Ten obcy

(223 - wrzesień - październik 2018)

O wolności i niewoli

ks. Franciszek Blachnicki

Jeżeli człowiek się boi, staje się niewolnikiem. Niewolę rodzi strach. Wyzwolenie musi być przede wszystkim wyzwoleniem człowieka z lęku, ze strachu

Jeszcze głębiej zrozumiemy dialektykę wyzwolenia w aspekcie Syn – Ojciec, gdy uświadomimy sobie, że przeważnie czynnikiem bezpośrednio stwarzającym w człowieku stan niewoli wewnętrznej jest lęk, strach.

Człowiek jest niewolnikiem nie z powodu bezpośredniej zależności od czynników zewnętrznych, od jakiejś przemocy itp. – bo w obliczu największych przemocy człowiek może pozostać w pełni wolny – lecz z powodu strachu, lęku, który tkwi w nim. Jeżeli człowiek się boi, staje się niewolnikiem. Niewolę rodzi strach. Wyzwolenie musi być przede wszystkim wyzwoleniem człowieka z lęku, ze strachu. Sytuację powszechnego zastraszania znamy przecież z codziennego doświadczenia. Naszą sytuację wyznacza ciągle stwierdzenie: „muszę”. Np. ogromna liczba ludzi pije tylko dlatego, że się boi; boją się opinii, kpin, boją się słów, które ktoś może o nich powiedzieć. Otóż ten lęk właśnie stwarza w nas sytuację niewoli wewnętrznej i dlatego przeciwstawianie lęku i strachu jest kluczowym problemem w całym zagadnieniu wyzwolenia człowieka.

Zwróćmy jeszcze raz uwagę na cytat z Listu do Rzymian, gdzie jest powiedziane: „Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, aby się znów pogrążyć w bojaźni”. (U św. Pawła: być w niewoli to znaczy żyć w bojaźni.). „Natomiast otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: «Abba Ojcze»”.

Trzeba się głęboko wsłuchać w treść tego słowa, w całą jego dynamikę, dla której nawet celowo zatrzymano oryginalne jego brzmienie „Abba, Ojcze”. Jest w nim wyrażona przede wszystkim ufność. Wyobrażamy sobie dziecko mówiące „mama” albo „tata”. Wypowiadane przez nie słowa są nie tylko prostym nazwaniem po imieniu, lecz wyrażają relację dziecka do osoby, do której ma zaufanie, w bliskości której czuje się spokojne, pewne, bezpieczne. Identyczna jest postawa człowieka wobec Boga, kiedy mówi „Abba, Ojcze”. W tych słowach zawarte jest przezwyciężenie lęku. O tej postawie tak często w Ewangelii mówi Chrystus. Przypomnijmy chociażby ten przepiękny fragment Kazania na Górze o ptakach powietrznych i liliach polnych, i o tym, że: „Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie” (Mt 6, 32). Ciągle powtarzają się w Ewangelii słowa: Nie bójcie się, nie lękajcie się, nie trwóżcie się. W nich zawiera się zasadniczo treść Dobrej Nowiny – Ewangelii. A wyrasta ona stąd, że Chrystus objawił nam Boga jako Ojca i daje nam udział w swoim synostwie. 

Zwróćmy też uwagę, że ta relacja przez Chrystusa, przez udział w Jego Synostwie, do Boga Ojca stwarza rzeczywistość nieodwracalną. Sięgnijmy jeszcze do tekstu Ewangelii św. Jana, gdzie jest powiedziane: „Niewolnik nie przebywa w domu na zawsze, lecz Syn przebywa na zawsze. Jeśli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni” (J 8, 35-36). Relacja dziecięctwa, synostwa wobec Boga Ojca w Chrystusie jest czymś trwałym, nieodwracalnym. Chrystus jest zawsze w domu Ojca. A jeżeli my złączymy się z Chrystusem i będziemy mieli udział w Jego Synostwie Bożym, to uzyskaliśmy na stałe, w sposób nieodwracalny przystęp do Boga jako Ojca. Nie zaprzecza temu nawet rzeczywistość grzechu.

