Wspólnota

(136 - kwiecień 2005)

z cyklu "Z Kopiej Górki"

Odpoczynek u stóp Chrystusa Sługi

Barbara Kucharczyk, Maria Lekarczyk

Dni 19 i 20 lutego 2005 roku Oaza Studencka przy Duszpasterstwie Akademickim TRATWA w Tarnowie spędziła w Krościenku nad Dunajcem. Pojechaliśmy tam, aby po sesjach, trudnych egzaminach odpocząć w Bogu i nabrać sił do dalszego studiowania. Wędrując ośnieżonymi szlakami górskimi podziwialiśmy piękno przyrody i uwielbialiśmy Stwórcę w Jego stworzeniu. Oprócz tego, że nasza krótka wyprawa miała cel rekreacyjno–
–integracyjny, najważniejszym zadaniem było dać odpowiedź na pytanie o miłość w naszym życiu.
Każdy z nas jest dzieckiem Bożym. Jednocześnie każdy z nas jest inny, jesteśmy różnorodni. To bogactwo jest bardzo duże, jednak zawsze łączy nas wspólne przeżywanie Eucharystii i czynny w niej udział. Podczas sobotniej Mszy Św., która odbyła się po południu, przynieśliśmy w darze nasz trud włożony w zdobycie Trzech Koron. W czasie homilii, wygłoszonej przez naszego moderatora ks. Adama, zastanawialiśmy się nad miłością, szczególną uwagę zwracając na słowa z Ewangelii św. Mateusza (5, 43–44) „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego”.
Miłość osób nam bliskich, przyjaciół i znajomych jest prosta. Łatwiej kochać tych, którzy są dla nas mili i serdeczni, niż tych, którzy wyrządzili nam krzywdę, do których czujemy urazę. Jednak Jezus wskazuje, że celnicy i grzesznicy tak samo postępują wobec swoich bliskich. W dążeniu do doskonalenia się i świętości, aby uzyskać nagrodę wieczną, powinniśmy iść za przykładem Chrystusa: „Bądź-cie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5, 48).
Wieczorem udaliśmy się do kaplicy Chrystusa Sługi na Kopiej Górce, na adorację Najświętszego Sakramentu, aby trwać i odpocząć w Bogu. W ciszy każdy z nas uwielbiał, dziękował i przepraszał lub po prostu trwał przy Najlepszym Przyjacielu, by móc później tak jak On służyć drugiemu człowiekowi. Ten Namiot Spotkania opierał się na wyżej przywołanym fragmencie Ewangelii. Podczas adoracji każdy z nas mógł skorzystać z sakramentu spowiedzi świętej. Skupieni, zatopieni w medytacji adorowaliśmy Jezusa ukrytego w Białej Hostii. Ojciec Święty podkreśla, że jest to tak ważne, a szczególnie w obecnym w Roku Eucharystii.
Niedziela, czyli drugi i ostatni dzień naszej wyprawy rozpoczął się jutrznią połączoną ze Mszą Św. Tematem czytań było powołanie, które zasadniczo składa się z trzech elementów: wyjścia, wytrwania i przemiany naszego życia. Każdy podobnie jak Abram musi wyjść z własnej ziemi Ur i ufnie wędrować do Ziemi Obiecanej. Ur oznacza „piec”. Każdy z nas ma miejsce, gdzie jest mu ciepło i przyzwyczaił się do takiego życia. Jest to jednak tylko pozorne szczęście, być może wygodne, ale niekoniecznie dobre. Bóg nawołuje, abyśmy wyszli z tego naszego „pieca”. Mamy pójść za Jego głosem drogą powołania. Powinniśmy pamiętać, że nigdy nie jesteśmy sami. W naszych trudach i przeciwnościach idzie z nami Pan Jezus, który poprzez swoją miłość i miłosierdzie wspiera łaskami, prowadzi na górę Tabor, przemienia się wobec nas, jak również przemienia nas samych. Abyśmy tak jak Piotr mogli powiedzieć: „Dobrze, że tu jesteśmy”, trzeba nam trwać w Jezusie, żyć Słowem Bożym i sakramentami. Eucharystia zjednoczyła nas wszystkich i połączyła duchowo z tymi, którzy niestety nie mogli być w Krościenku.
Po śniadaniu udaliśmy się do kościoła parafialnego, aby pomodlić się przy grobie sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego, założyciela Ruchu Światło–Życie.
Później pani Kasia oprowadziła nas po Kopiej Górce, opowiedziała o ks. Blachnickim i o początkach Ruchu Światło–Życie. W Kaplicy Chrystusa Sługi wyjaśniła symbolikę poszczególnych elementów jej wystroju, wskazała nam pięć źródeł światła, którymi są: rozum, sumienie, Jezus, Słowo Boże i Kościół. Byliśmy również w Namiocie Światła, w Wieczerniku oraz pod figurą Niepokalanej, której Kardynał Karol Wojtyła powierzył Ruch w 1973 roku. U stóp Maryi znajduje się źródełko dające życie (ZWH).
A potem był czas na szaleństwa w śniegu. Zjeżdżaliśmy na sankach i workach wypchanych sianem, rzucaliśmy się śnieżkami i ulepiliśmy dwa bałwany. Ks. Adam, w przypływie entuzjazmu dziecka Bożego, wydeptał w śniegu znak Ruchu Światło–Życie. Pełni radości i głodni wpadliśmy do kuchni, aby przygotować, a następnie zjeść obiad, który był kolejną okazją do poczucia jedności i wspólnoty.
Na zakończenie naszego pobytu w Krościenku, w domowej kaplicy odmówiliśmy wspólnie Koronkę do Miłosierdzia Bożego, zawierzając czas powrotu do domów i całe życie.
Poczucie wspólnoty trwa, co ujawniło się już w pociągu, gdy wszyscy zgłodnieli i spontanicznie zaczęli wyciągać z plecaków to, co zostało nam jeszcze do jedzenia, by podzielić się tym z innymi. Oby nasza jedność trwała nadal…