Praca nad sobą

(176 - styczeń 2011)

O czym szumi wiatr

Wiola Szepietowska

Chociaż Republika Mołdo­wy – bo tak brzmi ofi­cjalna nazwa tego kraju – leży w Europie, przez lata nie kojarzyłam tej nazwy z naszym kontynentem. Ba, kto z nas sły­szał o Mołdowie? Mołdawia (zde-cydowanie bardziej swojska i znajoma nazwa), maleńki kraik, wciśnięty między Ukrainę a Ru­munię, której przez lata był pro­wincją, wydaje się leżeć na koń­cu świata. Została włączona do ZSRR pod koniec II wojny świa­towej. Już w 1991 roku uzyskała niezależność, ale siły rosyjskie pozostały na wschodnim brzegu Dniestru, stając się protektorem przeważającej w tym rejonie lud­ności słowiańskiej, złożonej głównie z Ukraińców i Rosjan, która proklamowała Republikę Naddniestrza. Tej granicy nie ma na żadnej mapie świata, ale jest bardzo realnie obecna w życiu mieszkańców – choćby przez to, że nie sposób się dodzwonić do rodziny mieszkającej po jej drugiej stronie.

Ziemie między Prutem a Cze-remoszem przywołują wspo­mnienia o Polsce „od morza do morza”. Stepy szerokie, barw­ne opowieści o rajskiej Besarabii na­leżą do kresowego dziedzic­twa Polaków. W północnej Moł­dawii na każdym kroku można spotkać różnego rodzaju poloni­ca, wielu ludzi przyznaje się do polskich korzeni, wielu zachowa­ło, mimo niesprzyjających warun­ków, świadomość narodową i uważa się za Polaków. Tak jest też w Bielcach, gdzie mieszkają Julia i Igor Deliu z Anią i Saszą.

Miasto ma obecnie zdecydo­wanie rosyjski charakter, ale w XIX wieku Polacy stanowili tam gospodarczą elitę. Magnesem przyciągającym ich do tego miasta był fakt, że istniała w nim od roku 1828 katolicka parafia, składająca się z Ormian i Pola­ków i odgrywająca w życiu mia­steczka znaczącą rolę.

Tutaj zaczyna się nasza opo­wieść.

Wołanie

Ks. Jacek Puć do Mołdawii przy­jechał w zasadzie przypadkiem na początku lat 90. XX wieku. W Bielcach znalazł się, gdy tutej­szej wspólnocie udało się już od­zy­skać poormiański kościół. W ty­godniu na msze święte przy­cho­dziło wtedy po kilka, w nie­dziele kilkadziesiąt osób. Miesz­kał przy kaplicy zorganizowanej w pry­watnym domu, prowadził tam całe duszpasterstwo, a z nie­wiel­ką grupą wiernych kontynu­ował remont kościoła. Aby para­fia za­częła się rozwijać, postano­wił jej odrodzenie połączyć z od­rodze­niem w Bielcach polskości. Z je­go inicjatywy powstało Sto­warzy­szenie „Dom Polski”, które roz­poczęło różnoraką działal­ność, co spowodowało napływ ludzi do parafii. To on także za­czął starania o budowę obecnego ko­ścioła w centrum miasta.

Na przełomie września i paź-dziernika 2004 roku właśnie do tej parafii został zaproszony ks. Stanisław Orzechowski z Wrocła­wia, by poprowadzić mi­sje świę­te. Waldek Bykowski, jeden z uczestników wyjazdu, został poruszony opowieściami kilku małżeństw, które dzieliły się z nim pragnieniem życia z Bo­giem. „Nie zapomnę pożegnania z nimi, kiedy stojąc pod kościo-łem, w wieczornym chłodzie i deszczu pytali: «Co z nami bę-dzie? Co mamy robić?» Prosiłem ich tylko, by wytrwale się modlili i zaufali, że Bóg sły­szy to woła-nie” – wspomina.

