Światło-Życie

(195 - wrzesień - październik 2013)

z cyklu "Z Kopiej Górki"

Oaza Niepokalanej

Gizela Skop

Trochę historii – pierwsza Oaza Niepokalanej!

Przeżywamy w Ruchu rok licznych jubileuszy. Jednym z nich jest 50 lecie pierwszej Oazy Niepokalanej zorganizowanej przez sługę Bożego ks. Franciszka Blachnickiego niedaleko Krościenka w Szachtowej za Szczawnicą w dniach 31.VII – 16.VIII 1963 roku. 

Uczestniczyło w niej 16 dziewcząt z różnych miast Polski, głównie ze Śląska, podzielonych na 5 zastępów. Program Oazy był związany z 15 tajemnicami Różańca świętego. Głównym tematem-hasłem Oazy były słowa: "Maryjo, pomóż mi zostać kimś".

Prowadzącym rekolekcje był ks. Franciszek Blachnicki, moderatorką Zuzanna Podlewska. Funkcje animatorek - stanowiących  zespół wychowawczy oazy -  pełniły: Dorota Seweryn, Joanna Panek, Teresa Bracik, Zyta Kocur oraz Gizela M. Skop. Oazę przygarnął życzliwie Ksiądz Józef Baran, proboszcz miejscowej parafii, udzielając na plebanii gościny Ojcu Franciszkowi. Wspólnym miejscem spotkań była salka parafialna. Dziewczęta z animatorkami mieszkały u gospodarzy we wiosce. Już 29 lipca wyruszyła z Krościenka do Szachtowej ekipa zespołu wychowawczego, razem z osobą odpowiedzialną za kuchnię p. Marią Cwołek, by przygotować miejsce na oazę. Żywność i inne oazowe "akcesoria" trzeba było przewieźć kursowym mikrobusem załadowując wszystko do wanienek (sic!), bo nie było żadnego innego środka lokomocji do dyspozycji.

Zuzanna Podlewska tak opisuje ten dzień w Kronice Oazy: „Pogoda deszczowa, dosyć zimno. Mimo to zabrano się od razu do urządzania pomieszczeń, już wynajętych poprzedniej niedzieli, dla uczestniczek oazy. Napychanie sienników, szorowanie i mycie okien – to wszystko przyjemności związane z przygotowaniem. W każdym razie, robota idzie. (…) Przyjechały pierwsze uczestniczki! Miały wprawdzie zjeżdżać się dopiero jutro tj. (31 lipca), ale jakoś inaczej im się ułożyło. Trochę mają kwaśne miny, bo deszcz pada, w domku jeszcze trochę bałaganu, który ”mieszczuchom” nie mógł zaimponować. A poza tym chciałyby luksusy, a tu jest prymityw. Na razie nie potrafią odkryć uroku prymitywu, ale z czasem na pewno ich pociągnie”.

Każdy dzień zaczynał się wczesną ranną pobudką ok. godz. 6.00. O 6.30 miał miejsce apel poranny, nazywany po łacinie „statio”. Ten punkt programu zawierał uroczysty moment z wymienieniem tajemnicy różańcowej dnia, z zapaleniem świecy oazy i z odmówieniem modlitwy porannej. Na godzinę 7.00 udawali się wszyscy do kościoła na Eucharystię z homilią. Msza święta była sprawowana przez Ojca Franciszka „twarzą do ludu”, co dla obecnych było nowym i niezwykłym przeżyciem. O godzinie 8.00 było śniadanie, a po nim lekcja śpiewu. 

Czas przedpołudniowy często – jeśli tylko pozwalała na to pogoda – poświęcany był na wyprawy w teren, w przepiękne górskie okolice Pienin. Zwiedzono m.in. zabytkowy kościół w Grywałdzie, zamki w Czorsztynie i Niedzicy. Udała się wyprawa na Górę Zamkową i Trzy Korony. Poznano sąsiadujący ze Szlachtową Wąwóz Homole. Wybrano się nawet w Beskid Sądecki - na Prehybę. 

Po obiedzie był czas na rozważanie tajemnicy różańcowej dnia. Po podwieczorku proponowana była „rewizja życia”, często również w plenerze (nad pobliskim potoczkiem), na różne tematy, np.: czytelnictwa, koedukacji, mody, skromnego i estetycznego ubierania się, angażowania się w swoich rodzinnych parafiach.

Wieczorem było krótkie nabożeństwo z konferencją typu ascetycznego. Konferencje poruszały tematy pracy nad sobą; Maryja była przedstawiana jako ideał życiowy dziewcząt i kobiet. Ks. Franciszek poruszał sprawę oddania się Matce Bożej, zawierzenia w Jej ręce swego życia.

Po nabożeństwie był „pogodny wieczór”, czas zabaw, żartów, śpiewów – zakończony modlitwą wieczorną i Apelem Jasnogórskim. Na samym końcu dnia rozbrzmiewała jeszcze tradycyjna harcerska piosenka: „Idzie noc…”

Szczególną „atrakcją” tej pierwszej dziewczęcej Oazy były nieustanne odwiedziny milicji, nękającej grupę rekolekcyjną sprawdzaniem meldunków i dopatrujących się w oazowych rekolekcjach „nielegalnego obozu czy też kolonii”.

Któraś z uczestniczek oazy tak opisała jedno z takich zdarzeń: 

„Po powrocie z Trzech Koron wieczorem, o godz. 19. przyjechała milicja, aby sprawdzić meldunki. Część dziewcząt nie była meldowana, więc musiała uciekać do lasu. Następnego dnia milicjanci znowu się zjawili w tej samej sprawie, a ponieważ z meldunkami było wszystko w porządku, pojechali sobie. Ale to jeszcze nie był koniec odwiedzin. Zastęp p. Janki przeniósł dekorację oazową z jadalni do zakrystii, obawiając się wizyty ze strony władz państwowych. Ledwo ukończyły tę pracę, przybyli „upragnieni goście”, a mianowicie najwyższa władza MO. Prawie wszystkie dziewczęta pouciekały, wykazując przy tej okazji szalone zdolności skoków przez okno. Pozostały w jadalni dziewczęta zameldowane, które dostąpiły tego zaszczytu, że milicja zapisała sobie ich nazwiska, po czym odjechali”.

I jeszcze jedna historyjka z tej serii. W 14 dzień oazy, w wigilię Wniebowzięcia NMP, poświęconej rocznicy śmierci O. Maksymiliana Kolbe, doszło do następującej, błyskawicznej akcji: „jedząc obiad, na słowo koleżanki: „uciekajcie - milicja!” wszystkie rzuciły się do ucieczki przez drzwi lub okna. Część dziewcząt skryła się do stodoły… „Z duszą na ramieniu” oczekiwałyśmy dalszych wiadomości. Po powrocie do „ostygłej” zupy dowiedziałyśmy się, że alarm był fałszywy. Nie była to milicja…, ale ksiądz (gość!) na motorze”.

W programie każdego dnia była także narada zespołu wychowawczego z Ks. Franciszkiem, na której omawiano aktualne sprawy i problemy. Spotkania te nie były łatwe, bo wszystkiego dopiero trzeba było się uczyć, nie miałyśmy - jako zespół animatorski - zbyt wiele pedagogicznego doświadczenia, ale był z nami Ojciec Franciszek, który w każdej sytuacji potrafił się znaleźć, humorystycznie podchodził do trudnych momentów naszych rekolekcji, rozsiewał pokój i radość i umiał wskazywać na rzeczy istotne. 

Oaza zakończyła się uroczystym oddaniem się dziewcząt Niepokalanej.