Jezus Chrystus

(169 - styczeń 2010)

z cyklu "Wieczernik dla Ciebie"

Nie jesteśmy tacy sami

Kasia i Tomek Jarosz

Nie zamierzamy tutaj opisywać wszystkich odmienności kobiety i mężczyzny i udowadniać, że każde z nas pochodzi „z innej planety”. To, że jesteśmy inni jest oczywiste. Nie będziemy zatem powtarzać tutaj tego, co zostało opisane w wielu dobrych książkach i artykułach. Skupimy się tylko na praktycznych radach, co robić w przypadku najbardziej denerwujących nas różnic wynikających z naszej psychiki.

Chyba najczęstszym problemem w tej dziedzinie, zwłaszcza w początkach znajomości jest kwestia okazywania uczuć. Kobieta, która ma naturalną potrzebę mówienia o swoich uczuciach, ciągłego wyrażania swojej miłości słowami, jest mocno zaniepokojona gdy mężczyzna nic o miłości nie mówi. Zastanawia się więc, czy jemu na niej w ogóle zależy, czy to normalne, a w końcu wysuwa tezę, że on nie potrafi okazywać uczuć. 

Czy to jest prawda? W większości przypadków nie. Mężczyzna bowiem jest tak skonstruowany, że skupia się na działaniu. On woli coś „zrobić”. Mówi o uczuciach rzadko. Wychodzi z założenia, że skoro raz coś powiedział i zdania nie zmienił, to ta deklaracja obowiązuje. Jeśli zatem wyznał dziewczynie miłość, to uznaje, że ona o tym wie i nie potrzebuje potwierdzania tego faktu codziennie. Dlatego też zaczyna niepokoić się gdy ona często go o to pyta. Bo dlaczego pyta? Czy coś zrobił nie tak, czy ona mu nie ufa, a może ktoś inny coś jej naopowiadał? Tymczasem ona mu i ufa i wierzy, ale… po prostu potrzebuje to słyszeć, bo to ją dowartościowuje. Tak jak potrzebuje słyszeć, że jest piękna, bo to oznacza, że podoba się swojemu mężczyźnie, tak chce słyszeć, że jest kochana. I nie ma w tym żadnego podtekstu. Dlatego też należy o tym wprost mężczyźnie powiedzieć. Mówimy tu naturalnie o sytuacji kiedy wyznanie miłości już – w odpowiednim momencie – padło (bo nie można zbyt wcześnie deklarować swoich uczuć – pisaliśmy o tym w artykule „Kiedy wyznać miłość?”), a kobieta ciągle się o to dopytuje. Jeśli więc chłopak nie wie, że dziewczyna chce to słyszeć częściej, to powinna mu o tym powiedzieć. Bo mężczyzna niekoniecznie się domyśli. Ale jeśli coś mu zostanie powiedziane wprost, z chęcią prośbę spełni.

Inną niepokojącą kobietę sprawą bywa fakt, że mężczyzna co jakiś czas robi się jakby nieobecny. Potrzebuje mniej kontaktu, bywa zniecierpliwiony, czasem kilka dni się nie odzywa. Kobieta zaczyna snuć najczarniejsze wizje, bo ona kontaktu potrzebuje stale. Mężczyzna zaś czuje potrzebę czasowego „od-dalenia”, tzn. ma przypływy i odpływy uczuć, i potrzebuje czasem pewnego dystansu, by wrócić z większą siłą. Wynika to również z tego, że potrzebuje od czasu do czasu pobyć sam i to nie tylko gdy ma jakiś problem (o tym będzie mowa dalej) ale dlatego, że czuje swego rodzaju „zew natury”. W dawnych czasach było tak, że mężczyźni jechali na polowanie. Tam musieli zmierzyć się z dziką zwierzyną, trudnymi warunkami zewnętrznymi, czasem walczyć z wrogiem. Musieli się wykazać. Dzisiejszy mężczyzna nie musi okupywać potem i krwią zdobywanego pożywie-nia, nie przedziera się przez dżunglę i rzadko kiedy ktoś go atakuje. Ale w jego naturze ciągle tkwi potrzeba zmierzenia się, rywalizacji i udowodnie-nia choćby samemu sobie, że jest dzielny, odważny, sprawny i mądry. I dlatego nie dziwmy się drogie dziewczyny, jeśli Wasz chłopak czasem zamiast spędzić weekend z nami będzie chciał jechać na zawody strzeleckie, na rajd, żagle itp. – tylko z kumplami. Nie wolno mu tego zabraniać, ani kazać wybierać między zawodami a Tobą, bo to tak jakbyś chciała, by on był mniej mężczyzną. Powinniśmy wręcz cieszyć się, że nasz mężczyzna ma takie potrzeby. I nie obrażajmy się, gdy nie będzie chciał nas na tę wyprawę zabrać. On wie, że na takich wyjazdach często nie ma warunków dla dziewczyn, a po drugie i najważniejsze: jeśli nas weźmie, to siłą rzeczy my będziemy oczekiwały, by się nami zajmował. A on po to tam jedzie, żeby się wykazać siłą, sprawnością, a nie czułością. Może to trochę brutalne, ale tak jest. I to jest naprawdę normalne. Nie mówiąc już o tym, na kogo on by wyszedł w oczach kolegów, gdyby zamiast mocować się z żaglem albo trenować, ciągle trzymał dziewczynę za rękę. Gdzie tu wykazanie się? A bycie „mięczakiem” to dla mężczyzny najgorszy policzek. 

