Pytania o szatana

(191 - luty - marzec 2013)

z cyklu "Wieczernik dla Ciebie"

Narzeczeństwo - czas prób i dojrzewania

Agnieszka i Staszek

Każde małżeństwo ma niepowtarzalną historię początków swojej miłości. Jedni poznają się w szkole, na studiach, inni na wakacjach, czasem dwojgu „pomagają” spotkać się przyjaciele lub rodzina. Jednych zbliżają radosne chwile, innych trudne przeżycia.

Nasza historia, choć podobna może do innych, jest dla nas niezwykłym czasem podarowanym nam przez Boga dla możliwie najlepszego przygotowania się do życia małżeńskiego. Dziś wiemy, że przez tę drogę Pan cudownie nas przeprowadził. Przed ślubem spotykaliśmy się prawie przez 5 lat, dziś jesteśmy małżeństwem z dziewięciomiesięcznym stażem.

Przez 4 lata w szkole średniej chodziliśmy do jednej klasy. Każde z nas obracało się w kręgu swoich znajomych, prawie wcale ze sobą nie rozmawialiśmy. I pewnie wtedy za żadne skarby nie uwierzylibyśmy, że za 10 lat będziemy szczęśliwym i kochającym się małżeństwem. W czasie studiów spotkaliśmy się kilka razy przypadkiem na ulicy. Jednak do spotkania rozpoczynającego naszą wspólną drogę doszło dzięki komputerom... Mój mąż jest informatykiem, a ja potrzebowałam pomocy i porady w sprawie związanej z komputerem. Dziś śmieję się, że raz przyszedł z pomocą informatyczną i tak już mu zostało, bo ja ciągle potrzebuję porad „komputerowca”. Później były wspólne rozmowy przy kawie, wspólne wycieczki, spotkania z rodziną i znajomymi oraz wzajemna pomoc. Każdego dnia poznawaliśmy się bardziej, ale i bardziej za sobą tęskniliśmy. Oboje darzyliśmy siebie szacunkiem, ważne były dla nas wartości chrześcijańskie. Chcieliśmy iść przez życie w czystości, nie czyniąc sobie nawzajem krzywdy. Jednak w tym czasie dojrzewania do prawdziwej miłości, do której powołał nas Bóg, zdarzały się nam upadki. Pragniemy podzielić się tymi doświadczeniami, które mogą być przestrogą dla innych narzeczonych. Z drugiej strony wiemy, że gdyby nie te błędy i zmagania, z których wyprowadził nas Pan, dziś może trudno byłoby nam zrozumieć wielką wartość czystości, która jest także podstawą małżeństwa.

Młody człowiek bardzo mocno pragnie ciepła, bliskości, czułości i akceptacji. Pragnienia w naszej relacji wcale nie były inne. Jednak czasem nie umieliśmy znaleźć cienkiej granicy między okazywaniem sobie miłości, a drogą do grzechu. Budziły się w nas rozterki, wyrzuty sumienia, nasze serca podpowiadały, że coś jest między nami nie tak. Nie mogliśmy tego lekceważyć. Jeszcze zanim się poznaliśmy, każde z nas postanowiło i bardzo chciało żyć w czystości przed ślubem. Dla mnie wręcz nie do pomyślenia było ofiarowanie siebie w akcie seksualnym komuś, kto zupełnie nie jest tego godzien (czytaj: temu, kto nie jest moim mężem). Dzięki łasce Bożej z taką postawą szliśmy całą drogę narzeczeństwa i wytrwaliśmy w czystości. Jednak zdarzały się nam wykroczenia przeciw prawdziwej miłości.

Na czwartym roku studiów zamieszkałam razem z koleżankami w wynajmowanym mieszkaniu. Mój ówczesny chłopak (a dzisiaj mąż) odwiedzał mnie raz w tygodniu. On studiował zaocznie, mieszkał w rodzinnej miejscowości. Ja studiowałam dziennie i przeprowadziłam się na krótko do miasta akademickiego. Dzieliło nas ok. 40 kilometrów. Widywaliśmy się rzadziej niż to miało miejsce wcześniej. Jednak gdy przyjeżdżał do mnie na weekend, zostawał na noc. I tu pojawił się duży problem. Spaliśmy obok siebie w jednym łóżku. To straszne, ale wtedy wydawało się nam, że tak naprawdę nie dzieje się przecież nic złego. Dziś nie mogę pojąć, jak mogła cechować nas aż taka naiwność, żeby nie powiedzieć mocniej - głupota. Było to tylko ciągłe wystawianie się na próbę i pokusę, ale też przez takie zachowanie dawaliśmy zły przykład osobom nam bliskim. Bo jak to wytłumaczyć, że osoby wierzące i praktykujące zaprzeczają podstawowym wartościom chrześcijańskim? Mogliśmy być zgorszeniem, ale i można nas było posądzić o grzech cudzołóstwa.

