Patriotyzm

(147 - listopad - grudzień 2006)

O patriotyzmie

ks. Henryk Bolczyk

Gdzie jest moja ziemia? Jeśli jej nie odnajdę, zagubię się w sobie, stanę się kosmopolitą, wygnańcem, człowiekiem bez ziemi.

Patriotyzm, jak wszystko, co ludzkie jest tematem otwartym. Można wskazać w nim na elementy stałe, jak gdyby niezmienne, wchodzące w zakres tego pojęcia; chociażby język, kultura, poczucie więzów narodowych. Już bardziej wymieszane są uczucia związane z historią własnej ojczyzny. Powiedziałem - ojczyzny, bo patriotyzm wywodzi się od łacińskiego terminu patria, co znaczy ojczyzna. W taki sposób przybywa nam pojęć wchodzących w skład patriotyzmu. Wydaje się, że właśnie ojczyzna kumuluje uczucia patriotyczne. Ale uczucia są kształtowane przez historię, często pełną ran zadanych niewinnym mieszańcom danej ziemi, danego terytorium.

Ziemia... podstawowy składnik ojczyzny, często naznaczona cierpieniami wojen, naszpikowana minami, które miałyby zniechęcić przeciwników - wrogów do zamieszkania na niej, ale też uśmiercające własne dzieci, wymykające się spod kontroli podejrzliwych, nieufnych dorosłych. Ziemia..., czy ona rozróżnia wrogów od „swoich”? Czy jakiś skrawek ziemi może być przywłaszczony na zawsze tylko przez jednych mieszkańców? Chciałoby się powiedzieć - tak, kiedy w grę wchodzą tak wielkie różnice, jak między siewcami ziarna a wkładającymi w nią miny. Z niedawnej historii naszej ojczyzny potrafimy rozróżnić dobrych gospodarzy ziemi od złych. Czy decydowały o tym zasoby pieniędzy, czy też ich brak? Żadną miarą! Decydowali ludzie! Niektórzy uznawali się za jedynych decydentów ziemi, rewolucjonistów upraw i zmian kierunków rzek... Ukrainę, dawny spichlerz Europy zamienili na ziemię, na której zagłodzono miliony ludzi. Ziemia czuje odpowiedzialnością człowieka, jako jednostki i członka społeczności. Ziemię ojczystą zamieszkuje wspólnota ludzi, która dziedziczy rajskie polecenie Boga: „czyńcie sobie ziemię poddaną”. Patriotyzm mierzy się stosunkiem do własnej ziemi!

Gdzie jest moja ziemia? Bo jeśli jej nie odnajdę, zagubię się w sobie, stanę się kosmopolitą, wygnańcem, człowiekiem bez ziemi. Czy można być patriotą - kosmopolitą? Nie podejmuję się tutaj definiowania kosmopolityzmu, ale zgodzimy się z tezą, że trudno być patriotą „na całej ziemi”. Nie pochwalamy powiedzenia: „ubi bene ibi patria”, czyli tam, gdzie mi dobrze, tam jest moja ojczyzna. Pachnie to chorobą konsumpcjonizmu, według hasła: bardziej mieć niż być. Wraz z refleksją o ziemi ojczystej postrzegamy patriotyzm jako cechę ludzi gospodarnych, odpowiedzialnych, a nawet kochających ziemię swojego zamieszkania. „Gdzie jest moja ziemia?” nie jest zawołaniem abstrakcyjnym. Uświadomiłem to sobie w czasie rekolekcji dla studentów z dawnego ZSRR, finansowanych przez Fundację Jana Pawła II. Szybko zorientowałem się, że drażliwą dla nich sprawą jest pytanie o narodowość. Właściwą zaś formułą było pytanie: kim Ty się czujesz? Jedna z odpowiedzi mnie głęboko zastanowiła: „kiedy jestem na Ukrainie, czuję się Polką, kiedy jestem w Polsce, czuję się Ukrainką”. Czy dobrze ją zrozumiałem, kiedy wnioskowałem, że szuka ideału Polaka, czy też Ukraińca i nie mając wzoru, przykładu, stale marzy o nim, bo nie napotyka go w swojej bliskości!? Patriota nosi w sobie wyobrażenie ideałów wielu pokoleń i nie zwalnia się łatwo z chęci ich naśladowania.

Przymusowe oddalenie od swojej ziemi ojczystej zrodziło wielką polską literaturę romantyczną. Mówi nam o tym nie tylko najsłynniejsze zawołanie: „Litwo, ojczyzno moja, ty jesteś jak zdrowie, ile cię cenić trzeba ten tylko się dowie, kto cię stracił...”, ale i surowe, krytyczne słowa wieszczów:

„Szli krzycząc: Polska - wtem jednego razu
Chcąc krzyczeć zapomnieli na ustach wyrazu;
Pewni jednak, że Pan Bóg do synów się przyzna,
Szli dalej krzycząc: Boże, Ojczyzna, Ojczyzna.
Wtem Bóg z Mojżeszowego pokazał się krzaka,
Spojrzał na te krzyczące i zapytał: Jaka?” (J.Słowacki).