Po tych rekolekcjach, jesienią 2004 roku, Julia i Igor powołali do życia małą grupę, złożoną z kilku par małżeńskich i zaczęli się systematycznie spotykać. Na początku wybierali temat doty­czący na przykład małżeństwa czy rodziny i rozmawiali o nim. Jednak nie bardzo mieli wizję te­go, jak te spotkania miałyby wy­glądać, co mieliby robić. Szukali rodzin chrześcijańskich, szukali objawów wiary, jak to trzeba ro­bić w krajach byłego Związku Radzieckiego. Mieli potrzebę ser­ca, aby żyć w inny sposób niż ten lansowany przez świat, chcieli brać przykład z mał­żeństw sakramentalnych, aby żyć w małżeństwie po chrześcijań­sku. Trudno im było znaleźć po­moc, bo wszyscy potrzebowali wzorców.

Wiosna

W 2006 roku wspólnota „Wiosna Rodzin” spotykająca się w dusz­pasterstwie ks. Orzechowskiego sfinansowała pobyt w Polsce kil­ku rodzin z Mołdawii i Naddnies-trza. Mieszkały one przez tydzień u polskich rodzin, poznawały się, zawiązywały relacje, a póź­niej wspólnie przeżywały tygo­dniowe rekolekcje. Waldek By­kowski zapytał wtedy Jolę i Jurka Prokopiuków, czy mogliby go­ścić jedną z nich. Ponieważ ci akurat nie planowali wyjazdów, zgodzili się bez oporów. To u nich zamieszkali Julia i Igor.

 

„Małżeństwo, które gościli­śmy” – opowiada Jurek – „było w jakiś sposób wyjątkowe. Wy­daje mi się dziś, że ta wyjątko­wość polegała na niezwykłej gor­liwości o to, by poznawać Boga. Nie wiem dlaczego, ale miałem przekonanie, że jest w nich jakiś niezwykły potencjał duchowy”. O Julii i Igorze wiele opowiadali swojemu kręgowi. O ich żywej wierze, zaangażowaniu i o tym, jak po intensywnym dniu peł­nym spotkań, konferencji, zwie­dzania, po położeniu dzieci spać, siadali do modlitwy małżeńskiej, przy świecy stawianej na białej serwetce, które przywieźli ze so­bą. Jak sami powiedzieli, dopiero po przyjeździe do Polski i miesz­kaniu wśród rodzin poczuli, że tak właśnie chcieliby żyć.

Rekolekcje w Polsce pozwoli­ły młodym rodzinom z Bielc uwierzyć w siebie i umocniły ich w wierze. Sporadyczne kontakty mailowe pokazały, że zostały na­wiązane relacje, że jest w moł­dawskich rodzinach oprócz wdzięczności nadzieja na dalsze owoce i rozwój wiary.

Wtedy w Jurku zrodziło się przekonanie, że warto by z Julią i Igorem podzielić się doświad­czeniem Jezusa, które było ich udziałem dzięki Ruchowi Świa­tło-Życie. Akurat Aida i Tadeusz Matysowie z ich kręgu organizo­wali pierwszy stopień. Postarali się wspólnie wciągnąć całą Ma­ciejówkową wspólnotę do pomocy w sfinan­sowaniu przy-jazdu rodziny z Bielc. Tematem pracy rocznej Ruchu było wtedy hasło „Idźcie i głoście”…

W 2007 roku wrocławska „ini-cjatywa mołdawska” zaczęła być realizowana dwiema, pozor­nie zupełnie odrębnymi, ścieżka­mi.

Gorąca linia

W lipcu 2007 roku Julia i Igor przyjechali na rekolekcje do Pol­ski. Nie wiedzieli, co się będzie działo, ale z ochotą wyruszyli pociągiem w trwającą 26 godzin podróż: z kilkoma przesiadkami, z dwójką małych dzieci, z wóz­kiem, kołderkami, kocykami, ba­gażami. Ania miała wtedy trochę ponad 2 latka, a Sasza 5. Igor otrzymał jedynie 10 dni urlopu częściowo płatnego, a za resztę żadnego wynagrodzenia (takie są realia mołdawskie – a trzeba pa­miętać, że ich wyjazd na oazę do Polski trwał około 19 dni). I był to dla nich jedyny właściwy wy­bór spośród wielu. Po powrocie do domu musieli się borykać z brakiem pieniędzy.

