Słuchać Pana

(173 - lipiec - sierpień 2010)

Niewytłumaczalne

ks. Krzysztof Mierzejewski

Znaki, które mogą być nadprzyrodzonym potwierdzeniem świętości jakiejś osoby, równie często przeszkadzają jak pomagają w odczytaniu przesłania konkretnego świętego

Objawienia, cuda, cudowne miejsca, teksty modlitw o niezwykłej mocy, niezwykłe przedmioty. Nieprzeliczone rzesze pielgrzymów przemierzające setki kilometrów, aby dotknąć niezwykłości, by zobaczyć niewytłumaczalne. Jaki wpływ na naszą wiarę mają te wszystkie niezwyczajności – czy sprawiają, że nasza więź z Chrystusem jest coraz ściślejsza, czy też zamykają na Boga objawiającego się w prostej codzienności?

Szukanie tego, co nadzwyczajne, co przekracza kategorie ludzkiego myślenia, pojmowania rzeczywistości, jest głęboko wpisane w naturę człowieka. Z jednej strony może to wynikać z naszej otwartości na to, co duchowe, czego nie zmierzy ni szkiełko, ni oko, jednak z drugiej – może przemienić się w niezdrowe szukanie sensacyjek, spektakularnych uniesień, które niekoniecznie przysłuży się pogłębianiu wiary rozumianej jako osobista więź z Chrystusem. Warto przyglądnąć się bliżej niektórym fenomenom religijności naszych czasów. Nie po to, żeby wydawać sądy. Raczej po to, by lepiej poznać i świadomie odnaleźć własne miejsce w tej religijnej konstelacji.

Objawienia

Jednym z najbardziej interesujących niezwykłych wydarzeń, jakich ludzka religijność doświadcza na przestrzeni wieków są objawienia prywatne. Już sama nazwa dużo o nich mówi. Mają one zawsze charakter prywatny, są skierowane do konkretnej osoby bądź społeczności. I choć zdarza się, że dotyczą wszystkich członków Kościoła, czasem wręcz całej ludzkości, nadal pozostają objawieniami prywatnymi. Kościół w swojej mądrości, nawet po zatwierdzeniu takich objawień (jak np. w Lourdes czy Fatimie) nie wymaga od wiernych przyjęcia ich jako prawdziwych źródeł objawienia. Poza tym wspólną cechą objawień prywatnych jest to, że nie wnoszą one do depozytu wiary niczego nowego – co najwyżej przypominają i odświeżają prawdy, które zostały przez wierzących zepchnięte na margines. Tak było choćby ze św. Faustyną i Bożym Miłosierdziem.

Jednak zanim Kościół uzna konkretne objawienia za prawdziwe, z zasady jest raczej nieufny wobec coraz to nowszych doniesień o takiej czy innej nadprzyrodzonej ingerencji w bieg wydarzeń. Istnieją kryteria, które pozwalają odróżnić objawienia od zwykłej mistyfikacji bądź też zbadać źródło objawień, którym niekoniecznie musi być Bóg. Zawsze w takich przypadkach należy najpierw wykluczyć chorobę psychiczną, zbadać kwalifikacje moralne świadka objawień, zgodność merytoryczną objawień z depozytem wiary, skutki objawień, itd.

Z objawieniami często łączą się szczególne obietnice Pana Jezusa lub Matki Bożej związane z udzieleniem konkretnych łask pod pewnymi warunkami. Oprócz tych tradycyjnych, jak pierwsze piątki czy soboty miesiąca, można znaleźć wśród nich i bardziej wyszukane, jak choćby szczególna modlitwa, która zapewnia wybawienie z czyśćca konkretnej ilości dusz albo trwale chroni oranta przed jakimś złem fizycznym, np. ślepotą. Wszystkie te obietnice mają bogatą warstwę historyczną, przez którą współczesnemu człowiekowi trudno się przedrzeć. Niektóre mogą się nam nawet wydać absurdalne, jednak z całą pewnością nie były takimi dla przedstawicieli epoki, w której zostały objawione.

Uzdrowienia

Kolejną grupą niezwykłych fenomenów religijności są uzdrowienia. Kościół nie tylko uznaje możliwość nadprzyrodzonej ingerencji w stan zdrowia człowieka, ale wręcz traktuje uzdrowienie fizyczne jako dowód na świętość kandydata na ołtarze, wymagany do jego beatyfikacji czy kanonizacji. Uzdrowienia wiążą się z modlitwą do świętego patrona, ale także z obecnością w cudownym miejscu, np. w miejscu niegdysiejszych objawień. Aby poznać skalę takich uzdrowień wystarczy zobaczyć wota, jakie wierni przywożą do sanktuariów bądź świadectwa pisemne, które zostawiają na dowód doznanej nadzwyczajnej łaski. Wiele z takich uzdrowień zawiera dokładną dokumentację lekarską i z medycznego punktu widzenia – świadectwo niewytłumaczalności.

