Słuchać Pana

(173 - lipiec - sierpień 2010)

Niech tryśnie życie

Agnieszka Fedorowicz, Agnieszka Salamucha

Wschodnie rubieże naszej ojczyzny, gdzieś za Tomaszowem Lubelskim. Na horyzoncie widać świa¬tła Rawy Ruskiej. Niewiele osób tak daleko się zapuszcza. Bo i po co?

Znajduje się tam wioska. Przed wojną mieszkali w niej Ukraińcy. Mieli jedną dużą cerkiew, siedem małych kapliczek-cerkiewek i wielkie sady. Po wojnie, w ramach Akcji „Wisła” Ukraińców wysiedlono, kapliczki zburzono, sprowadzono nowych ludzi, założono PGR, a buldożery zrównały sady z ziemią. Powo¬jenne władze wprowadzając nowy porządek, oparty na kryterium etnicznym, tłumaczyły się m.in. zlikwidowaniem band UPA (Ukraińskiej Powstańczej Armii) i OUN (Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów). Nadal bowiem prowadziły one walki przeciwko Polakom.

W tej wiosce, przy ocalałej cerkwi, mieszkają siostry zakon-ne. Kilka z nich to emerytki, które przez lata pracowały w PGR-ze przy krowach. Jedna, z rodziny ziemiańskiej i z doktoratem z medycyny; druga, po studiach na KUL-u, o moich profesorach mó¬wi zdrobniałymi imionami. A ta trzecia urodziła się na Wołyniu przed wojną. Jej wspomnienia z dzieciństwa: uciekają, uciekają, ona z siostrą schowana w zbożu, modlą się, żeby umrzeć razem. Ojciec już nie żyje, pochowany gdzieś w pośpiechu, pod krzakiem.

Genocidium atrox 

Termin ten, wprowadzony przez Ryszarda Szawłowskiego, profesora prawa międzynarodowego, oznacza „ludobójstwo straszne, dzikie”. Taki charakter miały wydarzenia na Wołyniu, które kulminację osiągnęły w 1943 roku. Przybrały one postać niezwłocznej eksterminacji fizycznej (wymordowania) wszystkich Polaków, na których natknięto się w danym miejscu. W dużo mniejszej skali dotknęło to też Rosjan, Ukraińców, Ormian, Czechów oraz przew i kobiety w ciąży, stosując znane od XVII wieku prymitywne metody zadawania śmierci. Wykonawcami, obok banderowskiej UPA, byli ukraińscy chłopi, sąsiedzi, czasem kobiety, a nawet dzieci, zajmujące się masowym rabunkiem mienia, podpaleniami i dobijaniem rannych Polaków. Działo się tak mimo nieraz wzajemnej (rzekomej?) przyjaźni czy wręcz istniejących w stosunku do pewnych Polaków długów wdzięczności. W sumie historycy podają, że między 1939 a 1945 zostało zamor-dowanych od 30 do 60 tysięcy osób.

Podobnie rzecz się miała po drugiej stronie globu w Ruandzie, gdzie w ciągu około stu dni (od kwietnia do lipca 1994 r.), wymordowano od 800 tys. do miliona osób. Członkowie plemienia Hutu, biorąc odwet za lata ucisku i odsunięcia od władzy, zabijali swoich sąsiadów, znajomych, współpracowników oraz krewnych, należących do ple¬mienia Tutsi. Konflikt etniczny podżegany przez propagandę (głównie radio i gazety), narastał latami, od momentu uzyskania niepodległości w 1962 roku. Walka o władzę często kończyła się wojną domową, przynosząc śmierć raz jednym, raz drugim członkom zwaśnionych stron.

