Na wojnie

(177 - luty - marzec 2011)

z cyklu "Wieczernik dla Ciebie"

Narzeczeństwo już niemodne?

Judyta Machnicka

Od momentu poznania do narzeczeństwa jest długa droga. Chłopak i dziewczyna muszą przejść kilka etapów swojej znajomości. Poprzez koleżeństwo i przyjaźń docierają do sympatii. Na tym etapie do głosu dochodzą uczucia (o uczuciach pisałam w poprzednim numerze). Sympatia angażuje całą sferę uczuciową człowieka, lecz i ona musi przejść metamorfozę, by dotrzeć do właściwej miłości, która jest wyborem tej konkretnej osoby.

Aby człowiek mógł pokochać, uprzednio musi tę konkretną osobę poznać, nawiązać z nią prawdziwe, osobowe relacje. Dlatego tak istotnym elementem dochodzenia od sympatii do miłości oblubieńczej jest okres wzajemnego poznawania się – okres narzeczeństwa.

W ostatnich czasach bardzo modne stało się partnerstwo. Według dużej liczby młodych ludzi jest to czas przede wszystkim na sprawdzenie się, co często jest jednoznaczne ze wspólnym zamieszkaniem. Skąd więc się bierze tyle rozwodów, tyle rozbitych rodzin? Przecież większość z nich wcześniej się „sprawdziła”? Dopiero potem podjęli decyzję dotycząca ślubu. Czyż to nie jest paradoksalne?

W myślach często cofam się do przeszłości, do opowieści babci, jak to mężczyzna zabiegał o swoją wybrankę, potem w odświętnym stroju, z kwiatami w ręku podążał do jej rodziców, żeby poprosić ich o rękę córki, po czym na kolanach wsuwał pierścionek na palec swej lubej.

Gdzie zagubił się ten ceremoniał? Czym dziś jest narzeczeństwo, czy taki stan jeszcze funkcjonuje w naszej cywilizacji? Mam wrażenie, że narzeczeństwo – ten idealny czas przygotowania się do sakramentu małżeństwa – jest dziś niemodny. A przecież jest to właśnie najlepszy czas na poznawanie siebie, wspólne rozmowy, na wpatrywanie się sobie w oczy, na przebywanie ze sobą. Jest to czas w którym narzeczeni powinni się sobie przyglądać ze zdwojona uwagą, poznawać zarówno siebie i swoje zachowanie w różnych okolicznościach, jak i poznawać rodzinę narzeczonego (narzeczonej), żeby zapobiec późniejszym rozczarowaniom.

Uważam, że warto jest przyjrzeć się jak ten okres wyglądał u świętej Joanny Beretty Molli: „Widzimy u niej całą gamę uczuć. Jest ogromna siła namiętności. Występuje niepohamowane pragnienie myślenia o drugiej osobie. Joanna pisze np. do Piotra, że myśli o nim od samego rana. Pojawia się również pragnienie bycia blisko ukochanego. Ona chciałaby być przy nim stale. Niemniej jednak wszystkie wymienione tu elementy nie są jeszcze wyznacznikiem pełnej miłości narzeczeńskiej. Według Joanny, narzeczeństwo jest otwarciem się na drugą osobę poprzez pracę nad sobą samą i pragnienie formowania osoby kochanej. Natomiast sprawdzianem, że narzeczeństwo rozwija się w prawdziwym kierunku, jest czystość. Ona sama mówiła do koleżanek, że ciało pokochanego jest święte, zatem winniśmy je szanować. Joanna nie traktowała okresu czystości przedmałżeńskiej jako kajdany, które trzeba czym prędzej odrzucić, lecz jako piękny czas przygotowania do oddania się w małżeństwie swojemu ukochanemu”.

„Narzeczeństwo: błogosławiony czas nabywania zaufania. Jedno uczy się ufać drugiemu, dowodzić mu – i samemu sobie – że jest się godnym zaufania.”

Listy

Najdroższa Żono,

Teraz, kiedy jesteśmy już małżeństwem, dziękuję Tobie i Panu Bogu za czas naszego Narzeczeństwa. Kiedy zdecydowałem się poprosić Ciebie o to, żebyś za mnie wyszła, byłem przekonany, że jesteś najodpowiedniejszą osobą, z którą mogę przejść przez życie. Dlaczego? Ty jedyna potrafiłaś wyzwolić we mnie mnie. Moje otoczenie, rodzice, nawet ja sam poprzez zbudowane przez lata pragnienia innych, próbowali narzucić mi (w większości nieświadomie) to, kim mam być i jak najlepiej „ułożyć” sobie życie. Ty pierwsza nie wymagałaś tego ode mnie. Dzięki Tobie zdobyłem się na odwagę przyznania się do tego, kim jestem zarówno przed sobą jak i przed resztą świata. Dziękuję, że chciałaś mnie słuchać i czekać (czasem długo) na moją odpowiedź.

W Narzeczeństwie umocniło się we mnie to, do czego się przed Tobą zobowiązałem. Wiele rzeczy musiałem także w sobie przepracować. Przewartościowanie najważniejszych elementów mojego życia (rodzina, praca, wspólnota, znajomi) było trudne i wymagające, o czym zresztą wiesz. Ale dziś ten wysiłek procentuje i mogę z coraz większym zaangażowaniem, radością i pragnieniem budować naszą rodzinę.

Czy nie uważasz, że to właśnie Narzeczeństwo wzmogło w nas chęć pokazania się sobie nawzajem w pełni i prawdzie? Cieszę się, że mieliśmy w nim czas zarówno na zaplanowanie ślubu, wesela, mieszkania, jak i na porozmawianie o trudnych sprawach – niedokończonych studiach, seksualności, obowiązkach, nadziejach.

Gdyby nie ten czas trudniej byłoby nam teraz zauważać jasne wydarzenia w naszym małżeństwie i przechodzić szybciej nad tymi bardziej pochmurnymi.

Chyba czas, żebym zrobił herbatę.

Paweł

***

Kochany Mężu,

Pamiętasz reakcje bliskich nam osób na wieść o naszych zaręczynach? Poza radością był głównie szok. Oświadczyłeś mi się będąc moim przyjacielem, a według niektórych kolegą.

Nigdy nie byłam Twoją dziewczyną i wiadomość o tym, że rozpoczynamy czas Narzeczeństwa mógł być zaskakujący. 

Jednak dla mnie o wiele bardziej zaskakujący był każdy narzeczeński dzień. 

Czas Narzeczeństwa pozwalał mi stawać się sobą, odkrywać Ciebie i budować nas.

Bóg stworzył nas mężczyzną i kobietą, i właśnie w tym czasie pozwalał mi odkrywać pełnię kobiecości w kontekście Twojej męskości.

Twoja odpowiedzialność za mnie i szacunek, jakim mnie darzyłeś, sprawiły ze zaczęłam widzieć w sobie piękno i doświadczałam nie tylko tego, że zostałam obdarowana, ale także, że jestem Darem. 

Poznawanie Ciebie, tego kim jesteś, czego pragniesz, do czego dążysz pozwalało mi też odkrywać siebie – swoją tożsamość, pragnienia i dążenia. 

Narzeczeństwo było dla mnie czasem radosnego oczekiwania, który nie był jeszcze pełnią, ale bez którego nie byłoby tego wszystkiego, co potem. Tak jak bez adwentu nie byłoby Bożego narodzenia i Zmartwychwstania. Każdego dnia dziękuje Bogu za Dar jakim jesteś i za czas naszego Narzeczeństwa.

Zajrzę do Gucia i zaraz będę.

Twoja Sylwia