Prawdy wiary

(156 - luty - marzec 2008)

z cyklu "Wieczernik dla Ciebie"

Obraz Boga - obraz ojca???

Kasia i Tomek Jarosz

Jak kochać Boga, który wydaje się nieprzystępny i surowy? Jak prosić o wybaczenie Kogoś, Kogo się boimy? 

Przyczyną naszego lęku w stosunku do Boga jest bardzo często Jego niewłaściwy obraz jaki nosimy w sobie. Głównie jest to obraz sędziego, nierozumiejącego naszych spraw i surowo rozliczającego nas z grzechów. Mając taki Jego obraz, Boga nie da się kochać, nawet nie da się prawdziwie wierzyć. Dlatego trzeba zobaczyć Boga takim, jakim On jest naprawdę. Na nasz obraz Boga rzutują wcześniejsze doświadczenia, a w szczególności obraz naszego ojca. Nie bez przyczyny mówi się Bóg Ojciec, prawda? Jeśli zatem naszemu ojcu (temu ziemskiemu) ufamy i możemy przyjść do niego z problemem, to i Bóg jest dla nas miłosierdziem. Jeśli czujemy się przez ojca akceptowani, dowartościowywani, to śmiało do Boga przychodzimy i nie boimy się wyznać grzechów. Wierzymy przecież, że nam przebaczy – tak jak nasz ojciec. I to jest sytuacja idealna. 

Ale co w sytuacji, gdy nasz obraz Boga jest nieco skrzywiony poprzez nasze nienajlepsze doświadczenia w rodzinie? Bardzo trudno bowiem jest uwierzyć w dobroć i miłosierdzie Boga, jeśli nie doświadczyliśmy tego ze strony swojego ojca. Jeśli nasz ziemski ojciec jest surowy i nieprzystępny, to i Bóg w naszych wyobrażeniach „jest sędzią sprawiedliwym…” Wtedy Boga po prostu się boimy i wydaje nam się, że on będzie nas surowo sądził i na pewno nam nie wybaczy. Jeśli ojciec nie jest w domu poważany, to pojawia się pokusa postrzegania Boga jako kogoś, kim nie trzeba się specjalnie przejmować i następuje przechylenie szali w drugą stronę – wydaje się, że możemy sobie grzeszyć, a Bóg i tak nam przebaczy. Jeśli ojciec w domu jest nieobecny (choćby duchem), to Bóg jest daleki i mamy wrażenie, że wcale się nami, naszym życiem nie przejmuje. Jeśli ojciec jest ciągle niezadowolony i wszystko krytykujący, to mamy wrażenie, że na miłość Bożą, na Jego akceptację musimy sobie zasłużyć. Czujemy, że ciągle nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, niewystarczająco się staramy, nie mamy takich osiągnięć i sukcesów jakich Bóg oczekuje. Jeśli trudno nam znaleźć uznanie w oczach naszego ojca to myślimy, że Bóg oczekuje od nas tylko wielkich czynów, bezgrzesznego życia i ciągle mamy poczucie winy, gdy coś jest nie tak. Każdy upadek odbieramy jak osobistą porażkę i nie mamy śmiałości prosić o wybaczenie. My po prostu ciągle podświadomie patrzymy na Boga przez pryzmat ojca. 

