Krucjata Wyzwolenia Człowieka

(185 - kwiecień 2012)

z cyklu "Wieczernik Domowy"

Nasze randki

Ela i Waldek

Na początek może krótka metryczka o nas: jesteśmy małżeństwem od ponad 15 lat, Pan obdarzył nas czwórką wspaniałych dzieci, od dwunastu lat we wspólnocie Kościoła Domowego. Naszym ulubio-nym zobowiązaniem był od początku dialog małżeński.

Przypadł nam do serca dlatego, że zawsze lubiliśmy ze sobą rozmawiać i widzieliśmy owoce takich rozmów. A jak do takiej zwykłej rozmowy zaprosić Pana Jezusa – owoców może być cała masa J. Jednak jak większości małżeństw trudno było nam znaleźć czas na dialog małżeński – bo jak powszechnie wiadomo: dzieci, praca, znajomi, hobby itp. – wszystko to strasznie czasochłonne. I tak funkcjonowaliśmy w biegu i zamieszaniu, wyrywając czas dla naszego małżeństwa, ale niestety z rzadka i niesystematycznie.

Przeżywając formację w DK pojechaliśmy na OR III z diecezją krakowską.

Nie wiem, czy wiecie, ale na III stopniu dialog małżeński prowadzony jest codziennie. Rekolekcje te prowadził kapłan na co dzień pracujący w Sądzie Metropolitalnym, orzekając nieważność małżeństwa. Często uzmysławiał nam jak łatwo zburzyć związek małżeński, nie wzmacniając go nieustannie. 

Zobaczyliśmy siebie trochę z boku, jak możemy się pogubić, nie inwestując czasu w nasze małżeństwo. Zobaczyliśmy, ile frustracji, złości, niedomówień, domysłów rodzi się z tego, spokojnie porozmawiać, poprzebywać sami, bez dzieci, które mówią do nas nieustająco J.

I wtedy ksiądz poradził nam, żebyś-my zainwestowali w nasze małżeństwo i zaczęli regularnie wychodzić na rand-ki. Pomysł wydał nam się intrygujący i szalony, ale mało realny.

Kiedyś usłyszeliśmy, że tylko decyzje zmieniają życie. I poszliśmy na całość, decydując się na cotygodniowe wyjścia we dwoje. Wymagało to od nas trochę wysiłku – musieliśmy znaleźć opiekę dla dzieci, wyasygnować na to pewne środki pieniężne, ale także tak zaplanować tydzień, aby bez uszczerbku dla innych obowiązków, oddać się tej „nowej praktyce”.

 Wychodzimy na te cotygodniowe (najczęściej środowe) randki już ponad dwa i pół roku i z czystym sumieniem możemy powiedzieć, że jest to możliwe, a co więcej bardzo dobre dla naszego małżeństwa. Staramy się nasz czas rozpoczynać od wspólnej Eucharystii lub od innej formy modlitwy. Potem idziemy do kawiarni, do kina, teatru, a czasem na spotkanie z przyjaciółmi.

Pielęgnujemy ten czas oboje i szczerze mówiąc, nie możemy się doczekać każdej kolejnej randki.

Dzięki temu mamy regularny dialog małżeński, a także widzimy jak nasze małżeństwo rośnie i idzie dobrą drogą. Mamy czas, aby przedyskutować wiele spraw dotyczących naszej relacji małżeńskiej, naszych dzieci, rodziny, znajomych, a także wspólnoty.

Widzimy jak z wyjścia na wyjście nasze rozmowy są coraz głębsze i jak nam jest ze sobą coraz lepiej .Wiele dobrych decyzji podjęliśmy wspólnie na naszych małżeńskich randkach. Sama perspek-tywa spotkania, jak w czasach narze-czeństwa, jest dla nas wielką radością. Ale musimy też być elastyczni, jeśli trze-ba, rezygnujemy z wyjścia i zostajemy w domu. Potrzeba tu dobrego rozeznania, aby się nie zapędzić w to fascynujące bycie tylko we dwoje.

Nasza posługa pary diecezjalnej jest poniekąd owocem tych regularnych spotkań na randkach. Mieliśmy je już „wdrożone” i był w naszych sercach pewien spokój, że będziemy mieli czas, na podejmowanie wspólnie decyzji dotyczących naszej wspólnoty i nie wywróci to do góry nogami życia naszej rodziny. Po prostu przez trzy lata będziemy więcej rozmawiać i modlić się w sprawach diecezjalnych niż dotychczas.

I naprawdę jestem przekonana, że Pan podarował nam te cotygodniowe randki, aby nas uzdolnić do posługi.

Nasze dzieci też lubią jak wychodzimy. Lubią opiekunkę, z którą zostają, jest to dla nich też jakaś odmiana, ale także widzą, że nam to pomaga być lepszymi małżonkami i rodzicami.

Z całego serca polecamy i zachęcamy do pielęgnowania swojego małżeństwa poprzez regularne randki małżeńskie.