Cudowne przedmioty

Obok objawień i cudownych uzdrowień chrześcijaństwo dysponuje całym szeregiem rzeczy będących milczącymi świadkami niezwykłych wydarzeń. To szeroka gama przedmiotów, w której zawierają się m. in. całun turyński, krew św. Januarego, fragmenty ludzkich narządów i tkanek powstałe w czasie eucharystycznej konsekracji (tzw. cuda eucharystyczne), zwłoki świętych, które nie uległy rozkładowi i wiele innych. Podobnie jak w poprzednich przypadkach Kościół opiera swój osąd na danych naukowych. Czasami nie wyraża swojego zdania ani nie potwierdzając cudownego charakteru jakiegoś przedmiotu, ani mu nie zaprzeczając (tak jest w przypadku całunu turyńskiego).

Cudowność kontrowersyjna

Wielu chrześcijan, zwłaszcza głęboko wierzących, ma spory problem z wszelkimi cudownościami. W większości przypadków nie dzieje się tak bez słusznych powodów. Jeśli ktoś ma głęboką, osobową więź z Chrystusem zazwyczaj pozostaje sceptyczny wobec cudownych wydarzeń, które uznaje za niepotrzebne fajerwerki. W takim myśleniu można odczytać echo słów Jezusa skierowanych do Apostoła Tomasza: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (J 20,29).

Są też tacy, którzy poszukują tego, co niewyjaśnione, niewytłumaczalne. Jest im to potrzebne jak powietrze. Bez opamiętania niemal szukają nadzwyczajnych darów, rzeczy, wydarzeń czy miejsc. Potrafią w tym celu bardzo wiele poświęcić, przebyć długą i uciążliwą drogę, żeby tylko dotknąć, doświadczyć czegoś, co umocni ich wiarę.

Jest i trzecia grupa ludzi wierzących, można powiedzieć – wypośrodkowana. Korzystają z cudownych zdarzeń, ale nie opierają na nich swojej wiary, nie wpływają one znacząco na jakość ich życia, ich kontaktu z Bogiem.

Jaka jest zatem właściwa relacja pomiędzy osobową wiarą w Jezusa a cudami? Czy wiara powinna otwierać nas na cuda, czy raczej cuda powodować wiarę? Oba kierunki są obecne w Ewangeliach. Synoptycy różnią się tu od św. Jana. W Ewangeliach synoptycznych cud dokonuje się w wyniku głębokiej wiary tego, kto o cud prosi. Jezus zanim dokona cudu, pyta o wiarę. Niekiedy mówi wręcz, że wiara kogoś uzdrowiła (por. Łk 17, 19; 18, 42; Mk 10, 52). Tymczasem w Ewangelii Jana jest odwrotnie. To cuda mają budzić wiarę. Jezus dokonuje cudów, aby dać świadectwo o swym Boskim posłannictwie (por. J 2, 11; 14, 11). Biorąc pod uwagę fakt, że Jezus dał władzę czynienia cudów swoim uczniom można śmiało powiedzieć, że zarówno cudowne zdarzenia winny budować wiarę, jak i prawdziwa wiara winna dostrzegać cudowne działanie Boga w ludzkiej historii. Także w tej spektakularnej formie, jaką są  wyżej opisane fenomeny.

Istotnie, cuda zazwyczaj prowadzą do wiary. Ileż nawróceń do wiary prawdziwej przeżywają osoby odwiedzające święte miejsca. Mogłyby o tym zaświadczyć konfesjonały każdego niemal sanktuarium. Z drugiej zaś strony wiele osób głęboko wierzących doświadcza cudownych zdarzeń, jak choćby cudu uzdrowienia. Cud jest użyteczny w sensie zbawczym o tyle, o ile prowadzi do pogłębienia wiary osobowej. Owszem, wiara taka może swobodnie rozwijać się bez jakiegokolwiek cudu. Paradoksalnie od strony czysto formalnej, proces beatyfikacyjny osoby, z którą nie wiążą się żadne cudowne wydarzenia jest znacznie prostszy niż analogiczny proces  kogoś, kto posiadał dary nadprzyrodzone. Skoro dotykamy tematu świętych, warto nadmienić, że znaki, które mogą być nadprzyrodzonym potwierdzeniem świętości jakiejś osoby, równie często przeszkadzają jak pomagają w odczytaniu przesłania konkretnego świętego. Każdy wie o stygmatach i bilokacji św. ojca Pio, mało kto jednak czerpie z jego tekstów zachętę do życia wiary. Podobnie jest ostatnio z Janem Pawłem II. Książki związane z cudami, które dzieją się za jego wstawiennictwem, opowiadające o różnych tajemnicach jego pontyfikatu sprzedają się znacznie lepiej niż choćby dokumenty zawierające nauczanie naszego wielkiego Rodaka.

 

Co zatem robić? Jak podchodzić do wszelkiego rodzaju cudowności? Piękną zasadą jest ta, o której już pisałem, a jaką stosuje Kościół wobec uznanych przez siebie nadprzyrodzonych zdarzeń. Można wierzyć, ale nie trzeba. Wolność w służbie wiary. Jako, że dobre jest to wszystko, co pomaga nam być bliżej Boga, nawet jeśli dla kogoś innego nie jest po temu konieczne.