Inna kwestia, że o tych zawodach, to on powinien dziewczynie powiedzieć odpowiednio wcześniej a nie w ostatniej chwili, a już absolutnie nie może być tak, że nie mówi wcale, tylko jedzie i ona dowiaduje się po fakcie. Bo przecież dla niej spotkanie z nim jest ważne i pewno ona wcześniej też coś na week-end planowała. Mądra dziewczyna po-godzi się z tym, że jego nie będzie i na-wet jeśli nie będzie tym zachwycona, to zrozumie i dobrze zorganizuje sobie ten czas, ale ma prawo wymagać, by chłopak ją o tym wcześniej poinformował i to nie tylko przez suchy komunikat, że nie możecie się spotkać. Tego po prostu wymaga szacunek dla drugiej osoby. 

Na pewno zatem nie jest normalną sytuacja, gdy on się przez parę dni nie odzywa, nagle znika, nie odpisuje na smsy a potem jak gdyby nic wraca i dziwi się, że w ogóle dziewczyna się zamartwiała i myślała, że coś było nie w porządku. Bo to już nie jest swoboda, to już nie potrzeba samotności, tylko lekceważenie. 

Tak jak napisaliśmy – są takie dni, kiedy mężczyzna jest właśnie mniej wylewny, potrzebuje oddalenia, czasem nawet tzw. „jaskini” i faktycznie musi wtedy być sam. Ale to absolutnie nie oznacza, że ma w ciągu kilku dni nie interesować się całkowicie życiem swojej dziewczyny. A jakby jej się coś stało? A jakby wzywała pomocy? A czy w małżeństwie też przez tydzień nie będzie się do żony odzywał? Fakt, ludzie są różni i jedni mają większe potrzeby emocjonalne inni mniejsze, ale nic nie może odbywać się kosztem ranienia czyichś uczuć. Co innego gdy mężczyzna ma problem i gryzie się, i myśli, to wtedy faktycznie trzeba mu dać spokój, ale co innego gdy potrzebuje „tylko” być sam. Bo mówimy tutaj o sytuacji nie tylko wyjazdu ale i takiej, kiedy on właśnie chce pobyć trochę sam ze sobą przez kilka dni. Wtedy można się umówić chociaż na codzienny telefon, sms-a, można wysłać maila. Choćby po to, by kobieta wiedziała, że z nim wszystko w porządku, że nadal ją ko-cha. To naprawdę niewiele, a daje poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Jeśli Twój chłopak nie wie o co chodzi, no to mu powiedz, że chodzi właśnie o informację zwrotną, o to, by Ci dał (dosłownie!) znak życia. Że jeśli nawet on nie widzi takiej potrzeby, to niech zrobi to dla Ciebie. 

Z tym kontaktem też nie można przesadzić. Bo co to za samotność, jeśli dziewczyna wydzwania co godzinę i opowiada szczegółowo, co zrobiła, z kim się widziała i o czym rozmawiała z koleżanką. Nie, nie, nie o to chodzi. Chodzi tylko o otrzymaną raz dziennie informację, że wszystko dobrze. Jeśli się kogoś kocha, to się myśli o tym co on przeżywa, to się szanuje jego uczucia. Zatem Droga dziewczyno śmiało poproś – w takie dni – o takie minimum kontaktu swojego chłopaka. Poproś by robił to dla Ciebie.

