Krucjata Wyzwolenia Człowieka

(114 - luty 2002)

Ofiara

Andrzej

Abstynencja była nicią prowadzącą do Boga, który uspokajał nas i wyciszał

Od wczesnych lat licealnych nie stroniłem od alkoholu i papierosów. Byłem w czołówce osób, które chętnie zaglądały do kieliszka, nawet byłem chyba z tego znany, że jeśli już coś się działo na wycieczkach, \"osiemnastkach\" co miało związek z alkoholem to na pewno było to moim udziałem. Nigdy jednak nie wpadłem w nałóg alkoholizmu, z czasem gdy lat przybywało, alkoholu wypijałem coraz mniej i robiłem to w coraz bardziej kulturalny sposób. Alkohol zwyczajnie lubiłem, bo smakowało mi piwo i dobre czerwone wytrawne wino.

Z Krucjatą Wyzwolenia Człowieka zetknąłem się 5 lat temu, kiedy to byliśmy po raz pierwszy na rekolekcjach Oazy Rodzin I stopnia. Nie były to dla nas pełne rekolekcje (byliśmy tam niecały tydzień), lecz korzystając z zaproszenia rodziców mojej żony Agnieszki pojechaliśmy na te rekolekcje z ciekawości. Któregoś dnia uczestnicy podpisywali deklaracje. Zainteresowałem się tym i nawet w pierwszej chwili chciałem podpisać deklaracje. Myślę, że dobrze się stało, że na poznaniu idei się skończyło, bo czekała mnie jeszcze długa druga by ideę KWC poznać i w pełni się do niej przekonać.

Kilka lat po wspomnianych rekolekcjach pojechaliśmy z Agnieszką oraz czteroletnią córką Agatą i pięciomiesięcznym synem Marcinem na nasze pierwsze pełne rekolekcje Oazy Rodzin I stopnia. Tam usłyszeliśmy świadectwo, które mocno zapadło mi w pamięć i które ostatecznie przechyliło szalę w stronę ofiarowania abstynencji w jakiejś konkretnej intencji. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że główna intencja w jakiej podpisze deklarację, w ogóle nie będzie związana z problemem alkoholowym.

Dwa miesiące po rekolekcjach okazało się, że nasz synek jest poważnie chory. W ciągu kilku godzin od wyników badań krwi Marcin trafił do szpitala. Rozpoczęto diagnozowanie. W tym czasie miał miejsce Diecezjalny Dzień Wspólnoty Ruchu Światło-Życie, gdy uświadomiłem sobie, że właśnie nadszedł ten czas, kiedy z pomocą Pana Boga mogę złożyć ofiarę. Bardzo mocno przeżyłem fakt zaniesienia w procesji z darami mojej deklaracji i choć była to deklaracja kandydacka, już wówczas wiedziałem, ze jest to ofiara na całe życie.

Tymczasem diagnozy były coraz mniej pomyślne. Badanie USG wykryło bardzo powiększoną wątrobę. Była ona tak duża, że uciskała nerkę. Diagnoza trwała - w końcu stwierdzono, że konieczne jest pobranie wycinka wątroby. W tym celu skierowano nas na badania do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Jak się później okazało Pan Bóg czuwał nad naszą rodziną. W CZD Marcin został ostatecznie zdiagnozowany i gdyby nie to, że wiele osób modliło się w naszej, a przede wszystkim Marcina, intencji to chyba stracilibyśmy wszelkie nadzieje na wyleczenie. U Marcina ostatecznie wykryto chorobę nowotworową w wątrobie i szpiku kostnym. Rozpoczęła się roczna chemioterapia. Podczas roku rozmyślań w czasie pobytu co 2-3 tygodnie Marcina w szpitalu w celu odbycia chemioterapii widzieliśmy wiele cierpienia. Fakt abstynencji obok innego znaku który otrzymaliśmy był nicią łączącą i prowadzącą do Boga, który uspakajał nas i wyciszał. Pozwalał na spokojne i pokorne przyjmowanie życia takim jakim jest.

Od skończenia leczenia minął już rok, a dziś Marcin jest zdrowym pełnym energii i uśmiechu chłopcem. Zresztą nawet w czasie leczenia był taki. Dziś pozostaje nadzieja, że Marcin pozostanie w zdrowiu oraz świadomość, że każde odmówienie wypicia alkoholu jest ofiarą dla zdrowia mojego syna i całej mojej rodziny, jak również dla wszystkich uzależnionych i cierpiących z powodu uzależnień w swoich rodzinach. Bez pomocy Boga nigdy bym nie był w stanie na stałe zrezygnować z alkoholu w moim życiu i nigdy bym nie przypuszczał, że może to przynieść aż tyle radości w życiu.