Młodzi w Kościele

(222 - lipiec - sierpień 2018)

z cyklu "Perły liturgii"

Ofiaruję Tobie...

Jan Buczyński

Liturgia to misterium czyli spotkanie z Bogiem – ale na warunkach nie naszych, lecz Bożych. Dotykamy, szczególnie w Eucharystii, rzeczywistości niewidzialnej, choć oczywiście ubranej w widzialne znaki. Te znaki, pojęcia, terminy – służą nam po to, żebyśmy mogli się w tym misterium odnaleźć, choć po części zrozumieć, pojąć tyle, ile się da. Reforma liturgiczna, dokonana w XX wieku, zapoczątkowana przez Ruch Liturgiczny i dopełniona po Soborze Watykańskim II, między innymi ujednoliciła pewne pojęcia liturgiczne i dookreśliła je albo na nowo albo przez uporządkowanie istniejącej tradycji. Czasami jednak okazuje się, że liturgia wymyka się pewnym schematom, nie chce dać się opisać w każdym calu – inaczej nie byłaby w pełni misterium.

Większość świadomych uczestników liturgii (zwłaszcza ci uczestniczący w różnych „szkołach liturgii”) jest nauczona, że nie można mówić na część mszy pomiędzy liturgią słowa a liturgią eucharystyczną „ofiarowanie” tylko „przygotowanie darów” – bo właściwe Ofiarowanie jest w Eucharystii tylko jedno, po Konsekracji. Kiedyś, owszem, tak nazywano (po polsku) ten moment, w tzw. mszy trydenckiej było offertorium – ale dziś jest to już błąd. Szczególnie wrażliwe na tę precyzję są osoby odpowiedzialne za muzykę liturgiczną: użyć przy kimś takim sformułowania „śpiew na ofiarowanie” owocuje często zgrzytem zębów i natychmiastową korektą.

Takie postawienie sprawy dla nas, ludzi wychowanych w zachodnioeuropejskiej precyzji i dokładnym usystematyzowaniu wszystkiego, jest wygodne i czasami potrzebne. Liturgia rzymska jest zwięzła i konkretna, a jej symbolika niesie wyraźną treść. Jednak zdarzają się wyjątki i przygotowanie darów vel ofiarowanie jest jednym z nich.

Element ofiarniczy przygotowania darów jest ewidentny i można go w różnych momentach zobaczyć. Procesja z darami (chociaż już nie tak jednoznaczna jak dawniej, gdy przynoszono do kościoła faktycznie ofiary od wiernych, głównie żywność – zbierana w tym czasie składka wśród wiernych to wprost kontynuacja tej tradycji) pokazuje, że składamy na ołtarzu (ofiarujemy) plon i dar ziemi. Śpiew chorałowy w tym momencie nazywa się właśnie offertorium i chociaż treściowo nie zawsze koncentrował się na temacie ofiary, to jednak cały kontekst na to wskazywał. W Kościele zawsze zwracano uwagę na „ofiarę duchową”, „ofiarę uwielbienia” – na to, że Chrystus będzie ofiarowywał nam samego siebie, ale my również powinniśmy przyjść na Eucharystię nie z pustymi rękoma (pustym sercem), ale z intencją, z ofiarowaniem właśnie swojego czasu, zmysłów, ciała, ducha. Zresztą niektóre pieśni, śpiewane podczas przygotowania darów, zawierają w sobie tę treść: Wszystko Tobie oddać pragnę…, Z rąk kapłańskich przyjmij, Panie, tę ofiarę…, Ofiaruję Tobie, Panie mój… itp. Dary złożone na ołtarzu są okadzane, co niesie z sobą symbolikę wznoszącej się ofiary, złożonej Bogu. Wreszcie, dialog kapłana z wiernymi zawiera w sobie również elementy ofiarnicze: Módlcie się, aby moją i waszą ofiarę... Niech Pan przyjmie ofiarę z rąk twoich na cześć i chwałę…

Nasz język również bywa przeszkodą we właściwym zrozumieniu każdego momentu liturgii – i nie chodzi jedynie o to, że w ogóle rzeczywistość misterium wymyka się ludzkim pojęciom. Mam na myśli nasz konkretny język polski, który w porównaniu do precyzyjnej łaciny jest ubogi i np. na trzy pojęcia, które oznaczają różne rzeczy, ma jedno tłumaczenie. Niesione w procesji dary to dona (czyli materia chleba i wina), ale z chwilą złożenia ich na ołtarzu te same dary stają się oblata, bo zyskują nowy kontekst, tym razem właśnie ofiarniczy, bo ołtarz sam w sobie jest symbolem ofiary, podobnie jak krzyż, będący tuż obok. Później, po Konsekracji, dary stają się hostia, czyli Hostią, właściwą Ofiarą, składaną Ojcu przez Chrystusa.

Oczywiście „Ogólne Wprowadzenie do Mszału Rzymskiego” stawia sprawę jasno i terminem Ofiarowanie nazywa jedną z części Modlitwy Eucharystycznej, po Konsekracji, gdy „sprawując tę pamiątkę, Kościół, zwłaszcza tu i teraz zgromadzony, w Duchu Świętym składa Ojcu nieskalaną Ofiarę. Kościół dąży do tego, aby wierni ofiarowali nie tylko niepokalaną Hostię, lecz by się także uczyli samych siebie składać w ofierze, i aby z dnia na dzień przez pośrednictwo Chrystusa coraz ściślej się jednoczyli z Ojcem i między sobą, by w końcu Bóg był wszystkim we wszystkich.” (nr 79). Nie chodzi mi o to, żeby podważać mądrość Kościoła i jego przepisy – ale chciałbym zwrócić uwagę, że czasami ta wielka tajemnica wiary, jaką jest liturgia (tym bardziej eucharystyczna) wymyka się naszym pojęciom i schematom. Schematy i precyzyjne pojęcia są ważne, bo dzięki nim działamy w pewnym porządku, a święta liturgia z pewnością domaga się dbałości o brak chaosu – ale warto mieć również świadomość, że niektóre elementy celebracji wynikają z historii rytu, który nosi dziś na sobie znamię różnych wcześniejszych procesów. Kiedyś „ofiarniczość” offertorium była oczywista i mieliśmy choćby więcej modlitw, które na to wskazywały – dziś zwraca się uwagę, że Ofiarowanie jest jedno (i w innym miejscu), ale ofiarniczy kontekst przygotowania darów pozostał gdzieś w tle.

Po liturgii słowa ma miejsce przygotowanie darów, to jasne. Ale bez wątpienia nie jest to jedynie czysto techniczna czynność, podczas której śpiewamy jakąś pieśń, a ksiądz na ołtarzu robi swoje. Cała msza jest Ofiarą, do której my sami nie jesteśmy zdolni – ale jeśli znajdziemy w niej miejsce na swoje własne ofiarowanie, z pewnością liturgia wyda nam obfitsze owoce.