Cierpienie

(149 - luty - marzec 2007)

Namaszczenie

ks. Jakub Kowalczyk

Chory, który jest uprzywilejowanym członkiem Kościoła, ma prawo oczekiwać pomocy z jego strony. To właśnie wspólnota wierzących ma być znakiem bliskości samego Chrystusa

Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśli popełnił grzechy, będą mu odpuszczone (Jk 5, 14-15).

Sakrament namaszczenia chorych dla wielu chrześcijan jest wciąż niezrozumiały. Budzi lęk i obawy. Słowa „ostatnie namaszczenie” wypowiadane są jak wyrok śmierci. Z drugiej strony próby oswajania wiernych z tym sakramentem prowadzą do spłycenia jego sensu i licznych nadużyć.

Choruje ktoś wśród was?

Choroba i cierpienie od zawsze niepokoiły człowieka, wystawiając go na próbę. Łączą się bowiem z doświadczeniem własnej niemocy i słabości, ograniczoności i skończoności. Boleśnie przypominają o kruchości naszego życia. Każda choroba może przecież wiązać się z przewidywaniem śmierci.

Jest to sytuacja, w której człowiek styka się ze złem i to bardzo konkretnym, atakującym całą osobę, we wszystkich wymiarach jej życia. Chory może czuć się zniewolonym, osaczonym, zmuszonym do zarzucenia życiowych planów. Często przeżywa wstrząs. W rezultacie może to prowadzić do zamknięcia się w sobie, a nawet do rozpaczy i buntu przeciw Panu Bogu. Może, ale nie musi. Choroba bywa także drogą do większej dojrzałości, może pomóc w rozeznaniu tego, co naprawdę istotne w życiu. Nierzadko jest to początek poszukiwania Pana Boga. Dla człowieka wierzącego choroba ma znaczenie religijne. Choć pozostaje w swym najgłębszym sensie wciąż tajemnicą, to jednak dzięki nadprzyrodzonemu światłu można dostrzec jej zbawczą wartość.

Pragnienie bycia zdrowym i zachowania życia jest najbardziej podstawowym pragnieniem wpisanym w naturę człowieka. Sama Opatrzność Boża postanowiła, aby człowiek wytrwale walczył z wszelkimi chorobami i troskliwie zabiegał o dobre zdrowie potrzebne do wypełnienia swego powołania w świecie i w Kościele. Niemniej jednak powinien być gotów, by dopełnić cierpień Chrystusa, włączając się tym samym w dzieło zbawienia. Wyjątkową misją, jaką wypełniają ludzie chorzy jest także ich świadectwo, przypominające innym o sprawach nadprzyrodzonych i o tym, że odkupienie ma się dokonać przez tajemnicę śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.

Nie tylko chory ma walczyć z chorobą, także lekarze i wszyscy, którzy zajmują się chorymi. Ich obowiązkiem jest uczynić wszystko, co w ich mocy, by przynieść ulgę ciału i duszy chorego. Sam Jezus nakazał bowiem odwiedzać chorych, a zatem otaczać opieką całego człowieka, wspierając go środkami naturalnymi i pokrzepiając na duchu.

Kościół także spieszy z pomocą człowiekowi choremu, oferując specjalną, nadprzyrodzoną pomoc w postaci sakramentu chorych. Nie podaje cudownego lekarstwa, ale umacnia łaską Ducha Świętego, aby chory mógł po chrześcijańsku przeżywać swe trudne i bolesne doświadczenie.

Niech sprowadzi kapłanów Kościoła

Kościół posłuszny nakazowi swego Założyciela, od samego początku stara się otaczać troską ludzi chorych, zarówno poprzez bezpośrednią opiekę, jak i modlitwę wstawienniczą, przez którą łączy się z nimi duchowo. Zwłaszcza jednak przez sakramenty, w których obecny jest i działa sam Boski Lekarz.