Z przytoczonym wyżej tekstem trzeba powiązać przypowieść o synu marnotrawnym, który wprawdzie odszedł od ojca i zgrzeszył, jednak ojciec się nie zmienił. Przypowieść o ojcu miłosiernym – który wychodzi na spotkanie syna i w ogóle nie przypomina mu jego grzechów, i raduje się, że syn wrócił – uczy nas, że każdy z nas ma prawo wrócić, choćby popełnił nie wiem jakie grzechy, że każdy z nas ma zawsze prawo powrotu przez Chrystusa i pewność, że będzie przyjęty. W tym zawarte jest przezwyciężenie wszelkiego stanu niepewności, wszelkiego zagrożenia, wszelkiego lęku, który odczuwamy na dnie naszej istoty. Wszystko co jest źródłem lęku, może być na tej drodze przezwyciężone. Jedynie Syn nas wyzwoli. Jedynie wejście w relację synostwa do Ojca zwycięża ostatecznie lęk i strach. Wchodząc w tę relację stajemy się w pełni ludźmi wolnymi.

Jest jeszcze jedna bardzo ważna teza: istotą niewoli człowieka jest egoizm. Ile razy człowiek zwraca się ku sobie w odruchu miłości egocentrycznej czy egoistycznej, tyle razy zaprzecza swojemu powołaniu i przeznaczeniu, bo człowiek jest przez Boga stworzony i przeznaczony do tego, aby posiadał siebie w dawaniu siebie. „Człowiek – jak mówi Konstytucja „Gaudium et spes” – nie może w pełni odnaleźć siebie, jak tylko przez bezinteresowny dar z siebie” (24). Im bardziej człowiek realizuje siebie przez bezinteresowny dar z siebie, tym bardziej jest wolny; im bardziej poddaje się dążeniom egoistycznym, w tym większej znajduje się niewoli. W tym momencie bardzo wyraźnie pokazuje się, że tylko Chrystus może nas wyzwolić. Bowiem tylko On może nam udzielić swojego Ducha, który jest duchem miłości. „Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5, 5) i w Duchu Świętym możemy wyzwalać się z egoizmu przez miłość bezinteresowną, przez miłość, której istotą jest dawanie siebie i służba.

Takie spojrzenie na istotę wolności prowadzi nas do wniosku, że wolność jest rzeczywistością, która zawsze jest w zasięgu naszych możliwości, która zależy tylko od nas (oczywiście od nas, jeżeli będziemy współdziałać z łaską, z Duchem Świętym). Wolność jest faktem wewnętrznym, którego nikt z zewnątrz nie może nam odebrać. Wiele wysiłków czy pragnień wyzwolenia załamuje się w obliczu – jak to się mówi – beznadziejności sytuacji. Niekiedy przez długie, długie lata ludzie jęczą pod jarzmem niewoli. Poddali się rezygnacją, już nie widzą nawet możliwości odmiany sytuacji, w końcu zaczynają nawet znajdować w niej upodobanie, tak jak Żydzi, którzy wyprowadzeni na pustynię szemrali i mówili do Mojżesza: po coś nas tu wyprowadził, tam mieliśmy garnki pełne jedzenia i mięsa, i dobrze nam było.

Jak uzasadnić twierdzenie, że wolność jest faktem, który jest w zasięgu naszych możliwości w każdej bez wyjątku sytuacji?

Otóż ta prawda została nam objawiona w tajemnicy krzyża Chrystusowego. Chrystus przybity do krzyża, umierający na nim – powiedziałby ktoś: sytuacja największej niewoli, samo dno niewoli. Wydany w ręce nieprzyjaciół, bezsilny, przybity gwoździami, znieważony, fałszywie oskarżony, pozbawiony czci, pozbawiony życia w tak okrutny sposób – czyż może być większa niewola? Nikt z nas nie odważyłby się jednak nawet dopuścić do siebie myśli, że Chrystus w momencie śmierci na krzyżu nie był wolny. Chrystus powiedział przedtem wyraźnie: „nikt nie może odebrać życia, Ja sam dobrowolnie to życie kładę, oddaję” (por. J 10, 17-18). W chwili, w której miano Go pojmać w Ogrójcu, wystarczyła jego odpowiedź na pytanie: „Kogo szukacie? – Ja jestem” – by wszyscy jak rażeni upadli na ziemię. Pokazał wtedy swoją moc. Wolność Chrystusa objawia się jednak wtedy, kiedy konając na krzyżu mówił: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego” (Łk 23, 46). Jego wolność wyraża się w tym, że z miłości oddaje Ojcu siebie, oddaje swoje życie z miłości ku nam, wszystkim ludziom, których chciał odkupić. To jest właśnie istota wolności: posiadania siebie w dawaniu siebie, uczynienie daru z siebie na rzecz większej wartości.

