbliża się przecież 40. rocznica zakończenia obrad Vatica­num II. Wstępne wypowiedzi nielicznych biskupów można było nawet zinterpretować ja­ko wezwanie do uznania Soboru za główne źródło nieszczęść, jakie spadły na Kościół w ostatnim 40-leciu. Ton ten szybko jednak zaniknął, gdy inni zaczęli podkreślać dobre owoce soboro­wych reform. W duchu Soboru biskupi skupili się nie tyle na potępianiu nadużyć, ile na cierpliwej formacji, edukacji i wychowaniu. Ważniejsza od samego prze­strzegania przepi­sów liturgicznych jest bowiem świadomość, dlaczego takie normy istnie­ją. Istotne znacze­nie ma tu charakterystyczne sformułowanie z „Propozycji": „Najlepszą katechezą o Eu­charystii jest Eucharystia dobrze celebrowana".

Wiele osób podejrzewało, że podczas tego synodu powstanie większość skłonna uła­twić sprawowanie liturgii według przedsoborowego mszału. W tej sprawie żaden z bisku­pów nie zabrał jednak głosu. Owoce synodalnej dyskusji są zatem klęską dla środowisk tradycjonalistycznych. Z pontyfikatem Benedykta XVI wiązały one nadzieje m.in. na od­wrócenie przemian liturgicznych, które uznają za początek kryzysu współczesnego Koś­cioła. Okazuje się jednak, że nawet gdyby - co uważam za bardzo wątpliwe - obecny papież chciał w tym kierunku prowadzić Kościół, napotkałby na powszechny opór. Za cytowanym wotum zaufania dla liturgicznych reform II Soboru Watykańskiego głosowało 98% ojców synodalnych...

Jaka reforma reformy?

Biskupi zajęli się też omawianiem konkretnych propozycji ewentualnych zmian w obo­wiązującej liturgii. Z góry skazane na niepowodzenie były sugestie wyraźnie odwracające kierunek odnowy liturgicznej - np. zgłaszany przez pojedynczych biskupów postulat zlik­widowania praktyki udzielania Komunii świętej na rękę.

Wszystkie zaaprobowane sugestie zmian liturgicznych wyraźnie chcą prowadzić roz­wój liturgii nie wstecz, ale w głąb. „Reforma reformy" oznaczałaby zatem mądre pogłę­bienie obecnej liturgii, a nie powrót do tej sprzed Soboru. Trzeba też pamiętać, że wszystkie sugestie wyrażone są w charakterystycznym dla „Propozycji" trybie przypuszczającym: „być może byłoby potrzebne", „warto przemyśleć...", itp.

Tak jest np. z kwestią odpowiedniego miejsca dla znaku pokoju podczas Mszy świę­tej. Obecnie jest on umieszczony tuż przed komunią, co powoduje często niepotrzebne zamieszanie w najmniej odpowiednim momencie. Wyraźnie większość oj­ców synodal­nych była za umieszczeniem znaku pokoju po modlitwie powszechnej, bez­pośrednio przed złożeniem darów ofiarnych. Postanowiono jednak nie rozstrzygać spra­wy w głoso­waniu, lecz zasugerować przeprowadzenie odpowiedniego studium, z uwzględnieniem li­turgii starożytnych. Biskupi zdają sobie bowiem sprawę, jak delikatną kwestią są zmiany w liturgii, że nie należy wprowadzać ich pochopnie, że nie powinno się wprowadzać no­wych zwyczajów, a raczej nawiązywać do dawnych praktyk, które z biegiem czasu zani­kły.

Zdecydowana większość ojców synodalnych opowiedziała się za wzbogaceniem mod­litw eucharystycznych o aklamacje, czyli słowa modlitwy powtarzane przez wiernych podczas długiej modlitwy wypowiadanej przez kapłana. Taka możliwość już obecnie ist­nieje w jednej z modlitw eucharystycznych z udziałem dzieci, a także w niektórych kra­jach afrykańskich. Stamtąd właśnie pochodził ten postulat, zmierzający do wyrwania uczestników Mszy z postawy biernych słuchaczy.