Ludobójstwo na Wołyniu nie było zjawiskiem spontanicznym. Poprzedzał je szereg wydarzeń i procesów, zainicjowanych przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów, powstałą w 1929 roku. Agitacja polegała głównie na wzniecaniu nienawiści i wywoływaniu poczucia krzywdy doznanej od „Lachów”. Na zebraniach wiejskich głoszono, że dopóki choć jeden Polak będzie żył na ukraińskiej ziemi, to nie uda się zdobyć samodzielnego państwa. Ukraina miała być tylko dla Ukraińców. Ukraińscy rolnicy, przeważnie niepiśmienni, łatwo poddawali się nacjonalistycznej propagandzie.

Przypadki mordów Polaków zdarzały się od 1939 roku. Nie wzbudzały one jednak ogólnego niepokoju, gdyż w czasie wojny krążyły po lasach zarówno polskie, jak i ukraińskie grupy bandyckie, których ataki połączone były często z rabunkiem mienia. Od końca 1942 r. ataki te nasiliły się, by w 1943 r. przyjąć skalę masową. Dopiero w 1944 roku, wraz z wycofaniem się wojsk niemieckich, fala mordów znacznie zmalała, pozostawiając po so¬bie wyludnione wsie i osobiste tragedie bliskich.

Polacy, znajdujący się w mniejszości (na jednego Polaka przypadało sześciu Ukraińców), w miarę możliwości starali się nie być bierni. Pod wpływem tragicznych wieści napływających od ocalałych uciekinierów, tworzono oddziały samoobrony, wspierane przez działające na tych terenach oddziały Armii Krajowej. Przykładem może być uwieńczona sukcesem obrona Przebraża. Często jednak nie ograniczano się tylko do samoobrony, lecz przeprowadzano krwawe akcje odwetowe (zwłaszcza w latach 1944-1945). Na Lubelszczyźnie oddziały polskiej partyzantki podejmując ofensywę, spaliły ponad 20 ukraińskich wsi, m.in. Sahryń. Pomiędzy lutym a kwietniem 1945 r. spalono szereg innych w pasie od Lubaczowa po Sanok, w tym wieś Pawłokoma. Śmierć według różnych obliczeń poniosło tam od 150 do 366 Ukraińców. Ogólnie przyjmuje się, że z rąk Polaków zginęło ich na Wołyniu 2-3 tysiące.

Nieszczęście wieloetniczności

Mówimy o wojnie, która (ponoć) ma swoje prawa. Wydaje się jednak, że przedwojenny, wielokul¬turowy, barwny świat – my już takiej Polski nie znamy – również nie był przyjazny. Może nie było w nim zbrodni, jednak terytorialna, fizyczna bliskość ludzi innego języka, religii, mentalności nie otwierała ich automatycz¬nie na siebie. Isaac Bashevish Singer, urodzony w podwarszawskim Leoncinie i wychowany w żydowskiej dzielnicy Warszawy, podobno w ogóle nie znał polskiego. Jeśli nie było naglącej potrzeby kontaktu z „obcy-mi” (np. sprawy urzędowe czy interesy) – nie nawiązywano go. Ślady takiego podejścia znajdziecie w książkach Prusa, Reymonta, Żeromskiego. Znał je dobrze twórca esperanto, Ludwik Zamenhof, chłopak z polsko-rosyjsko-żydowsko-niemieckiego Białegostoku, piszący w listach o „nieszczęściu wieloetniczności”.

To, że geograficznie jesteśmy na siebie skazani, nie gwarantuje porozumienia. Otwartość na innych to decyzja woli. Tak samo jak przebaczenie.

Pamiętać i wybaczyć

Skoro przebaczenie jest decyzją, czy możliwe jest przebaczenie tak okrutnych zbrodni? Tak! Lecz, niestety, nie ma na to gotowej recepty.

Ktoś może pomyśleć: cóż Wołyń? Z mojej rodziny nikt tam nie zginął. W mojej rodzinie nikt nikogo nie zamordował. Nie mam komu czego przebaczać. Nie muszę nikogo prosić o przebaczenie. Było, minęło. Otóż, jak mawiał (o Katyniu) śp. Stefan Melak, ofiara katastrofy pod Smoleńskiem – tam zginęły tysiące ludzi. Tysiące ludzi. To są całe miasta. Skąd wiesz, że nie ma tam nikogo z Twoich?