Po kilku miesiącach moje koleżanki wycofały się ze wspólnego mieszkania. Wpadłam wtedy na pomysł, aby zamieszkać z moim narzeczonym. Całe szczęście on nie chciał się na to zgodzić. Wiedział, jakie nieszczęścia może sprowadzić na nas taka decyzja. Już wcześniej wspomniałam o naszych dobrych postanowieniach, wtedy myślałam, że przecież nawet mieszkając ze sobą nigdy między nami do niczego nie dojdzie. Jednak nie widziałam prawdziwych zagrożeń wynikających z mieszkania ze sobą przed ślubem. Dziś jako żona wiem, że byłaby to dla nas prawdziwa męczarnia. Bo jak można decydując się na bycie z kimś blisko (mieszkając ze sobą) skazywać drugą osobę na brak bliskości fizycznej? A tak musielibyśmy czynić, ponieważ chcieliśmy wytrwać w czystości. Jednak dla jakich celów można skazywać się na takie tortury? To po prostu błędne koło.

Przez te wszystkie doświadczenia przeszliśmy jednak szczęśliwie. Bóg suchą nogą przeprowadził nas przez Morze Czerwone. W tym okresie narzeczeństwa bardzo pomogły nam wspólne rozmowy, wspólna modlitwa, wspólne uczestnictwo we Mszach świętych i częste korzystanie z sakramentu pokuty. Często prosiliśmy Pana, aby przychodził nam z pomocą, pomagał nam wytrwać w dobrym. Na kursie przedmałżeńskim zapoznaliśmy się z metodami naturalnego planowania rodziny. Nie istniała i nie istnieje dla nas nadal inna możliwość, jak tylko planowanie współżycia i poczęcia się dziecka w oparciu o naturalny cykl płodności kobiety. Ja nauczyłam się obserwacji swojego ciała, mąż wyrozumiałości, cierpliwości i odpowiedzialności za mnie i za nasze przyszłe dzieci.

Dzień naszego ślubu był dla nas wielkim świętem, najważniejszą chwilą w naszym życiu. Po raz pierwszy mogliśmy, bez żadnych wyrzutów sumienia, pokazać światu naszą wielką miłość, bo przecież od tego momentu Pan nam szczególnie błogosławił. Jaka to była wielka radość i szczęście. Warto było czekać. Warto też było czekać na pierwsze, uświęcone zjednoczenie się naszych dusz i ciał. Z wielką radością i spokojem w sercu mogliśmy wzajemnie obdarowywać się sobą. Bez pośpiechu, krok po kroku mogliśmy poznawać siebie ze świadomością, że towarzyszy temu łaska Boża. Jakiż to wielki i nieoceniony dar. Od samego początku naszego małżeństwa przed każdym naszym spotkaniem modlimy się o obecność Boga pośród nas i o Jego błogosławieństwo w czasie naszego zjednoczenia. Najczęściej modlimy się słowami z księgi Tobiasza – Tob 8,5-7.

 

Piękne rzeczy rodzą się w trudzie i poświęceniu. Warto było żyć w czasie narzeczeństwa zgodnie z wartościami chrześcijańskimi, gdzie ważna była dla nas modlitwa, bliskość Boga i dobro drugiej osoby. Właściwie w życiu małżeńskim nic się nie zmienia - nadal trzeba pielęgnować i rozwijać miłość, pracować nad sobą i trwać w dobrym. Dobre narzeczeństwo jest prologiem do dobrego małżeństwa. Aby w małżeństwie zbierać dobre owoce trzeba w narzeczeństwie powoli i świadomie dojrzewać. Zachęcamy już w narzeczeństwie do wymagania od siebie i od drugiej osoby wspólnego dążenia do świętości.