Diakonia

(131 - lipiec - sierpień 2004)

z cyklu "Szkoła modlitwy"

Ora et labora czyli módl się i pracuj

Wojtek Gałązka

Wiele zapracowanych osób mówi: „Skoro nie mam czasu na modlitwę, to będę pracować i to będzie moja modlitwa”. Moja praca jest jakby moją modlitwą.
Powraca tu prawda o mnie samym: jak podchodzę do modlitwy, czy to tylko powtórzenie formułek pacierza, czy spotkanie z ukochanym przyjacielem. Niech twoja praca zastąpi ci spotkanie z twoją dziewczyną, chłopakiem, żoną lub dziećmi. Powiem ironicznie: niech stanie się jakby twoją żoną i dziećmi, niech będzie jedynym szczęściem jakie posiadasz — przecież to koszmar!!!
Zapomniałem o modlitwie... Czy można zapomnieć o ukochanej, o miłości — widać że czasem można — to tragedia bezmyślności.
Czy można zapomnieć o oddychaniu? Modlitwa to oddech nowego życia, a ja zapomniałem. Jest taka choroba, w której człowiekowi wysiada w organizmie automat pamiętający o oddychaniu. Zanim nie zacznie brać leków, ktoś musi mu przypominać o oddychaniu. Byłem świadkiem takiej choroby. Przyjaciele tej osoby czuwali w nocy, bo kiedy zasypiała przestawała oddychać. Stukali ją w rękę, aby sobie przypomniała.
Modlitwa jest oddechem. Jeśli praca powoduje że nie mam czasu na oddychanie, to moja praca grozi mi śmiercią duchową, a żadna praca nie jest warta, aby dla niej umrzeć.
Na czym polega modlitwa i praca — owa „ora et labora”?
Św. Laurenty — mistyk z XVI wieku — był kucharzem w klasztorze karmelickim i całe swoje życie zakonne spędził praktycznie w kuchni. Odkrył własną modlitwę w pracy — co jakiś czas odrywał się zupełnie od tego, co właśnie robił, na 15 sekund i ten czas trwał całym sobą przy Bogu z miłością, a potem znów wracał do zajęcia. On doszedł do świętości.
Nie chodzi o to, aby łączyć jedno z drugim: „pomodlę się pracą”. Jak pobożnie skopać ogródek? Chyba mówiąc to mam na myśli PORZĄDNIE skopany ogródek. Pewna starsza kobieta opowiadała pewnemu księdzu, że ją połamało w krzyżu, bo się przeciągnęła. Wyrywała korzenie wyciętego drzewa z ogrodu i chciała je wyrwać tak PO BOŻEMU — to znaczy porządnie, bez udawania, że pracuje. To jest ta część et labora — I PRACUJ. Nie może zastąpić słowa ora — MÓDL SIĘ. Oczywiście, że praca ma być pobożna czyli porządna i nie udawana, ale nawet najrzetelniejsza praca nie zastąpi modlitwy.
Nie można rozmydlić swojej pracy i swojej modlitwy. Kiedy się modlisz to się módl tak, jakby nic na tym świecie nie zależało od twojej woli, a wszystko tylko od Boga, ale kiedy pracujesz, to pracuj tak, jakby wszystko co robisz zależało tylko od ciebie i tylko od twojego w to zaangażowania — tak mawiał św. Ignacy Loyola.
Pan Bóg wynagrodzi Ci to, że oddasz pewien czas tylko Jemu — kosztem pracy. Jest legenda, która głosi, że pewien benedyktyn, przepisujący księgę, przerwał pracę w połowie litery, na dźwięk dzwonka nawołującego braci do modlitwy i poszedł. Kiedy wrócił, litera była skończona złotą farbą — taki znak od Pana Boga.
Wiele osób doświadcza tego, że czas spędzony na modlitwie — zwraca się w pracy podwójnie.
Praca przez pryzmat modlitwy? Na przykład to, że przez 6 dni pracuję, a siódmy dzień poświęcam Panu Bogu, również temu, który jest ukryty w moich bliskich — rodzinie i przyjaciołach. NAPRAWDĘ nie trzeba właśnie wtedy robić zakupów w supermarkecie. Rewolucja francuska, w ramach walki z religią, chciała zmienić siedmiodniowy tydzień pracy na dziesięciodniowy, ale nie udało im się — bo nie da się zmienić natury ludzkiej, stworzonej przez Boga właśnie tak, a nie inaczej. To Boży plan, aby tydzień miał siedem dni, tak jak siedem oznacza nieskończoność. To powód do kontemplacji, że rok ma cztery pory, a każda jest inna, w innym miejscu na kuli ziemskiej, że kiedy u nas jest południe, to pora dnia zmienia się wraz z południkami i równoleżnikami. Bóg jest nieskończony, a mi daje udział już tu na ziemi w swojej nieskończoności i w swoim zachwycie nad dziełem stworzenia. To z tego zachwytu wypływa moja praca i moja modlitwa — ora et labora.