Cierpienie

(149 - luty - marzec 2007)

Nasycona cierpieniem...

Z głośnym wołaniem i płaczem zanosił gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci”. O kim to mowa? Oczywiście o Jezusie. O Bogu. Cytat jest znany, jeszcze bardziej jest dla nas oczywista prawda, do której jesteśmy przyzwyczajeni od początku naszego wzrastania w wierze - że Bóg cierpiał i umarł zabity przez ludzi. Gdyby jednak spróbować tę prawdę wziąć „na logikę”, to nie ma ona wielkiego sensu - Bóg? Wszechmocny i Nieskończony umarł zabity przez ludzi?

Tak! Taka była Boża wola, by w całej pełni doświadczyć ludzkiego losu. W całej pełni aż do poniżenia, cierpienia i śmierci. Ten sam list do Hebrajczyków mówi: „Nie takiego mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego na nasze podobieństwo we wszystkim z wyjątkiem grzechu”. Bóg doświadczony we wszystkim może współczuć naszym słabościom. Kiedy w trudnej sytuacji, w cierpieniu czy poniżeniu zwracamy się do Boga o ratunek, możemy wiedzieć, że Jego miłość do nas nie jest abstrakcyjna, daleka. Bóg współczuje nam w naszej trudnej sytuacji. I to współczuje nie „z wysokiego nieba”, ale współczuje Bóg, który sam doświadczył wszelkiej niedoli ludzkiego losu.

W każdej Mszy świętej w modlitwie powszechnej modlimy się za potrzebujących. Przedstawiamy wtedy Bogu sprawy tych wszystkich ludzi, którzy doświadczają cierpienia, którzy nierzadko są nim przygnieceni. Ten liturgiczny obowiązek modlitwy za potrzebujących jest wyrazem solidarności tych, którzy wierzą. Solidarności będącej odbiciem solidarności Boga z człowiekiem.