Grzech

(135 - luty - marzec 2005)

O pokusach

ks. Bogusław Dygdała

Pokusy rzucając nami o ziemię uczą nas stawać w pokorze, unaoczniają nam, jak słabi jesteśmy i jak niewiele jeszcze potrafimy

Wracamy z rekolekcji, pełni miłości do Boga, pełni żarliwości, gotowi oddać Jezusowi swe życie na dobre i na złe, pewni, że teraz będzie już tak dobrze, tak pięknie. A tu nagle przychodzi pokusa. Wszystko pryska. Znowu na dnie. Ten scenariusz, w różnych odmianach, pewnie nie raz już został w życiu przerobiony. Stają więc przed nami nieuniknione pytania o pokusy, ich źródło, znaczenie i sposoby walki z nimi. Gros osób zapytane o to, skąd idą pokusy, bez wahania wskazałoby na szatana. Wbrew pozorom nie zawsze jest to jednak takie oczywiste. Pierwsze źródło pokus tkwi w nas samych, w naszej zranionej przez grzech naturze. Apostoł Jakub powie wprost: To własna pożądliwość wystawia każdego na pokusę i nęci (Jk 1,14). Człowiek żyje w ciągłym napięciu między dobrem a złem, między wyborem Boga a postawieniem siebie samego w miejsce Boga. Świat współczesny wprost zachęca, by od owego napięcia uciekać, by nie stawiać sobie wymagań, by nie podejmować wewnętrznego zmagania, ale iść za własną pożądliwością. Zachęca złudnie, by poddać się własnej słabości i to jeszcze zazwyczaj szafuje hasłami wolności. Warto więc od razu postawić sobie pytanie, na ile ja sam jestem winien swojej pokusie? W jakim stopniu sam ją sprowadzam poprzez swoją lekkomyślność czy świadome wchodzenie w sferę grzechu.
Oczywiście nie znaczy to, że należy zapomnieć o szatanie. Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze, przeciwstawiajcie się jemu (1 P 5,8). Ten, który pierwszy okazał Bogu nieposłuszeństwo, będzie wciąż szukał okazji, by człowieka doprowadzić do grzechu, do odrzucenia Boga i Jego miłości. Owo kuszenie szatańskie jest zawsze pełne przebiegłości. Jak duch inteligentny nie działa on na ślepo. \"Krąży szukając\" - patrzy gdzie, kiedy i jak uderzyć. Wybiera najsłabsze punkty w człowieku, stosuje metody, o którychwie, że już nie raz przyniosły mu spodziewany skutek. Trzeba więc nieustannie wielkiej czujności, ciągłego kontrolowania swego życia w rachunku sumienia, sprawdzania, kto mną porusza. Pamiętajmy jednak, że szatan nie wie, co jest wewnątrz nas, nie ma dostępu do naszych myśli, do naszego serca. Widzi tylko zachowanie. Szatan mając łatwość wpływania na naszą żywą wyobraźnię, łatwość podsuwania nam różnych myśli, stara się wygrywać przez zaskoczenie. Sprawiać, że człowiek wpada w panikę, strach, wątpliwości. Mimo jednak tego, że jego ataki potrafią być nadzwyczaj złośliwe, nie trzeba się go bać. Pokusa nie nawiedziła was większa od tej, która zwykła nawiedzać ludzi. Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania abyście mogli przetrwać (1 Kor 10,13). Człowiek jest w ostatecznym rozrachunku w ręku Boga, od którego oczekuj wsparcia i pomocy w walce z napaściami złego.
I rzecz paradoksalna - pokusy stają się mocniejsze i bardziej natarczywe zazwyczaj nie wtedy, gdy człowiek błądzi z dala od Boga, ale wtedy, gdy się do Boga przybliża. Szatan nie musi kusić tych, którzy są już prawie jego własnością, zaś z całym impetem będzie atakował tych, którzy mu się wymykają. Bardzo obrazowo przedstawił to ks. Blachnicki przytaczając w jednej ze swoich konferencji widzenie, które miał jeden z ojców pustyni (\"Aż dojdziemy do człowieka doskonałego\", s. 9). Jeden diabeł - w owej wizji - wystarczył, aby