Budować szczęśliwą rodzinę

(128 - luty - marzec 2004)

z cyklu "Szkoła modlitwy"

Namiot Spotkania w dziesięciu etapach

Wojtek Gałązka

Istotę Namiotu Spotkania najpiękniej oddał ojciec Franciszek Blachnicki w swojej konferencji na ten temat. Nie będę jej streszczał ani opisywał, bo to obowiązkowa lektura dla każdego, kto kiedykolwiek zainteresował się modlitwą.
Chciałbym zaproponować pewną kolejność przeżywania poszczególnych etapów Namiotu Spotkania. Droga ta, przyjęta w naszej wspólnocie na podstawie propozycji Diakonii Modlitwy, składa się z dziesięciu etapów zebranych w czterech głównych częściach.
PIERWSZA CZĘŚĆ Namiotu Spotkania — wstęp i przywitanie z Panem Bogiem — składa się z trzech etapów. Prowadzą mnie one od wołania o Ducha Świętego do radości spotkania z Jezusem i uwielbienia Jego obecności przy mnie.
Pierwszy etap można nazwać „Duchu Święty wołam przyjdź” — to czas, kiedy wzywam pomocy Ducha Świętego: mogę w tu skorzystać z jakiejś pieśni, znanych mi modlitw lub własnymi słowami przyzywać Ducha Świętego, aby przyszedł do mnie.
Drugi etap — „Jezus jest tu” — to czas, kiedy uświadamiam sobie obecność Boga: On jest obecny przy mnie, tu i teraz, jest dla mnie ciągle — czeka. To taka chwila — przebłysk, że On naprawdę przyszedł, to jak akt strzelisty, kiedy chce mi się wołać: Witaj Panie, dobrze że jesteś, dobrze że przyszedłeś…
Trzeci etap nazywa się „Jak z przyjacielem… twarzą w twarz” — uświadamiam sobie, że Jezus jest moim przyjacielem. Jezus cieszy się mną, kocha mnie, jest mi życzliwy — to spotkanie w miłości, czas modlitwy uwielbienia — to przywitanie dwojga przyjaciół wyrażające się we wspólnej radości i w bezinteresownym uwielbieniu. Ten etap modlitwy, to jakby wtulić się sobie w objęcia.
Po uwielbieniu zaczyna się DRUGA CZĘŚĆ, w której spotykam Słowo Boże.
Po przywitaniu kochających się osób następuje zwykle czas rozmowy. Czwarty etap to czas, kiedy uświadamiam sobie, że Pan chce dziś do mnie mówić. „Mów Panie, bo sługa Twój słucha” — to moja modlitwa prośby o Słowo. To czas, kiedy proszę Jezusa: Powiedz, mój kochany przyjacielu, o czym będziemy dziś rozmawiać…
Piąty etap zatytułowany „Panie co mam czynić?” to czas, kiedy przyjmuję postawę wyczekiwania, stan wewnętrznego wyciszenia. Wzbudzam w sobie ciekawość — zastanawiam się, co Jezus chce mi dzisiaj powiedzieć. To drżenie serca, przed dotknięciem nieskończoności.
Szósty etap nazwano „Twoje Słowo jest pochodnią dla moich stóp”. DOPIERO TERAZ czytam wybrany i przygotowany wcześniej fragment Pisma Św. — czynię to powoli, ze zrozumieniem, jeśli trzeba kilka razy, aż do rozsmakowania się obecnością Bożego Słowa.
Teraz zaczyna się TRZECIA CZĘŚĆ spotkania, czas mojej reakcji na to Słowo:
W siódmym etapie trwam w ciszy, oczekując i wsłuchując się w głos Boga, cierpliwie i z ufnością. To „Szmer łagodnego powiewu” — spotkanie Boga w mojej wyobraźni, rozumie i pamięci.
Ósmy etap nosi tajemniczą nazwę „Aniołowi… napisz…” W osobistym notatniku zapisuję myśli, które mi się zrodziły — aby ocalić je od zapomnienia i móc do nich w każdej chwili wrócić. Warto tu wspomnieć o pożytecznym szczególe jak swój własny notatnik, czyli taki dziennik duchowy, w którym zapisuję swoje przeżycia i spostrzeżenia na modlitwie. Bardzo często owoce modlitwy przychodzą po kilku dniach, kiedy wracam myślami do zapisków z modlitwy i zatyka mnie prawda, którą tam znajduję.
Dziewiąty etap to moje „Panie… oto postanawiam…” Czynię postanowienie i zapisuję je w notatniku — jeśli oczywiście rodzi się ono we mnie wyraźnie, ale nie na siłę — postanowienie nie jest istotą Namiotu Spotkania.
CZWARTA CZĘŚĆ i dziesiąty etap zarazem, to moje „Dzięki Jezu”. Dziękuję Bogu za spotkanie i Słowo, które przyjąłem do swojego życia — kto często dziękuje staje się radosny i żyje w prawdzie — jest pokorny, kto nie dziękuje staje się z czasem, jak pisze św. Paweł, niewdzięcznikiem.
Tych dziesięć etapów to taki mały scenariusz półgodzinnego, może godzinnego spaceru z Panem Bogiem. Na początek warto może mieć ściągawkę, bo tyle tych etapów, ale z czasem wykształcą mi się odruchy, które sprawią we mnie naturalne reakcje serca. Kiedy poznam na pamięć trasę codziennych spacerów z Jezusem, ważny stanie się On sam, a nie tylko nowość drogi z Nim przebytej, choć idąc z Nim przez życie trzeba być ciągle gotowym na przygody.