Postawa Chrystusa wobec cierpiących jest niezwykle wymowna. Jezus ze wzruszeniem okazywał swe współczucie, swoją miłość wobec cierpiących, nigdy nie pozostając obojętnym na ludzki ból. Nie poprzestawał jednak na uzdrowieniu ciała, przyszedł, aby uleczyć całego człowieka. Jego uzdrawiająca moc zawsze docierała do najgłębszych zranień ludzkiego serca. Chrystus często dokonywał uzdrowień przez znaki widzialne - dotyk, znak bliskości, solidarności.

     Uzdrowienia Jezusa to zapowiedź Jego zbawczej misji, zapowiedź nadejścia Królestwa Bożego. Sam Jezus tak je rozumiał, co więcej, chciał, by Jego uzdrawiające czyny przedłużone zostały przez działalność Kościoła.

     Chory, który jest uprzywilejowanym członkiem Kościoła, ma prawo oczekiwać pomocy z jego strony. To właśnie wspólnota wierzących ma być znakiem bliskości samego Chrystusa. Wspólnotowy charakter sakramentalnej posługi wobec chorego zaznacza się już w samej celebracji liturgicznej, która zawsze jest „dziełem wspólnym”, nawet gdy nie uczestniczy w niej większa grupa wiernych. Już w samym kapłanie i w chorym obecny jest Kościół. Kapłan powinien zatem okazać choremu miłość i wsparcie wspólnoty.

Kościół swą wiarą, modlitwą i obecnością uczestniczy w cierpieniu człowieka chorego, łącząc się z nim w duchu miłości.

by się modlili nad nim

i namaścili go olejem w imię Pana

Obrzęd namaszczenia chorych posiada kilka istotnych elementów. Są to: nałożenie rąk kapłana oraz namaszczenie człowieka chorego poświęconym olejem, któremu towarzyszy modlitwa.

Właściwym szafarzem sakramentu jest kapłan, czyli prezbiter lub biskup i jest to warunek jego ważności. Podmiotem zaś jest człowiek ochrzczony (i wierzący!), którego życie jest zagrożone z powodu choroby lub podeszłego wieku. Nie musi zachodzić tu bezpośrednie zagrożenie śmiercią. Każda poważna choroba uprawnia do przyjęcia tego sakramentu. Sakrament można powtórzyć, jeśli chory po przyjęciu namaszczenia wyzdrowiał i powtórnie zachorował albo jeśli nastąpiło poważne pogorszenie stanu zdrowia.

Podkreśla się, że chory winien przyjmować ten sakrament z głęboką wiarą i pobożnością, a więc w sposób jak najbardziej świadomy. Dlatego dzieciom można udzielać namaszczenia, o ile osiągnęły już taki poziom umysłu, że sakrament ten może przynieść im prawdziwe pokrzepienie. Natomiast chorym, którzy stracili przytomność lub używanie rozumu, można udzielić sakramentu, jeśli istnieje prawdopodobieństwo, że jako wierzący prosiliby o to, gdyby byli przytomni. Nie należy odkładać przyjęcia sakramentu. Nie ma on bowiem charakteru „ostatniego namaszczenia”, a udzielanie go tuż przed śmiercią powinno być, z wyjątkiem nagłych wypadków, sytuacją nadzwyczajną.

Sam obrzęd wygląda następująco. Po Liturgii Słowa, kończącej się litanią, kapłan, w milczeniu, kładzie obie dłonie na głowie chorego. Następnie odmawia modlitwę dziękczynną nad olejem i namaszcza głowę i ręce chorego, wypowiadając sakramentalną formułę: Przez to święte namaszczenie niech Pan w swoim nieskończonym miłosierdziu wspomoże ciebie łaską Ducha Świętego. Pan, który odpuszcza ci grzechy, niech cię wybawi i łaskawie podźwignie. Po każdym zdaniu chory odpowiada: Amen. Następuje modlitwa końcowa (dopasowana do stanu chorego), Ojcze nasz i błogosławieństwo.