Jak to zmienić? Należy uświadomić sobie, że: po pierwsze – nasz ojciec też jest człowiekiem, też pewnie został w życiu poraniony i być może nie może z tymi zranieniami dać sobie rady, stąd takie zachowanie. To go nie usprawiedliwia, rzecz jasna, ale pomaga zrozumieć dlaczego tak się dzieje. A zatem skoro ojciec też człowiek (i tylko człowiek) a Bóg to Bóg, to wcale nie oznacza, że Bóg jest taki jak ojciec. I że bycie ojcem nie oznacza bycie zawsze takim ojcem jak Twój. Po drugie: my jesteśmy już (lub prawie) dorośli. A zatem nie możemy ciągle usprawiedliwiać się tym, że zostaliśmy poranieni, że nasz ojciec jest taki i dlatego tak Boga widzimy. Skoro zaś jesteśmy dorośli (=dojrzali?) to powinniśmy spojrzeć na Boga oczami dorosłego człowieka, a nie pokrzywdzonego dziecka. Bardzo często ludzie zatrzymują się w duchowym rozwoju na etapie dziecka. Potem się słyszy, że ktoś do kościoła nie chodzi, bo Bóg i tak go nie słucha, a tak w ogóle to księża są tacy i owacy. To strasznie schematyczne, niedojrzałe myślenie. Ok, i księża są grzeszni i Bóg nie zawsze daje co chcemy, ale czy jak nam nauczyciel dwóję postawi to rzucamy szkołę i nie dbamy o wykształcenie, bo taki jeden nauczyciel mnie nie rozumiał? Skąd! Bycie dorosłym wymaga spojrzenia dojrzałego. Czyli takiego, które wnika w głąb a nie zatrzymuje się na powierzchni. To analiza dlaczego ktoś tak czy inaczej postępuje, z czego to wynika i co tak naprawdę ma na myśli a nie tylko dostrzeganie własnej krzywdy. Czasem przecież ktoś nas źle potraktuje, niemiło się odezwie. Najeżamy się i obrażamy. Owszem, ten ktoś się źle zachował ale dlaczego? A czasem za takim zachowaniem może stać rozpacz, może tragedia, może bezsilność, której ten ktoś właśnie doświadczył i która przesłoniła w tej sekundzie cały świat, a więc również nas? I na nas się skupiło. Trudno, wybaczamy, idziemy dalej. 

Do czego zmierzamy? Do spojrzenia na naszych rodziców, naszego ojca już nie z perspektywy dziecka, któremu się wydaje, że rodzice go nie kochają, tylko z pozycji kogoś równorzędnego. Do zastanowienia się ile w życiu rodziców było krzywd i bólu, która odbija się na nas? A może oni też potrzebują rozmowy? A może da się im w czymś pomóc? Jeśli nawet się nie da pozostaje wybaczenie, pozostaje życzliwość i wyrozumiałość. Oczywiście nie chodzi o akceptację całego zła tylko o analizę pewnych zranień, które właśnie nie pozwalają nam czysto spojrzeć na innych, a w tym przypadku na Boga. 

Po trzecie: Drogi Chłopaku, Ty prawdopodobnie też kiedyś będziesz ojcem. Nie myślisz pewnie teraz o tym, ale za kilka lat stanie się to faktem. Jakim będziesz ojcem? Jaki obraz ojca nosisz w sobie? Jaki obraz przekażesz dziecku? Dzisiejsze zacięcie, poczucie krzywdy, brak pojednania ogromnym cieniem położą się na Twojej relacji w małżeństwie i rodzinie. Nieświadomie może zaczniesz powielać schemat swojego ojca, który być może powiela schemat swojego… Dlatego tak ważne, ogromnie ważne, a już najważniejsze dla tych, którzy właśnie doświadczyli negatywnego obrazu swojego ojca jest to, by odkryć, że Bóg to nie potwór czekający na nasze upadki i posyłający nam pioruny, to nie zimny, wyrachowany staruszek, który liczy nasze grzechy. To też niekoniecznie nasz ojciec. To prawdziwa miłość, to Ten który traktuje nas poważnie, kocha nas – choćby dlatego, że dopuścił do naszego zaistnienia i niczego więcej nie pragnie jak naszego zbawienia. To prawda, że czasami innymi drogami niż te, które my sami uważamy za słuszne. Natomiast pamiętać też należy, że Bóg jest miłosiernym ojcem, ale nie pozwala dziecku na wszystko tak jak mądry ojciec dziecku na wszystko nie pozwala, bo wie co dla niego jest dobre a czym sobie krzywdę zrobi. Jest wymagający, bo nie uznaje „bezstresowego wychowania”. Niepowodzenia są bardzo trudne i bolą, ale uczą patrzeć na problem z innej perspektywy, uczą myśleć. Czego nauczy się ktoś, kogo życie rozpieszcza i komu wszystko idzie łatwo?