Okazało się, że w czasie re­kolekcji nie doświadczali żad­nych barier ani kulturowych, ani językowych (zresztą część materiałów dla nich i małżeństwa z Kazachstanu, które również uczestniczyło w tych rekolek­cjach, została przetłumaczona na język rosyjski). Wkrótce po przy­jeździe poczuli, że odnaleźli to, czego szukali. Spontanicznie po­jawiła się u nich chęć kontynu­acji for­macji. Po powrocie do do­mu chcieli wszystkim opowie-dzieć, czego doświadczyli w cza-sie spo­tkania z Bogiem i ludźmi we wspólnocie – że można żyć ina­czej, głębiej, że Pan Bóg po­wołuje małżonków do jedności. Jak mówią – to właśnie na reko­lekcjach nauczyli się mo­dlić Sło­wem Bożym, na­uczyli się mo­dli­twy małżeńskiej opartej na Sło­wie Jezusa i Na­miotu Spotka­nia. Wcześniej mo­dlili się wspól­nie, ale bez tek­stów Pisma św. Moc­no doświad­czyli działania Pana Boga w mał­żeństwie i wspólno­cie, w rodzi­nie. Wyje­chali umoc­nieni i silni. Jednak w swojej wspólnocie nie znaleźli ta­kiego samego za­pału, gdyż bar­dzo róż­ne były ich doświadcze­nia.

 

Julia i Igor uczestniczyli w ko­lejnych latach w oazach rodzin II i III stopnia. Po tych latach Aida i Tadeusz stwierdzają, że to chy­ba właśnie dla nich, chociaż na pewno nie tylko, Pan Bóg ich uzdalniał i powoływał do prowa­dzenia pod rząd (rok po roku) kolejnych trzech stopni rekolek­cji. O swoich kontaktach z Julią i Igorem mogliby napisać książ­kę. Współpraca trwa nieustannie od 2007 roku. Na początku były to akcje zbierania funduszy na przy­jazd i pobyt na rekolekcjach. „Zawsze jesteśmy do ich dyspo­zycji, gdy potrzebują naszej po­mocy czy rady” – stwierdzają. „Kupujemy im z własnych zaso­bów i przekazujemy zeszyty for­macyjne i inne pozycje książko­we Ruchu. W okresach trudnych nasza linia Skype z Mołdawią by­wała rozgrzana do czerwoności. To również dla ta­kiej potrzeby Pan Bóg umożliwia nam kontakt ze światem za po­mocą łączy in-ternetowych. Dla naszych kon-taktów z Julią i Igo­rem to błogo­sławiony sposób wręcz natych- miastowego rozwią­zywania trud­ności i zaspokojenia potrzeb uzy­skania porady czy pociechy”.

Przyjaciele na wschodzie

Drugą nitkę pociągnęli ze Wspól­notą „Wiosna Rodzin” Jola i Jurek Prokopiukowie. „Dość niespo­dziewanie zgłosił się do nas po­nownie Waldek Bykowski, pro­sząc, aby poprowadzić rekolek­cje dla nowej grupy małżeństw, które miały przyjechać z Mołda­wii” – wspomina Jurek. – „Ode-braliśmy to jako wezwanie od Pana i w 2008 roku z o. Krzysz­tofem Antoniewiczem SJ popro­wadziliśmy w Lanckoronie reko­lekcje ewangelizacyjne, a w 2009 roku rekolekcje postewangeliza- cyjne dla rodzin z Polski i Mołda­wii, oparte o ele­menty forma­cji Ruchu Światło-Życie. Jarek i Mał­gosia Herma­nowie wspierali nas jako Diako­nia Muzyczna, Janka Wytrwał z naszej wspólno­ty przygotowała rosyjskie tłuma­czenia materiałów rekolekcyj­nych, a wspólnota DK Gajków – Kamieniec – Wojnów współfi­nansowała te rekolekcje. W mo­jej pamięci pozostało nie­zwykłe doświadczenie jedności i współ­pracy z różnymi wspólno­tami z Wrocławia, które były za­anga- żowane w organizację. Sami wie­le się nauczyliśmy, choćby dzia­łania w wierze. Przykład: bu­dżet na początku każdego poby­tu Mołdawian nigdy się nie do­mykał, ale Waldek Bykowski (który był głównym organizato­rem) był przekonany, że jest to dzieło Boże, a skoro tak, to Pan się o nie zatroszczy. Rzeczywi­ście tak było. Z pobytu Mołda­wian w 2009 roku pamiętam sy­tuację, gdy na dwa dni przed ich wyjazdem brakowało pieniędzy na zakup biletów powrotnych. Wtedy, zupełnie niespodziewa­nie, dostałem sms (później do­wiedzia­łem się od kogo) z pyta­niem „Czy potrzebujecie jeszcze pienię­dzy?”, szybko odpisałem, że tak, i podałem, że 1000 zł. Se­kundy później nowy sms mówił, że ju­tro będą na moim koncie. Pan w ciągu chwili zatroszczył się o tych, którzy przyjechali, aby szu­kać Jego Królestwa”.