dopilnować całego miasta, gdyż ludzie sami szli na zgubę. Ale potrzeba było całej gromady złych duchów, by podjąć próbę skuszenia modlącego się pustelnika. Rzeczywiście, starczy sobie przypomnieć, jak mocno, nieraz nawet fizycznie, walczył szatan ze św. o. Pio czy św. Janem Marią Vianeyem, jakie pokusy ateizmu podsuwał św. Teresie od Dzieciątka Jezus podczas jej agonii. Patrząc na tych mocarzy wiary, widzimy, jakie mimo wszystko, małe i słabe są nasze pokusy - są one po prostu na nasze siły, na miarę naszychmożliwości. Bóg nie pozwala nas kusić ponad to, co potrafimy znieść.
Pokusy, mimo że często kończą się naszym upadkiem, mają jednak swoją pozytywną wartość. Tak, mają swoje dobre strony. Bez nich człowiek bardzo łatwo wpadłby w pychę. Bez owej codziennej walki szybko doszedłby do wniosku, że sam sobie poradzi, że sam potrafi wybawić się od zła. To właśnie pokusy, rzucając nami o ziemię, uczą nas stawać w pokorze, unaoczniają nam, jak słabi jesteśmy i jak niewiele jeszcze potrafimy. Tylko doświadczając pokus, upadając człowiek uczy się wołać do Boga i od niego wypatrywać ratunku i zbawienia. Zarazem także każda pokonana pokusa umacnia nas i daje nam wzrost w łasce. Bardzo obrazowo tłumaczyła to św. Teresa od Dzieciątka Jezus swoim nowicjuszkom: Przypatrzcie się, w jaki sposób czyści się przedmioty miedziane: pociąga się je gliną, a więc czymś, co je brudzi, co zabiera im blask; a po takim zabiegu lśnią jak złoto. Otóż pokusy są dla duszy taką właśnie gliną; służą one do tego, by w duszy zabłysły cnoty przeciwne tym pokusom. To właśnie zmaganie z pokusami i trudności, jakie z ich powodu przeżywamy, są częścią oczyszczenia, którego Bóg dokonuje w sercu człowieka. I choć pokusy same w sobie są złe, to Bóg, gdy z Nim współdziałamy, jest w stanie wywodzić z nich dobre owoce. Podkreślmy jednak jasno - to dzieło Boga, my tej zdolności nie mamy.
Zostaje jednak pytanie, jak walczyć z pokusami. Należy pamiętać, że jest to walka duchowa i takowych trzeba do niej środków. Najlepszą bronią jest modlitwa, częste przystępowanie do sakramentów, życie Słowem Bożym. Warto też swoje pokusy wyznawać na spowiedzi. Nie dlatego, że są one grzechami, pokusa grzechem jeszcze nie jest, ale gdy pokusę wyznamy, moc łaski w nas wzrasta, zaś siła szatana staje się mniejsza. Szatan jest upokorzony i przegrany, gdy widzi, że mimo pokus człowiek nie daje się mu zastraszyć, a ufnie wyznaje te pokusy Bogu. Zdemaskowany zaczyna działać mniej pewnie, a nieraz wprost ucieka.
Bo przecież w tej walce nie jesteśmysami. Człowiek świadom swej słabości może tylko wołać do Boga - \"zbaw nas ode złego\". I w gruncie rzeczy błędem jest skupiać się w tej walce na samej pokusie, na śledzeniu jej, trwaniu w niepokoju i lęku, kiedy ona nadejdzie. Taka postawa jest już w pewnym stopniu zwycięstwem szatana. Bo przecież chrześcijanin nie jest wezwany do walki z pokusą, a do miłowania Boga. Owa walka jest tylko środkiem do celu. I właściwie najwyższą formą walki z pokusami, jest rozmiłować się w Bogu, odpowiadać Mu, gdy On będzie pociągał miłością; ufnie wpatrując się w oblicze Jezusa składać siebie samego i swoją słabość w ramiona Jezusa. Niepodobna, byśmy na tej ziemi byli aniołami - pisała przed wiekami Teresa od Jezusa - sprzeciwia się temu nasza natura. Toteż nie lękam się o duszę, cierpiącą choćby najsilniejsze pokusy, bo jeśli jeno ma miłość i bojaźń Bożą, wiem na pewno, że wyjdzie z nich z wielką dla siebie korzyścią.