A jeśli jeszcze w to wszystko nie wierzysz, to może powinieneś zobaczyć innych ojców i upewnić się, że Ty sam też możesz być inny. Jeśli zechcesz. A gdzie tych ojców spotkać? Może to ojciec Twojej dziewczyny, koleżanki lub dorosły brat? Może wujek? Może ktoś z rodziny? A jeśli nie masz w swoim otoczeniu nikogo takiego to z pewnością pomoże Ci zobaczenie takich ojców na rekolekcjach. Nam osobiście niesamowicie pomogły rekolekcje Oazy Rekolekcyjnej Diakonii Życia. Tam zobaczyliśmy prawdziwe chrześcijańskie rodziny. Ojców, którzy się modlą i wpajają tę wiarę dzieciom. Ojców, którzy są mądrzy, miłosierni choć wymagający, do których dzieci mogą przyjść z ufnością. Ojców, których ojcostwo naprawdę jest odbiciem Boskiego Ojcostwa. Wtedy postanowiliśmy, że nasza rodzina też taka będzie i od tej pory wszystkimi siłami staramy się to urzeczywistniać. Bo wiemy, że to jest realne. A potrzebowaliśmy tylko zobaczyć kochającą się chrześcijańską rodzinę. Jeśli zobaczysz takiego ojca: przystępnego, wybaczającego, cierpliwie uczącego swoje dzieci to nawet jeśli Twój ziemski ojciec taki nie jest to uwierzysz, że takie ojcostwo jest możliwe. A skoro jest możliwe w wydaniu zwykłych ludzi to o ileż doskonalsze jest ojcostwo Boga w stosunku do nas. I może wtedy zobaczysz Boga takim jakim jest On naprawdę?

Wasze listy

Witam serdecznie. Mam 14 lat i chciałam zapytać o to jak pokochać Boga tak jak On nas kocha?

Ola

Bardzo trudne pytanie. Wydaje nam się, że to jest nawet niemożliwe, żebyśmy odwzajemnili miłość, którą Bóg nam ofiaruje. Dlaczego? Bo my jesteśmy ludźmi i potrafimy kochać tak jak ludzie, a On jest Bogiem i Jego miłość jest Boska, doskonała, najdoskonalsza z istniejących, a zatem nikt nigdy nie będzie potrafił kochać tak jak Bóg. Natomiast Twoje wątpliwości, rozterki i pragnienie „odwzajemnienia” to właśnie dowód Twojej miłości do Boga. On nie wymaga od nas rzeczy niemożliwych, nie na naszą miarę, a zatem nie wymaga, byśmy obdarzali go taką samą miłością. 

Najlepszym dowodem naszej miłości jest zachowywanie przykazań, które nam dał. „Czyńcie wszystko, cokolwiek wam powie” – i o to chodzi. Bóg wie, że my sami z siebie nie potrafimy określić właściwego kierunku tej miłości i dlatego dał nam drogowskazy. Jeśli będziemy się nimi kierować to nie dość, że się nie pogubimy to jeszcze damy wyraz temu, że Mu ufamy. Bo Bóg nie oczekuje heroicznych czynów, tylko zaufania, zawierzenia. Sam z siebie nic nie mogę uczynić, ale Bóg mi pomoże. To zaufanie przekłada się na pragnienie wypełniania Jego woli – bo skoro On wie co jest dla nas dobre to my chcemy to realizować, chcemy by nas prowadził, pozwalamy na to prowadzenie. Zatem miłość do Boga to zgoda na życie według Jego woli a nie tylko naszych upodobań. A zatem odwzajemnianie miłości Bożej to „tylko” pozwolenie, by Bóg nas swoją miłością obdarzał. Nic więcej. Albo aż tyle. Bo ze wszystkimi tego konsekwencjami. Dlatego jest to zadanie na całe nasze życie. Piękne zadanie – pozwolić się Bogu obdarzyć miłością.