Praca

(170 - luty - marzec 2010)

z cyklu "Wieczernik dla Ciebie"

Nie jesteśmy tacy sami

Kasia i Tomek Jarosz

KASIA: My, kobiety gdy mamy problem to potrzebujemy rady, wygadania się i właśnie obecności drugiego i tym samym chcemy się odwdzięczyć mężczyźnie. Przykładamy zatem do niego naszą miarkę i wydaje nam się, że coś co jest dla nas dobre pomoże też jemu. Dlatego, Drogie dziewczyny, pamiętajmy, że mężczyzna reaguje inaczej i inaczej rozwiązuje problemy. 

Ja również nie lubię kiedy mój mąż siedzi w jaskini. Wiem, że ma wtedy problem, zły humor czy coś do przemyślenia i tak bardzo chciałabym mu wtedy pomóc, że moim naturalnym odruchem jest włażenie za nim do tej jaskini i próba wyciągnięcia z niego jakichś informacji. Jednocześnie wiem, że źle robię i powinnam mu dać spokój. A  zatem wycofuję się i usiłuję zająć czymś innym. Jednak ciągle o tym myślę i źle się czuję: jakbym była odepchnięta. A wtedy łatwo zrobić jeszcze jeden błąd: obrazić się za jaskinię i kazać mężczyźnie o siebie walczyć jak wraca z jaskini. I wtedy, gdy on wychodzi z jaskini – odprężony i stęskniony, my mamy dosyć, bo przecież byłyśmy niepotrzebne – to niech sobie teraz on potęskni i poczuje, jak to dobrze! 

Oczywiście, my kobiety mamy w sobie taką pokusę: by dać mu odczuć jak czułyśmy się zlekceważone i chcemy, by to on teraz zobaczył jak to dobrze. Jednak takie zachowanie spowoduje, że on się będzie bał jaskini, będzie u niego powodowała wyrzuty sumienia. Po kilku takich sytuacjach on sobie zakoduje, że jaskinia równa się późniejsza kara z Twojej strony. I zacznie jej unikać albo kryć się z tym. A jeśli to zrobi to zacznie tłumić swoją naturę, zabijać swoją męskość. Będzie cierpiał, bo będzie miał wybór taki: albo jaskinia i potem kara albo Twoje zadowolenie za cenę cierpienia. Będzie jak lew, któremu obcięto pazury. Chyba tego nie chcesz? Tak jakby Ciebie właśnie w chwili, gdy go najbardziej potrzebujesz, zostawić samą sobie. 

Nie każ mu walczyć o siebie, gdy wraca. Pozwól mu na jego jaskinię, bo to część jego męskiej natury. A Ty w tym czasie rób to, na co brakuje Ci czasu, coś dla siebie. Ja wtedy zajmuję się czymś co lubię, czymś dla mnie, bo wykonywanie w tym czasie domowych obowiązków frustruje mnie jeszcze bardziej (jak to, ja tu haruję a on sobie myśli!). Piszę listy, czytam. I choć pewne naburmuszenie mi zostaje, to tłumaczę sobie, że taka jego natura. Może to trochę poboli zanim się przyzwyczaisz, ale związek to też konieczność kompromisu, niestety... Taka jest nasza psychika. Co z tym zrobić? Trzeba tłumaczyć sobie to rozumowo, bo sercem nie da rady. 

Jednocześnie widzę, że gdy ja mam problem mój mąż też chce mi ułatwić życie i… zostawia mnie samą. Bo tak jak mi się wydaje, że mu pomogę głaszcząc go po głowie jak ma problem, tak on myśli, że moim największym marzeniem w takim momencie jest nieodzywanie się do mnie. Trochę to śmieszne. Muszę mu wtedy tłumaczyć, że ja nie potrzebuję jaskini a jego obecności, dotyku i słowa. Bo kobieta gdy ma problem chce być wysłuchana i pocieszona. Jeśli nie otrzyma tego, będzie czuła się niekochana, osamotniona i pomyśli, że w ogóle Wam na niej nie zależy, że jesteście nieczuli i ona nic Was nie obchodzi. A to będzie przecież nieprawda, ale ona nie wpadnie na to, że Wy chcecie jej ofiarować „jaskinię”. 