Dla mężczyzny dużym problemem są kobiece zmiany nastroju. W osłupienie nieraz wprawia ich fakt, jak łatwo dziewczyna może przejść od śmiechu do płaczu i odwrotnie. Panowie, zanim zinterpretujecie to jako niezrównoważenie psychiczne lub niedojrzałość, musicie wiedzieć, że funkcjonowanie organizmu kobiety jest odmienne od Waszego. Wy jesteście bardziej stabilni emocjonalnie bo Wasz poziom hormonów płciowych jest mniej więcej stały. W każdym razie nie wpływa znacząco na Wasze samopoczucie psychiczne i fizyczne. Inaczej jest z kobietą. Ona podlega cyklicznemu wpływowi różnych hormonów, które sterują nie tylko jej płodnością ale i oddziałują na jej samopoczucie. Dlatego w określonych dniach może ona gorzej się czuć, może ją boleć głowa a przede wszystkim – mieć gorszy humor albo wprost przeciwnie – być pełna energii i radośnie nastawiona do świata. Czasem zaś przeszkadzają jej w Waszym zachowaniu rzeczy, na które kiedy indziej nie zwraca uwagi. Cechą charakterystyczną jest też łatwość zmiany jej nastawienia, naprawdę często nie będąca jej winą lub złośliwością. Stąd nieraz się biorą konflikty i wzajemne oskarżenia o niezrozumienie. Gdy jednak chłopak o tym wie, to łatwiej mu być w związku. Wie, że czasem trzeba coś przeczekać a czasem po prostu dziewczynę przytulić i za chwilę będzie dobrze.

Kolejna bardzo dzieląca nas kwestia to odmienność w rozwiązywaniu problemów.

Zapewnie większość z Was słyszała o tzw. męskiej „jaskini”. To słowo część kobiet przyprawia o gęsią skórkę, bo to oznacza ni mniej ni więcej to, że mężczyzna ma problem i będzie nad nim myślał. Czasem godzinę, czasem dzień, a czasem i kilka tygodni. Gdyby on tylko myślał, to jeszcze byłoby pół biedy. To myślenie wiąże się z faktem, że on wtedy chce być sam, nie chce, by go pytano, o co chodzi, odmawia spotkań towarzyskich, w skrajnych wypadkach wymaga ciszy, a do szału doprowadza go pytanie czy mu pomóc. Według niego nic się nie stało, tylko jest problem;  wymaga wymyślenia rozwiązania i on nad tym pracuje. Oczywiste, że nikt inny prócz niego samego jego problemu rozwiązać nie potrafi. Natomiast kobieta, która gdy ma problem chce się wygadać, potrzebuje pocieszenia, przy-tulenia i zapewnienia, że będzie dobrze, usiłuje tę samą taktykę „sprzedać” mężczyźnie. Czym naraża się na jego wściekłość, bo on nie znosi jak się mu co trochę przerywa i o coś dopytuje. 

Pół biedy jeszcze gdy kobieta w ogóle wie, że mężczyzna w jaskini siedzi. Nie jest z tego faktu zadowolona, bo kto by był zadowolony, gdyby kochana osoba nie pozwalała sobie pomóc, nie chciała nic powiedzieć ani się przytulić. Ale jeśli kobieta rozumie tę potrzebę to jakoś przeczeka. Gorzej gdy o tym nie wie… Wtedy dopiero się zaczyna! Jest przekonana, że on się na nią obraził. To standardowe, kobiece myślenie, bo jak się do niej koleżanka nagle nie chce odzywać to oczywiste, że się obraziła. Więc usiłuje dociec za co. Naturalnie mężczyzna zaprzecza, co kobietę jeszcze bardziej utwierdza w jej teorii, bo jak koleżanka się obrazi i się nie odzywa, to też zaprzecza, że się obraziła. Kobieta myśląc zatem, że jest na dobrej drodze, postępuje dalej według schematu z koleżanką, czyli: należy wyciągnąć na siłę o co mu chodzi. Mężczyzna ryczy wściekły , że mu o nic nie chodzi. Ale kobieta zna te wymówki, bo sama je stosuje jak coś nie gra w związku i wtedy chce, by to mężczyzna się domyślił. Chodzi więc za nim i w kółko się dopytuje. A on rzeczywiście przecież nic do niej nie ma, tylko chce spokojnie pomyśleć. W końcu oboje nie wytrzymują i wybucha awantura. A wszystko dlatego, że nie wiedzieli o swojej odmienności.