Tysiące ludzi uwikłanych w zabójczą spiralę krzywdy i odwetu. Przemnóż to przez wszystkie wojny w czterech stronach świata.

Zapomnienie, zatarcie tragedii w pamięci ludzkiej i historycznej nie stworzy pojednania między poszczególnymi osobami, tym bardziej całymi narodami. Zapomnienie byłoby naiwnością, a przebaczenie nie jest naiwne. Angielskie przysłowie mówi, że kto nie pamięta o przeszłości, jest skazany na to, by się powtórzyła. Ponadto rozum podpowiada, że kto raz skrzywdził, może to zrobić ponownie. Im bliżej siebie jesteśmy, tym większe ryzyko zranienia. Z drugiej strony, czy rozwiązaniem jest pielęgnowanie uraz? Przyczajenie się, do czasu, aż nadejdzie sposobność do zemsty? Taka postawa rodzi niepokój, potęgowany podejrzliwością. Co wtedy robić?

Kiedy młodsza córka moich przyjaciół próbuje uderzyć starszą – tamta chwyta siostrę za rękę. Sama nie zadaje ciosu, ale nie pozwala siebie skrzywdzić. Może tak trzeba? Pierwsze skojarzenie: to szaleństwo! Gdzież tu sprawiedliwość? Takie postępowanie nabiera sensu dopiero w innej perspektywie – w oczach Boga, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. „Radykalna nowość w przybyciu Mesjasza z mroków cierpienia i z rąk nieprzyjaciół polega głównie na tym, że nie przychodzi jako mściciel, ale jako Przebaczający [...] Bóg nie szuka zemsty. Jezus przynosi pokój, Ducha i przebaczenie. Jego wyciągnięta, przebita dłoń powstrzymuje płomień odwetu, przemocy, i mówi: Już dość!” (T. Halík). 

Światła w nocy

W wiosce na polsko-ukraińskim pograniczu jest miejsce na łące, które zwracało od dawna ludzką uwagę. Widziano tam w nocy światła, słyszano chóralne śpiewy. Ktoś z dawnych mieszkańców, komu udało się pozostać w okolicy mimo wysiedleń, rozpoznał miejsce: tam stała cerkiewka. Znaleziono fundamenty, resztki ścian, źródełko. Proboszcz podjął decyzję o odbudowie. Kapliczka będzie, tak jak poprzednio, dedykowana św. Michałowi Archaniołowi. Patronowi Ukrainy. Siostra Wołynianka na pewno przyjdzie na poświęcenie, jeśli tylko wystarczy jej zdrowia i sił. Pomimo całej przeszłości, która okaleczyła jej dzieciństwo i rodzinę, a jest nierozerwalnie związana z ukraińskimi napaściami. Ona sama pewnie zaprotestowałaby, gdyby przeczytała moje słowa: dla niej chyba to wszystko jest już proste. Skoro oddaje się życie Jezusowi, można pokonywać traumy przeszłości. Można żyć na pograniczu i być ikoną przebaczenia.

Tylko dzięki łasce Boga, tylko z Jego pomocą jesteśmy gotowi otworzyć się na innych i podjąć decyzję o przebaczeniu. To wymaga odwagi, lecz jest możliwe.

Patrzę na przygraniczne ugory, przyprószone świeżą zielenią. Zamykam oczy. Tu leżą zabite sady, zabite zaufanie i nadzieja, zabite tradycja i dziedzictwo. Jezu, zabity Baranku, Ofiaro za grzechy świata, Zmartwychwstały, który masz klucze śmierci i Otchłani – spraw, niech z tej śmierci tryśnie życie.