Sprawy ostateczne

(133 - listopad - grudzień 2004)

Niegasnące światło

ks. Grzegorz Strządała

Liturgia pogrzebowa to celebrowanie nadziei chrześcijańskiej

Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także nasza wiara (1 Kor 15,14).
Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał to daremne byłyby pogrzeby. Tylko zwyczaj i nic więcej.
A jednak Chrystus zmartwychwstał i dzięki temu liturgia za zmarłego ma całkowite uzasadnienie. Liturgia pogrzebowa to ugruntowanie prawdy zmartwychwstania i życia w naszej egzystencji. Liturgia z swojej natury wprowadza nas w tajemnicę życia wiecznego. Po śmierci staje się swoistym ukoronowaniem ziemskiego uczestnictwa tego człowieka w misterium paschalnym.
Liturgia pogrzebowa to celebrowanie nadziei chrześcijańskiej. Prośba także o oczyszczenie z grzechów i dopuszczenie do społeczności świętych. A więc obok treści paschalnych jest obecny także charakter pokutny, a właściwie przebłagalny: wołanie o Boże Miłosierdzie dla zmarłego. Stąd też często stosowany kolor fioletowy szat liturgiczny.
Liturgia ta niejako przekłada na ludzki los treści zawarte w obchodach całego Triduum Paschalnego. Jest treść Męki i Śmierci w fakcie odłączenia człowieka od żywota doczesnego, a równocześnie radość ze Zmartwychwstania Chrystusa, dzięki któremu rozlewa się Boże Miłosierdzie i mamy otwarty dostęp do Ojca. Modlitwa ta jest błaganiem o wejście do krainy życia wiecznego.
Wychodząc z podobieństwa do Triduum Paschalnego najistotniejszą treścią staje się zwycięstwo Chrystusa nad śmiercią. O tym przypomina już w pierwszym zdaniu wprowadzenie umieszczone na początku podręcznika z obrzędami pogrzebowymi: W obrzędach pogrzebowych swoich dzieci Kościół obchodzi z wiarą paschalne misterium Chrystusa i modli się, aby ci, którzy przez Chrzest zostali wszczepieni w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, z Nim przeszli przez śmierć do życia. Ta treść przewija się w czytaniach biblijnych, formularzach i prefacjach, powinna być obecna także w stosowanych pieśniach.
Niestety, zdarzają się parafie, gdzie treści zmartwychwstania w pieśniach się nie uświadczy, a cała uwaga skupiona jest na pożegnaniu ze zmarłym. Jakże ważne jest, by pogrążona w żałobie rodzina zmarłego wtedy nie tylko usłyszała, ale też zaśpiewała prawdę zmartwychwstania. Śpiew będący odpowiedzią na Słowo Boże jest potwierdzeniem przyjęcia tej prawdy. Jak ważne jest, by w ich ustach zabrzmiało przekonanie, że Chrystus jest Zwycięzcą śmierci, piekła i szatana, że wychodzi z grobu dnia trzeciego z rana, czy zapewnienie, że Jezus właśnie teraz mówi: A Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Trudno może śpiewać wtedy Wesoły nam dzień dziś nastał, ale na pewno cenne jest pocieszenie: otrzyjcie już łzy, płaczący… bo zmartwychwstał…
Powstaje przy okazji pytanie, jak zastosować to do Wielkiego Postu? Liturgia nie przewiduje osobnych obrzędów na Wielki Post. Są osobne formularze na Okres Wielkanocny, które jeszcze dobitniej podkreślają fakt zmartwychwstania. Pytanie więc powstaje: co z allelujatyczną aklamacją, np. przed Ewangelią? W obrzędach pogrzebu nie ma mowy o zastępowaniu tej aklamacji, co np. w obrzędach Sakramentu Małżeństwa jest zaznaczone. Osobiście twierdzę (proszę tego nie uważać za dogmat), że nawet w śpiewie przed Ewangelią pojawiające się Alleluja w Wielkim Poście nie sprzeciwi się duchowi liturgii.