Owocem tych rekolekcji jest grupa małżeństw spotykająca się w parafii św. Józefa w Rybnicy na terenie Naddniestrza, niezwy­kle zaangażowa­na w życie para­fialne (ale nie jest to grupa Do­mowego Kościoła). Przez cały rok po re­kolekcjach utrzymywa-no stały kontakt z proboszczem, ks. Tadeuszem Magierowskim i rodzinami. W marcu 2010 roku Jurek wybrał się do Mołda­wii i Naddniestrza, aby zobaczyć, jak radzą sobie rodzi­ny, jakie są ich problemy.

„Po przejechaniu przez most na Dniestrze i granicy Republiki Naddniestrza, państwa nieuzna­wanego przez nikogo oprócz Ro­sji, od razu zauważyliśmy błysz­czące w słońcu wieże sąsiadują­cych ze sobą cerkwi prawosław­nej i kościoła katolickiego św. Jó­zefa, który był celem naszej po­dróży” – wspomina. – „To są­siedztwo jest znamienne – wszę­dzie spotykaliśmy się z mieszani­ną kultur, narodów i języków. Wieczorem rozmawialiśmy z ks. Tadeuszem o jego parafii. Gdy piętnaście lat temu rozpoczynał swoją posługę jako pierwszy ka­płan po prawie 60 latach oświe­conego materializmu i zburzeniu poprzedniej świątyni, wskazano mu teren starego cmentarza i śmietniska jako miejsce na ko­ściół. Do prowizorycznej kaplicy przychodziło 30 osób. Dziś para­fia to około 250 osób i piękna świątynia. 19 marca, dzień odpu­stu na św. Józefa, przekonuje mnie, że ten rodzący się na wschodzie Kościół żyje. Dziwne dla nas doświadczenie – liturgia sprawowana była w języku pol­skim i rosyjskim przez biskupa pochodzenia rumuńskiego, a nie-które pieśni śpiewaliśmy po ukraińsku! Tego samego dnia wieczorem spotkaliśmy się z mał­żeństwami, które przeżywały w Polsce reko­lekcje.

Mimo wielu codziennych trudności, często dla nas niewy­obrażalnych (przeciętne wyna­grodzenia to około 200 dolarów przy porównywalnych z naszymi cenach wypłacane są często czę­ściowo lub wcale) wielu z nich dzieli się z innymi tym, co posia­dają. Żenia i Katia, sami żyjąc skromnie, oddają jeszcze część tego, co posiadają i swój czas dzieciom z domu dziecka. Spra­cowane, twarde ręce Sierioży po­kazują, ile wysiłku włożył w bu­dowę Kościoła. Prawdziwe filary wschodniego Kościoła to jednak proste, starsze kobiety, które z narażeniem życia, wśród ko­mu­nistycznych prześladowań, prze­chowały wiarę, chrzciły i ka­techi­zowały.

W czasie tej podróży odwie­dziłem również w Bielcach rodzi­nę Igora i Julii oraz pozostałe ro­dziny. Podczas spotkania z nimi uświadomiłem sobie nagle, że chyba jestem świadkiem naro­dzin pierwszego kręgu Domowe­go Kościoła na terenie Mołdawii! To pewnie dlatego, że prowa­dzący Igor i Julia byli tak «prze-niknięci» charyzmatem Ru­chu Światło-Życie, że to przeko­nanie narzucało się samo”.