Celebracja sakramentu namaszczenia może przybrać jedną z trzech przewidzianych form. Zwykły obrzęd namaszczenia może mieć miejsce w domu chorego, w szpitalu, w kaplicy lub w kościele. Przy indywidualnym udzielaniu sakramentu chorych ważne jest, by nie łączyć go z innymi sakramentami. Połączone tzw. sakramenty dobrego umierania (pokuta, namaszczenie, Wiatyk) są bowiem zarezerwowane dla sytuacji nadzwyczajnych, tj. gdy zachodzi bliskie niebezpieczeństwo śmierci.

Drugą możliwością jest sprawowanie sakramentu namaszczenia w czasie Mszy św., o ile pozwala na to stan chorego. Można ją odprawić w kościele parafialnym, w kaplicy szpitalnej lub, za zgodą biskupa, w domu chorego.

Trzecim wreszcie sposobem jest celebrowanie sakramentu chorych w wielkim zgromadzeniu wiernych. Chodzi tu o takie okazje jak pielgrzymki do sanktuariów, spotkania diecezjalne, dni chorych. Takie sprawowanie sakramentu wymaga jednak spełnienia szeregu warunków. Po pierwsze, obrzęd taki może odbyć się na podstawie decyzji biskupa diecezjalnego. Sam biskup lub jego delegat powinien czuwać nad zachowaniem wszystkich stosownych przepisów i kierować tymi obrzędami. Do biskupa także należy, w razie potrzeby, wyznaczenie kapłanów biorących udział w sprawowaniu sakramentu. Po drugie, zarówno sami chorzy, jak i pozostali wierni winni być odpowiednio przygotowani pod względem duszpasterskim.

W praktyce parafialnej często napotkać można dwa skrajne podejścia. Oba błędne. Pierwsze nie uwzględnia faktu, że po II Soborze Watykańskim dokonała się reforma liturgii. W wielu parafiach sakramentu chorych udziela się niemal wyłącznie w sytuacji bliskiego niebezpieczeństwa śmierci, a więc de facto nadal funkcjonuje on jako „ostatnie namaszczenie”. Wierni mają więc bardzo ograniczony dostęp do sakramentu.

Drugie podejście polega na pewnej lekkomyślności i „rozrzutności” w szafowaniu świętym namaszczeniem. Sakramentu chorych udziela się masowo przy okazji np. rekolekcji, albo wspomnienia Matki Bożej z Lourdes. Bez udziału ani wiedzy biskupa. Bez właściwego przygotowania. Bez kontroli nad tym, kto przystępuje do sakramentu - przystąpić może każdy, kto jest w kościele, niezależnie od faktycznego stanu zdrowia i duchowej dyspozycji.

A modlitwa pełna wiary

będzie dla chorego ratunkiem

Owocność sakramentu zależy w dużej mierze od tego z jakim wewnętrznym nastawieniem jest on przyjmowany. Namaszczenie ma pomóc choremu w przeżywaniu swych cierpień w łączności z cierpiącym Chrystusem. Chory składa swą ofiarę razem z Ofiarą Chrystusa, by także z Chrystusem mieć udział w zmartwychwstaniu. Zbawcze owoce przynosi jednak nie samo znoszenie bólu, ale wiara, z jaką przyjmuje się to doświadczenie. A wiara przejawiać się ma w modlitwie. Modlitwa ma tu znaczenie kluczowe. Działanie sakramentu zależy nie tylko od modlitwy kapłana i wspólnoty Kościoła, ale także od modlitwy samej osoby przyjmującej namaszczenie. Miłosny dialog z Chrystusem ma przygotować serce człowieka na to sakramentalne spotkanie (przed przyjęciem), otworzyć na dary łaski (w trakcie) i utwierdzić te już otrzymane (po namaszczeniu). Żaden sakrament nie jest przecież obrzędem magicznym, ale domaga się, by człowiek współpracował z Bożą łaską.