I jeszcze jedna sprawa: kobiety często skarżą się, że mężczyzna ich nie słucha gdy opowiadają o problemie. Nieraz ona chce tylko opowiedzieć co ją spotkało, natomiast on zaraz szuka rozwiązania albo wręcz bagatelizuje problem. Dlaczego? Mężczyzna nie uznaje wyżalania się, wygadywania dla samego wygadywania. On musi działać. Jeśli on ma problem, to natychmiast poszukuje rozwiązania. Kobieta natomiast chce po prostu pogadać i po tym samym czuje się lepiej. Nie potrzebuje żadnych rad. Ale mężczyzna jest inny i o tym nie wie. Traktuje więc ją tak jakby chciał, by jego potraktowano. 

Co więc robi? Bagatelizuje problem, pomniejsza go i daje rady – bo tak sam chciałby być potraktowany. Czasem chłopak pomniejsza Twój problem lub zmęczenie poprzez porównywanie go ze swoim, abyś… poczuła się lepiej. Nie ma pojęcia, że Cię w ten sposób obraża. Jest jeszcze jeden aspekt. Mężczyzna chce, by jego kobieta była szczęśliwa i najlepiej się czuje jak ona jest zadowolona. Gdy tak nie jest, gdy ona zaczyna narzekać to on trochę wpada w panikę, bo to oznacza, że ona zadowolona nie jest. A zatem on czuje się kiepsko, bo nie mógł jej dobrego samopoczucia zapewnić. Zatem znów zaczyna pomniejszać problem, by w ten sposób pokazać, że np. inni mają gorzej, ona przesadza lub ten problem da się szybko rozwiązać. Wszystko to zmierza do tego, by temu problemowi „łeb ukręcić” i żeby ona znów była zadowolona. W tym wszystkim nie bierze pod uwagę, że kobieta ma inną psychikę i nie tego od niego oczekuje.

Dla mężczyzny z kolei problemem jest nieraz wyolbrzymianie problemu przez kobietę. On jako mężczyzna zwykle realnie ocenia wielkość zagrożenia i nie może zrozumieć, dlaczego kobieta tak wszystko ubarwia i przejaskrawia. Czasem sądzi nawet, że ona kłamie albo celowo działa tak, by ukazać siebie np. w pozycji osoby bardziej pokrzywdzonej niż w rzeczywistości. Tymczasem kobieta mówi prawdę. Natomiast jej ocena zdarzenia jest inna, gdyż ona odbiera rzeczywistość a co za tym idzie i rozmaite problemy bardziej emocjonalnie. Bardziej się denerwuje lub cieszy, a już na pewno bardziej to okazuje. Dlatego w jej świadomości jakieś zdarzenie może być zupełnie inaczej ocenione niż przez mężczyznę. Ma bardziej wyostrzone zmysły i widzi więcej – nie tylko suche fakty ale i całą ich otoczkę – to jak ktoś coś odebrał, co wtedy czuł i jak na to spojrzał. I bardziej się tym przejmuje.

TOMEK: Nigdy nie mogłem zrozumieć dlaczego po powrocie z jakichś imienin moja mama zawsze pytała tatę czy kogoś nie uraziła albo czy on nie sądzi, że ktoś tam na kogoś się obraził. Mój tata widocznie też nie mógł tego zrozumieć, bo zawsze odpowiadał, że pewnie coś jej się zdawało i wszystko jest ok. Najwyraźniej nie miał kompletnie pojęcia, o czym w ogóle mama mówi – on nic nie zauważył, a nawet jakby było tak jak ona mówi to dlaczego miałby się przejmować tym jak ktoś na kogoś spojrzał i roztrząsać powody takiego stanu? Dla niego było całkiem nie do pojęcia by zaprzątać sobie głowę takim drobiazgami jak czyjeś emocje na imprezie, która w dodatku już się skończyła!

Trudności z przyznaniem się do błędu, czyli męska duma to kolejny problem. Powoduje ona, że facet czasem woli okłamać, zranić ukochaną osobę, byle samemu „wyjść z twarzą” niż przyznać się, że coś zrobił źle. Bo mu się wtedy wydaje, że jest na pozycji przegranej, a on jako mężczyzna przegrywać nie lubi, potrzebuje ciągle czuć się silny i kompetentny. Czasem tak naprawdę we wnętrzu ten mężczyzna czuje zupełnie inaczej, ale właśnie w imię owej dumy nie popuści. Spotkaliśmy się z tym, że takie zachowanie określane jest jako to, że „mężczyzna nie potrafi przepraszać”. A to absolutnie nieprawda. Mężczyźnie trudno jest przyznać się do jakiejś swojej słabości. Co go oczywiście wcale nie usprawiedliwia, bo z tym należy walczyć, przełamywać się, a nie uznać za fakt oczywisty. A to, że nie wie, że trzeba za coś przeprosić – owszem, tak czasem jest, właśnie dlatego, że nie wie, że kobietę coś zraniło. I dlatego wprost musi mu ona o tym mówić. Generalnie zdrowy, normalny mężczyzna, któremu na kobiecie zależy nie będzie postępował „dla zasady” tylko robił to co naprawdę uważa za słuszne. No bo co jest ważniejsze – zasada, własne, wyimaginowane „zwycięstwo” czy miłość, czy kochana kobieta?