Kolejna propozycja tego typu to sugestia przygotowania nowych obrzędów rozesła­nia, głębiej wyrażających związek między Eucharystią a misją chrześcijan w świecie, która ma być konsekwencją udziału we Mszy. Obecne przekłady łacińskiej końcowej formuły „Ite, missa est" często gubią jej sens - tak jest z polskimi słowami „Idźcie, ofiara speł­niona", które sugerują wykonanie obowiązku, podczas gdy chodzi tu o wymiar misyjny: „jesteście posłani"... Zmiany w obrzędach rozesłania mogłyby też polegać na nowych formułach błogosławieństwa czy dodatkowych modlitwach od ołtarza wyrażających zwią­zek Eucharystii z życiem poza liturgią.

Nawet jeśli wśród przyjętych przez ojców synodalnych propozycji są też takie, które wyrażają pragnienie przywrócenia pewnych praktyk zagubionych po II Soborze Waty­kańskim, wyraźnie widać, że motywacją nie jest tu ideologiczna tęskno­ta za „dawnymi, dobrymi czasami" (jak to bywa u tradycjonalistów), lecz chęć głębszego wyrażenia piękna liturgii czy bliższego powiązania jej z życiem wiernych.

Przykładem takiego podejścia jest propozycja po­wrotu do praktyki homilii tematycz­nych. Zwyczaj ten zanikł po ostatnim Soborze, któ­ry podkreślił bib­lijny charakter homilii i konieczność bezpośredniego nawiązywania do czytań mszalnych. Okazało się jed­nak, że w praktyce takie nastawienie grozi spłyce­niem homilii - część kaznodziejów za­dowala się powtórnym opowiedzeniem Ewangelii i ma poczu­cie dobrze spełnionego obowiązku. Po wtóre, okazało się, że pewne wątki doktrynalne nie pojawiają się w homi-liach, co jest niedobre ze względu na fakt, że dla znacznej części katolików niedzielne kazania są jedy-ną formą edukacji religijnej w wieku dorosłym. Sy-nod zaproponował zatem przygotowanie wskazó-wek, jak można połą­czyć dotychczasowe czytania liturgiczne z głównymi tematami Katechizmu Koś-cioła Katolic­kiego. Bisku­pi podkreślili także ścisły związek homi­lii z celebra­cją eucharystyczną (jak się ma do tego częsty w Pol­sce zwyczaj dyżur­nych kaz­nodziejów?).

     Ojcowie synodalni zaproponowali, aby podczas międzynarodowych spotkań katolickich Msza święta była celebrowana po łacinie. Ten punkt uzyskał jed­nak najniższe poparcie ze wszystkich 50 propozycji. Przemiany kulturowe sprawiły bowiem, że język ła­ciński dla wielu biskupów, zwłaszcza z krajów Azji, Afryki czy Oceanii, jest całkowicie obcy.

     Miłośnicy tradycji wschodniej z radością odkryją wśród „Propozycji" punkt pięknie mówiący o epi­klezie, czyli modlitwie przyzywającej Ducha Święte­go, aby zstąpił i prze­mienił dary chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa. W teologii prawosławnej to właśnie tajemnicza moc Ducha Świętego dokonuje przemienienia, w teologii katolickiej podkre­ślano zaś znaczenie powtarzania słów konsekracji wypowiedzianych przez Jezusa. Ten spór katolicko-prawosławny być może będzie stopniowo odchodził w niepamięć, synod bowiem wyraził pragnienie, aby teologia wyraźniej podkreślała głęboki związek między epiklezą a słowa­mi konsekracji.

* * *

Omówione propozycje to zaledwie wycinek prac Synodu, dobrze pokazujący jednak jego specyfikę i atmosferę. Celem synodalnych dyskusji było znalezienie sposobów, aby Eu­charystia zajmowała centralne miejsce w życiu Kościoła i wszystkich wiernych - nie tyl­ko w teorii, lecz także w praktyce. Skoro największy skarb Kościoła to Eucharystia, to dlaczego część katolików traktuje niedzielną Mszę jako przykry obowiązek, albo ignoruje ją zupełnie? Dlaczego czasem księża ją tylko odprawiają, a wierni tylko słuchają? Jeśli przemiana, jaka dokonuje się na ołtarzu, nie przemienia nas, to kiepski był nasz udział w wydarzeniu.

Na te pytania nie znajdzie się odpowiedzi raz na zawsze, trzeba ich szukać wciąż na nowo. Dlatego dobrze, że odbył się światowy Synod Biskupów na temat Eucharystii. Mo­że warto takie „synody" przeprowadzać w naszych parafiach?