Zastosujmy to teraz do naszej sytuacji. Jeśli w imię prawdy, w imię jakiejś wartości będę zeznawał postawiony przed sądem, będę przesłuchiwany w taki czy innym urzędzie, wymierzą mi taką czy inną karę, w formie grzywny czy aresztu, czy nawet coś gorszego stanie się moim udziałem, to jednak wszystko to w niczym nie naruszy mojej wolności. Jestem wolny wtedy, jeżeli wiem, w imię czego cierpię, jeżeli daję świadectwo prawdzie. Im więcej mogę cierpieć dla prawdy, tym bardziej jestem wolny. W tym aspekcie największą wolnością człowieka jest śmierć męczeńska, bo wówczas oddaję życie z miłości ku Bogu. I to jest najlepszy użytek, jaki mogę zrobić ze swojej wolności. Nie mogę zrobić wspanialszego użytku z mojej wolności niż przez to, że dobrowolnie akceptuję moją śmierć jako ofiarę miłości dla Boga, dla braci, dla jakiejś wyższej wartości. Wydaje mi się, że to jest właściwa droga do wyzwolenia. Nie wszyscy będą do tego zdolni, jednakże pokazuje się, że przykład nawet kilku ludzi potrafi wstrząsnąć całym narodem …

Bo to jest chrześcijańska postawa, ale z prawdziwym żalem na tych, którzy nas wzywają na przesłuchania, którzy nas pozbawiają wolności. I będziemy mówić: to wy jesteście niewolnikami, a my jesteśmy wolni, my się nie boimy, bo Chrystus powiedział: „nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się” (Mt 10, 30-31).

„O chrześcijaństwie konsekwentnym i polskiej teologii wyzwolenia” s. 46- 51

8 lipca

Po wczorajszym utrapieniu dała mi dziś przy medytacji Niepokalana łaskę zrozumienia, że nie powinienem ogarniać naraz oczyszczenia z całego mojego skażenia jako zadanie do spełnienia. Ukazuje mi się to bowiem jako zadanie ponad moje siły i wtedy męczę się ze sobą i zmagam z pokusą rozpaczy i zniechęcenia. Nie czuję bowiem w sobie siły do spełnienia zadania, które mi się ukazuje.

Tej siły zaś nie czuję dlatego, że Bóg nie daje łaski „na zapas”, ale tylko do spełnienia zadania, którego wymaga od nas chwila obecna. Jeśli więc pojawia się we mnie trwożne pytanie: „czy dam rady, czy wytrwam”, należy odpowiedzieć pytaniem: „czy potrafię wytrwać teraz, dziś, jutro?” Jeśli odpowiedź będzie twierdząca, sprawa jest załatwiona i nie ma się co martwić. Bo Bóg nie żąda od nas niczego więcej, jak spełnienia zadania bieżącego, jak wytrwać w obowiązku chwili obecnej. A na tę chwilę obecną zawsze daje wystarczającą łaskę – „Nie troszczcie się tedy o dzień jutrzejszy”! [por. Mt 6, 34}.

Nie trzeba więc ogarniać całego planu budowy jako zadania do spełnienia, ale tylko najbliższy, następny etap. Cały plan zaś ogarnia Bóg, którego Opatrzność rozmieszcza po drodze naszego życia odpowiednie pomoce i łaski potrzebne do wykonania zadania chwili obecnej. Jaka to wspaniała i prosta koncepcja życia wewnętrznego! Już raz w życiu się z nią się zetknąłem – wtedy, gdy byłem pod wrażeniem pięknej książki Gräfa „Tak, Ojcze”.

„Rekolekcje więzienne” s. 88-89