Mężczyznę bardzo drażni zamykanie się kobiety w sobie i niemówienie o co jej chodzi, a nawet obrażanie się o coś o czym on nie ma pojęcia. Czyli generalnie ciche dni. Mężczyzna z natury swojej zazwyczaj nie potrafi sam z siebie domyśleć się o co kobieta się obraża, woli jak mu się coś mówi wprost. Bardzo mu zatem przeszkadza to, że kobieta czymś urażona nie mówi o co jej chodzi i w swoim uporze nie pozwala się nawet dotknąć a wszystkie próby wyciągnięcia z niej tego co się stało kończą się jej stwierdzeniem, że „o nic jej nie chodzi”. To dezorientuje mężczyznę, który rzeczywiście rezygnuje z prób dotarcia do niej. Uznaje bowiem, że skoro „o nic nie chodzi” i „nic się nie stało” to może faktycznie tak jest a ona po prostu chce pobyć sama. Ofiarowuje jej zatem to czego sam by oczekiwał. A jej chodzi o to, że mężczyzna sprawił jej przykrość ale kobieta chce by to on sam się domyślił czym ją obraził i za to przeprosił. Jego milczenie ją frustruje bo w jej mniemaniu świadczy o tym, że on o nią nie walczy i na niej mu nie zależy. Łatwo wtedy o kłótnie i wzajemne oskarżenia. A wystarczy mówić wprost.

TOMEK: Mężczyźnie bardzo trudno jest zrozumieć kobietę nawet po wielu latach wspólnego życia. My tak do końca nie potrafimy wniknąć w kobiecy sposób myślenia i działania zatem nie oczekujcie tego od nas. Mężczyzna jest prosty i chce by wprost do niego mówiono.

No i na koniec drażliwa sprawa, czyli zwracanie uwagi. Dodajmy, że szczególnie odnosi się to zwracania uwagi chłopakom przez dziewczyny. Aby nie było nieporozumień trzeba sobie o pewnych rzeczach mówić prosto i zrozumiale, a nie oczekiwać, że druga strona się domyśli. Ale wszystko musi być w granicach rozsądku. Jeśli dziewczynę irytują w zachowaniu chłopaka jakieś drobne rzeczy, które nie mają większego znaczenia to nie powinna zwracać mu za każdym razem uwagi tylko czasem po prostu to znieść. Ewentualnie od czasu do czasu „kompleksowo” o tym z nim porozmawiać i powiedzieć, że jej to przeszkadza i zapytać czy on mógłby postarać się coś z tym zrobić. Jeśli jednak wydarzy się coś poważnego to koniecznie trzeba porozmawiać o tym i pokazać błąd. Oczywiście to zwracanie uwagi na to, że ktoś robi coś źle musi odbywać się na spokojnie, bez świadków i w formie dialogu a nie krzyku czy oskarżeń. Trzeba mówić jak my to odbieramy, dlaczego to jest dla nas ważne i czego oczekujemy. Trzeba pozwolić drugiej stronie się wypowiedzieć, bo może są jakieś ukryte przyczyny takiego zachowania: jakiś uraz albo zwykła niewiedza. Taka rozmowa musi być przeprowadzona w sposób delikatny, bo nigdy zwrócenie uwagi nie może być dla kogoś upokorzeniem. Pomyślmy zawsze jak my byśmy się czuli w takiej sytuacji i jak chcielibyśmy by nam ktoś o tym powiedział. I tak to zróbmy. Nie można bowiem z różnic w naszej psychice robić wad i ich wytykać.

To, że jesteśmy różni nie jest niczyją „winą”, jest po prostu faktem, który musimy zaakceptować. A żeby nie stało się uciążliwością powinniśmy te różnice poznać i zrozumieć, wtedy nie będą one nas dzielić tylko wzajemnie ubogacać.