Modlitwa pełna wiary ma być duchowym ratunkiem. Chory powierzając się w modlitwie Panu Bogu, otrzymuje dzięki namaszczeniu łaskę zaakceptowania swojego bólu. Wewnętrzna zgoda na cierpienie pozwala człowiekowi odciąć się od swego nieszczęścia, a przyjąć postawę pozytywną, odkryć nowe powołanie - konkretne zadanie, które ma przynieść zbawcze owoce. Właśnie ta przemiana powoduje, że chory odzyskuje duchową moc, ratuje go od poczucia beznadziei i rozpaczy.

Pan go podźwignie, a jeśli popełnił grzechy

będą mu odpuszczone.

Podźwignięcie z choroby oznacza pomoc, jakiej Duch Święty udziela całemu człowiekowi. Przede wszystkim owoce sakramentu dotyczą jednak sfery duchowej, choć nie można wykluczyć także fizycznego wzmocnienia.

     Do duchowych skutków namaszczenia zaliczyć trzeba przede wszystkim umocnienie postawy zawierzenia Panu Bogu w trudnym doświadczeniu choroby, o czym była już mowa. A także uwolnienie od grzechów i umocnienie w pokonywaniu lęku przed śmiercią.

Uwolnienie od grzechów nie należy do istoty sakramentu chorych. Sakrament ten nie zastępuje sakramentu pojednania i należy przyjmować go w stanie łaski uświęcającej. Oczywiście jak każdy sakrament również i ten gładzi grzechy lekkie oraz przywraca ład i harmonię w duszy człowieka. Jednak co do grzechów ciężkich, święte namaszczenie może uwolnić od nich jedynie wówczas, gdy chory ze względu na swój stan nie może przystąpić do sakramentalnej spowiedzi i pod warunkiem, że miał wcześniej szczerą wolę pojednania się z Bogiem.

Sakrament chorych nie jest sakramentem ze swej natury przygotowującym na śmierć. Trudno jednak, by osoba poważnie chora nie myślała o śmierci i przejściu do życia wiecznego. Wiąże się z tym często przeżywanie lęku i poczucia osamotnienia. Podźwignięcie z tej sytuacji, uwolnienie od lęku przed śmiercią jest jedynie drugorzędnym skutkiem namaszczenia. Podstawową pomocą i wsparciem duchowym dla osoby umierającej jest Komunia św. Sakrament chorych nie może zastąpić Wiatyku. Najważniejsze jest, by wierny w niebezpieczeństwie śmierci zjednoczył się z Jezusem eucharystycznym, który ma go przeprowadzić do domu Ojca. Dopiero, gdy starczy czasu można udzielić namaszczenia.

Fizyczne skutki namaszczenia chorych także nie należą do istoty sakramentu, choć może zdarzyć się, że w związku z przyjętym namaszczeniem nastąpi poprawa stanu chorego, a nawet całkowite wyzdrowienie. Celem czynności sakramentalnych jest pomoc w zbawieniu całego człowieka. Jezus uzdrawiał ludzkie dusze, ale także ciała. Należy być jednak ostrożnym w przypisywaniu nadprzyrodzonych przyczyn polepszeniu się stanu zdrowia. Może istnieć bowiem zagrożenie potraktowania tego sakramentu jako magicznego obrzędu uzdrowienia, podczas gdy zwycięstwo nad chorobą ma się dokonać przede wszystkim w wymiarze religijnym.

Sakrament namaszczenia chorych wciąż czeka na „odkrycie” w Kościele, na poznanie jego istoty i głębi przez szersze kręgi wiernych. Przede wszystkim czekają jednak chorzy, by kapłani pospieszyli im z sakramentalną pomocą, w taki sposób, by przynosiła ona jak najobfitsze owoce. Być może ten artykuł, choć w minimalnym stopniu, okaże się komuś przydatny w spełnieniu tych oczekiwań. Jeśli tak, Bogu niech będzie chwała.