Drogi prowadzą do Bielc

Igor i Julia wraz z innymi mał­żeństwami z kręgu i parafii moc­no zaangażowali się w życie pa­rafialne. Julia pracuje w Caritasie w centrum dziennym dla dzieci i współuczestniczy w organizacji różnego rodzaju kier­maszy, festy­nów, świąt, uroczy­stości. Robią i sprzedają wraz z dziećmi i do­ro­słymi kartki świą­teczne, ozdo-by, dewocjonalia itp. W Caritasie opiekuje się grupą dzieci, jeździ z nimi na konkursy.

Nie jest łatwo pracować w pa­rafii, gdzie w mieście blisko 130-tysięcznym jest jeden kościół. W zasadzie wszyscy wierni znają się, czują się wspólnotą, gorąco angażują w życie parafii, Kościo­ła, a przecież nadal mają o wiele więcej przeszkód w wyznawaniu wiary, życiu katolickim niż my, w Polsce. Oni żyją Kościołem, wspólnotą, Jezusem, choć świat zewnętrzny jest niezwykle nie­przychylny.

Małżeństwa z kręgu, w któ­rym pracowali w Bielcach Igor i Julia, zastanawiały się, z jakich materiałów mają korzystać, czy ma to być krąg Domowego Ko­ścioła czy inna forma spotkań. W roku formacyjnym 2009/2010 pracowali już na materiałach I roku pracy. Było im trudno prze­łamać opory grupy przed zo­bo­wiązaniami. Przeżywali chwile zwątpienia, zastanawiali się, po co jeździli na rekolekcje, skoro ludzkie decyzje niechcenia wią­zały ich zapał. I wtedy Pan za­działał po raz kolejny.

Gdy Julia z Igorem kończyli rekolekcje III stopnia w Polsce, razem z Aidą i Tadeuszem byli trochę zatroskani o to, co mają robić dalej. Właśnie wtedy – zu­pełnie nieoczekiwanie – skontak­tował się z Jurkiem Prokopiu­kiem ks. Piotr Główka, który pod koniec sierpnia wyjeż­dżał do Centrum Ewangelizacji „Światło-Życie” w Gwardijskim na ukraiń­skim Podolu. Z racji wyjazdu za­czął się mocniej inte­resować wszystkimi wiadomo­ściami w in-ternecie, które mówi­ły o tej czę­ści byłego Związku Radzieckie- go. Na stronie oazo­wej przeczy-tał poruszające świa­dectwo Igora i Julii. Pisali tam też o trudach kontynu­owania formacji w Moł­dawii bez innych wspólnot Ru­chu i bez pa­sterzy. Sprawdził na mapie, że Centrum w Gwar­dij-skim znajduje się tylko około 120 km od Moł­dawii, więc moż­na by się nimi zaopie­kować.

Punkt zwrotny

W listopadzie ks. Piotr przyjechał do parafii w Bielcach. Opowiadał o oazie, to samo co wcześniej Ju­lia i Igor, i to był przełom w ży­ciu wspólnoty.

„Pojechaliśmy tam z księdzem Pawłem Rossą, od kilku już lat pracującym na Ukrainie” – wspo­mina ks. Piotr. – „Niezwykła była otwartość duszpasterzy w Biel­cach i niezwykła gorliwość Julii i Igora. Z naszej strony od razu widzieliśmy to, czego doświad­czam wszędzie – także i w Pol­sce. Ludzie nie potrzebują wiele od księdza – tylko troski dusz-pasterskiej. Widać, że sama nasza obecność już wystarczy, by lu­dzie z większą gorliwością ruszy­li drogą wzrostu duchowego”.

Udało się zaprosić małżeń­stwa z Bielc na krótkie rekolek­cje „Tobiasz i Sara” do Mohylewa Podolskiego, znajdującego się na samej granicy ukraińsko-mołdaw-skiej. Były to bardzo ważne pier-wsze bezpośrednie kontakty Do­mowego Kościoła na Ukrainie z pierwszym kręgiem w Mołda-wii. Dzięki temu wiosenna wy-prawa do Mołdawii z księ­dzem Jarkiem Gąsiorkiem – mo­derator-em Centrum Ewangelizacji – przyniosła wspaniały skutek, ja-kim było liczne uczestnictwo małżeństw z bieleckiego kręgu w ukraińskiej oazie I stopnia w Za­ryczanach pod Żytomie­rzem. Ju­lia i Igor byli jedyną parą po pra­wie podstawowej formacji. Zo­stali na tej oazie animatorami.