Prawda zmartwychwstania może pojawić się też w dekoracji. Koło trumny można mianowicie postawić paschał — Światło Chrystusa Zmartwychwstałego. Także świece przy trumnie czy później na grobach są symbolem lepszego życia.
Także kolor szat liturgicznych nie musi być fioletowy. Ze smutkiem stwierdzam, że już mało gdzie się spotyka ornaty i stuły czarne. To nie jest tylko kolor żałoby. W średniowieczu kolor ten był interpretowany jako symbol wzgardzenia światem, pokory i skromności. Tu bardziej trzeba by widzieć symbolikę porzucenia świata i schronienia w Bogu. Kolor czarny jest też kolorem odświętności. Nawet przy interpretacji czerni jako koloru nocy i grzechu, spod niego wydobywa się biel wnosząca nadzieję rychłego zwycięstwa nad śmiercią. A może przez głębszą refleksję nad tym misterium dojdziemy do wniosku, że należałoby rozpowszechnić białe szaty liturgiczne na pogrzebach, jak to miało miejsce w Konarzewie na pogrzebie ks. Stanisława Hartlieba, a wcześniej jeszcze na pogrzebie ks. Wojciecha Danielskiego?
Wbrew może czasami nawet zatrważającej nazwie, bardzo podniosły i wręcz radosny charakter ma zwieńczenie liturgii w kościele zwane ostatnim pożegnaniem. Malowniczo przejście do życia wiecznego opisuje śpiewana w radosnym nastroju pieśń na ostatnie pożegnanie: Przybądźcie z nieba na głos naszych modlitw, mieszkańcy chwały, wszyscy Święci Boży; z obłoków jasnych zejdźcie aniołowie, z rzeszą zbawionych wyjdźcie na spotkanie. W pieśni tej podkreślony jest majestat, z jakim człowiek jest przyjmowany w domu Ojca.
Na Śląsku (i nie tylko) zamiennie śpiewa się również pieśń, która wprost mówi o powrocie do wspaniałego domu Ojca: Dziś moją duszę w ręce Twe powierzam, mój Stworzycielu i najlepszy Ojcze. Do domu wracam, jak strudzony pielgrzym, a Ty z miłością przyjmij mnie z powrotem. Zwrotki zaś mówią o niegodności człowieka wobec Bożego majestatu: …Wstyd mnie ogarnia, że przed Tobą stanę, tak niepodobny, Boże mój, do Ciebie. Nie karz mnie za to zbyt surowym sądem, rozpoznaj, Ojcze, swoje dziecko we mnie. Tułaczka moja już dobiegła kresu, dla moich oczu słońce ziemi zgasło. W Tobie, mój Panie, znajdę pokój wieczny, Ty będziesz dla mnie nie gasnącym światłem.
Sama nazwa tej części liturgii wbrew pozoru nie jest pesymistyczna. Po raz ostatni się żegnamy, ale wyrażamy wiarą, że spotkamy się w Królestwie Ojca, gdzie już się nie rozstaniemy i pożegnania nie będą miały uzasadnienia. A tam już tylko radość wieczna, do której niech zawiodą aniołowie.
Pogrzeb nie jest więc najsmutniejszą celebracją. Jest w nim dużo radości wypływającej z nadziei, która zawieść nie może (por. Rz 5,5).
Warto jeszcze zwrócić uwagę na jeden aspekt. Liturgia ta ma oddziaływać „dwustron-nie”. Ma nie tylko wypraszać życie wieczne dla zmarłego, ale jest ukierunkowana również na uczestników liturgii. Jest postawieniem pytania o moją wiarę. Jeśli wierzę, ufam i kocham to odnajdę w niej ukojenie.
Na zakończenie chciałbym przytoczyć historię z mojej diecezji, choć nie związaną wprost z samą liturgią. Niedługo po moich prymicjach u Eweliny odkryto raka, który się rozwijał. Z czasem cierpienie było coraz potężniejsze. Ona jednak z ufnością przyjmowała ten ból, ofiarując go w powierzanych sobie intencjach, stając się niesamowitym oparciem w Diecezjalnej Diakonii Modlitwy. Mimo bólu zachowała pokój. Zmarła w czasie szczególnym: w noc zmartwychwstania, choć lekarze przewidywali śmierć wcześniej. Dla nas był to znak oczywisty.
Brama do życia — to najważniejsza treść liturgii pogrzebowej. Ileż w niej optymizmu…