Zdaniem poety: „ani rola, ani handel, nie prac rozdzielenia nie jest źródłem bogactwa kraju - lecz natchnienia”. Pod słowem „natchnienia”, należy rozumieć to przekonanie, które współcześnie przekazywał Jan Paweł II, kiedy zachęcał rodaków do podjęcia misji nie tyle „bycia Chrystusem narodów”, jak chcieli mesjaniści XIX wieku, ile dania świadectwa wiary w Chrystusa, w Krzyż, Ewangelię, Kościół. Świadectwo to wynika z konkretnej sytuacji historycznej i położenia geograficznego Polski: „...dzieje narodu zasługują na właściwą ocenę wedle tego, co wniósł on w rozwój człowieka i człowieczeństwa, w jego świadomość, serce, sumienie. Jest to najgłębszy nurt kultury. To jest rdzeń i siła (...) Co w ten rozwój również dzisiaj wnosi, nie sposób zrozumieć i ocenić bez Chrystusa. «Ten stary dąb tak urósł, a wiatr go żaden nie obalił, bo korzeń jego jest Chrystus» .”

Nauczanie Jana Pawła II, zwłaszcza przemówienia wygłoszone na polskiej ziemi, czy też niezwykłe, bo pełne wrażliwości, współczucia i odwagi przemówienia w stanie wojennym, oraz gesty całowania ziemi na lotniskach polskich mają w sobie coś z uczuć i tęsknoty wieszczów okresu romantyzmu. Można powiedzieć: patriotyzm to miłość do Ojczyzny, to jedność z narodem zamieszkującym ziemię ojczystą i rozsianym w jednej piątej po całej ziemi. W Stanach Ameryki Północnej ustały po wyborze papieża - Polaka publikacje niesmacznych dowcipów o Polakach. Wielkość jednego Polaka pozwoliła przywrócić szacunek wszystkiemu, co polskie. Sportowcy polscy, artyści czy też młodzieżowi pielgrzymi Światowych Dni Młodzieży mogą więcej powiedzieć o patriotyzmie rodaków oddalonych od ziemi ojczystej. Pielęgnacja strojów ludowych, tańce i pieśni zwane właśnie patriotycznymi, gościnność i hojność zastawionych stołów, praktyki religijne i obyczaje świąteczne - to tylko niektóre znamiona ich patriotyzmu.

Piszę z Carlsberga, z miejsca małej ojczyzny Ojca Franciszka. Z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, a więc już po śmierci założyciela naszego Ruchu, przypominam sobie wówczas usłyszane słowa wdzięczności Polaków za ten ośrodek: „bez Carlsberga chyba nie bylibyśmy już dzisiaj ani Polakami, ani katolikami”. To wyznanie pokazuje nam związek najgłębszy, jaki może zaistnieć w człowieku, bowiem zespolone są z sobą dwie rzeczywistości: natury i łaski, tego, co Boskie i ludzkie. I tu wracam raz jeszcze do wieszczów polskich z okresu romantyzmu. Pozbawieni byli ziemi ojczystej, ale ona w nich żyła; czyż nie nosili jej w sobie głębiej niż niejeden mieszkaniec w kraju? Co im w takim przeżyciu pomagało? To była wiara, którą zaborca kraju, a później okupant i sowiecki „brat” prześladowali w narodzie? Patriotyzm polski jeszcze mocniej wówczas zespolił się z religią, bo ona była jedyną przestrzenią wolności. Wtedy ukuło się powiedzenie: Polak to katolik. Dziś nie podtrzymujemy tego hasła dla dobra jednej i drugiej wartości. Za Norwidem możemy powtórzyć: „naród składa się nie tylko z tego, co go wyróżnia od innych, lecz i z tego, co go z innymi łączy”. Wiara ma zdolność budowania więzów międzyludzkich i radowania się tym, co je ubogaca. Może tradycyjne, silne związki wiary i patriotyzmu, we współczesnych Polakach, poszukujących pracy w całej Europie i poza nią, mają przyczynić się do wypędzenia upiornych strachów przed imieniem Boga, przed religijnością w życiu publicznym...? Patria - ojczyzna, tak naprawdę jest tylko jedna: ta, w której mieszka Ojciec wszystkich ludzi, w przeciwnym wypadku będziemy budować ziemskie ojczyzny bez ojca, ziemię sierot, ludzi niekochanych. Nie bójmy się łączyć patriotyzmu z wiarą religijną. Wręcz uznajmy wiarę za gwaranta zdrowego patriotyzmu, bo jak może katolik, przedstawiciel Kościoła Powszechnego patrzeć z obojętnością, a nie daj Boże z wrogością na przedstawiciela innego narodu, kraju, czy religii? Istnieje analogia między ekumenizmem a poprawną relacją religii i patriotyzmu: tylko ten buduje zdrowe relacje międzyreligijne, kto nie traci swoich własnych przekonań, ale wsłuchując się z ciekawością i otwartością innym religiom, dostrzega jak wiele wartości nas łączy; podobnie jest między patriotyzmem (duchem narodowym) a wiarą (religijnością): patriota kocha wszystko, co stanowi dziedzictwo własnej ojczyzny, ale jest zainteresowany i otwarty na bogactwo innych narodów i je szanuje. A religia? Wiara? Jest tym zwornikiem, który najbardziej powinien leczyć człowieka tak z egoizmu jednostki jak i narodu. Przytoczmy na koniec Norwida:

Narodzie! - rody czcij (ile są z ducha),
Ty, coś jest także wielkim rodem - rodów -
Ród nie jest tylko forma czcza i sucha,
Ale miłości zdrój i tęcza płodów...