„Zdecydowali się nawet przy­jechać rodzice maleńkiej, mocno cierpiącej na astmę z powodu alergii, Ewelinki, która swoim wdziękiem i radością zdobyła serca wszystkich uczestników za­równo oazy rodzinnej, jak i mło­dzieżowej, przeżywającej obok swoje rekolekcje” – podkreśla ks. Piotr. – „W modlitwie wstawien­niczej modlił się o jej zdrowie sam biskup kamieniecko-podol-ski, Leon Dubrawski. Ta­kiego mamy biskupa!”

Teraz – jesienią 2010 roku – ta „zagranica” ukraińska nie jest już dla Mołdawian tak straszna i nieznana. Okazuje się, że braci z Ruchu mają nie tylko daleko w Polsce, ale i „tuż za miedzą”. Przyjechali jednym samochodem do Sanktuarium Matki Bożej w Letyczowie na Pielgrzymkę Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, a przedstawiciele ukraińskiego Domowego Kościoła pojechali z księżmi na poświęcenie ich ko­ścioła parafialnego po dwudzie­stu latach od odnowy życia kato­lickiej wspólnoty w Bielcach.

Teraz pierwszy krąg Domo­wego Kościoła w Mołdawii nie tylko nie musi być podtrzymywa­ny przy życiu, ale myśli o tym, jak dalej ewangelizować. Poma­gają także odnaleźć młodzież, która będzie chciała pójść za Chrystusem drogą formacji oazo­wej. „Ostatnio otrzymali materia­ły na drugi rok pracy” – podsu­mowuje Aida – „a także materiały ewangelizacyjne, gdyż po wspól­nych rozważaniach, naszych z ni­mi i ich z ks. Piotrem Główką, doszliśmy do wniosku, że po re­kolekcjach, które głosił w ostat­nich dniach w Bielcach ks. Orze­chowski, powinni zaprosić inne małżeństwa, młodzież i osoby sa­motne na cykl spotkań z Ewan­gelią św. Łukasza, potem św. Ja­na, a resztę już poprowadzi sam Mistrz Jezus”.

Sploty i węzły

Pan Bóg opowiada najdziwniej­sze i najbardziej niewiarygodne historie. Z kontaktów ks. Piotra, Jurka i Mołdawian zrodził się po­mysł zaproszenia młodzieży na międzynarodowe rekolekcje Ru­chu w Krościenku. Zupełnie „przypadkowo” w ubiegłym roku opiekun ośrodka, w którym od­bywała się oaza III stopnia or-ganizowana przez Aidę i Tade­usza, wiedząc, w jaki sposób zdobywają pieniądze na przyjazd małżeństw z państw wschodnich, udzielił im rabatu w wysokości cen podróży do Moł­dawii. Te pieniądze zostały prze­kazane na pokrycie kosztów przyjazdu i kieszonkowego dziewcząt.

W Mission Oasis wzięły udział dwie dziewczyny z Kiszyniowa i dwie z Rybnicy. „Z tego, co prze­czytałem na stronach inter-neto­wych Ruchu, dziewczyny są za­palone do dalszej pracy” – stwierdza Jurek. – „Dobrze, że ks. Piotr jest blisko na Ukrainie, to będą miały wsparcie”.

Tylko Pan Bóg może z takich nitek utkać historię nie tylko jed­nego ludzkiego życia. A ks. Piotr dodaje: „Co ciekawe – z Jurkiem Prokopiukiem do tej pory nie da­ne nam było jeszcze spotkać się osobiście. Jedyny nasz kontakt jest wirtualny – w necie, a mimo to możemy razem rozwijać dzia­łalność ewangelizacyjną w Moł­dawii, w której żaden z nas nie mieszka. Pamiętajcie o nas – tak jak oni – potrzebujemy waszej pomocy w ewangelizacji”.