Spotkanie z Bogiem

(220 - marzec - kwiecień 2018)

Otulony

Jan Buczyński

Zupełnie inaczej będziemy to liturgiczne spotkanie traktować, jeśli po drugiej stronie będziemy mieć kochającego Tatę, z szeroko wyciągniętymi ramionami, biorącym nas na ręce i patrzącym z miłością

Liturgia jest dziełem Trójcy Świętej: Bóg ojciec odbiera uwielbienie i chwałę przez ofiarę Jezusa Chrystusa w Duchu Świętym. Kto bardziej uświadomiony liturgicznie, ten wie to dobrze – przynajmniej teoretycznie. A praktycznie, jak to jest? 

Trudności

Wydaje się, że z Trzech Osób paradoksalnie to Bóg Ojciec jest jakby najmniej zauważany. Trudno powiedzieć, że Ojciec jest najważniejszy, bo w Trójcy nie ma hierarchii ważności, każdy z Nich jest w pełni Bogiem – ale analogia do ludzkiego rozumienia relacji ojca i syna każe nam tego pierwszego stawiać niejako wyżej. Tymczasem myśląc na przykład o uczestnictwie w niedzielnej Mszy Świętej, zwłaszcza gdy przystępujemy do Komunii, mamy najczęściej przed oczami Jezusa. Nawet dzieci, przygotowujące się do Pierwszej Komunii, kojarzą ją jako spotkanie z Panem Jezusem. W większości pieśni, śpiewanych podczas liturgii, adresatem jest Chrystus. W kościele widzimy (często bardzo duży) krzyż ze Zbawicielem. W roku liturgicznym obchodzimy wiele uroczystości i świąt Pańskich, skupionych wokół życia i dzieła zbawczego Syna Bożego. Bardzo łatwo jest więc zauważyć w liturgii tylko Pana Jezusa i traktować Eucharystię jedynie jako spotkanie z Nim.

Zauważany jest też, choć może nieco mniej, Duch Święty. Mamy w końcu Uroczystość Zesłania Ducha Świętego, którą odczuwamy jako ukoronowanie Paschy, zwieńczenie Okresu Wielkanocnego, najważniejszego w całym roku. Łatwo nam przyjąć, że to Duch wszystko ożywia, sprawia, przenika, daje życie, pobudza i modli się w nas. Jego rola jest oczywista, można powiedzieć, że On jest niejako motorem liturgii. Co jakiś czas w liturgii śpiewamy hymn do Ducha Świętego. Istnieją wspólnoty w Kościele (zwłaszcza te o rysie bardziej charyzmatycznym), które akcentują i wyróżniają działanie właśnie tej Osoby Boskiej – co na pewno powoduje, również osobom spoza takich ruchów, że nie można o Niej zapomnieć.

Tymczasem nie ma w roku liturgicznym jakiegoś osobnego święta Boga Ojca. Nie ma w Kościele ruchów, czy nawet zgromadzeń zakonnych i innych, które by akcentowały tę Osobę Trójcy Świętej, tak jak jest to w przypadku Syna i Ducha – nie mówiąc już o wielu przykładach świętych i błogosławionych, którzy są obierani za patronów, i z którymi też w pewien sposób spotykamy się podczas liturgii.

Może to dlatego, że Syna i Ducha można sobie jakoś przedstawić – w końcu Jezus przyjął ludzkie ciało, a Duch Święty ukazywał się pod postaciami znaków (ognia, gołębicy) – natomiast Ojciec jest niewidoczny, niewidzialny, ukazywany nieraz w sztuce (również w świątyniach) jako starzec z siwą brodą, co jest raczej trudnością w traktowaniu liturgii jako spotkania z Nim niż pomocą. W końcu Bóg jest poza czasem, nie starzeje się i jeśli już, to jest raczej wiecznie młody, niż coraz starszy i stateczny. Trudniej nam, ludziom, spotkać się z kimś takim – bo to jest zupełnie inne spotkanie niż z drugim człowiekiem, ani nawet z Duchem Świętym, którego możemy choćby emocjonalnie „poczuć”, szczególnie w psalmach, pieśniach, hymnach.

Jak jest

To Bóg Ojciec jest adresatem liturgii. Jemu oddajemy chwałę i uwielbienie, Jemu składamy Ofiarę z Jego Syna. W jaki sposób sprawić, żeby nasze uczestnictwo w liturgii było spotkaniem ze Stworzycielem, Wszechmocnym, Odwiecznym – a nie jedynie złożeniem ofiary na wzór pogańskich rytuałów, oddaniem czci abstrakcyjnemu Absolutowi? Zauważmy, że wszystkie modlitwy, jakie kapłan wypowiada z księgi mszalnej, są skierowane właśnie do Niego – do Boga Ojca. Owszem, pośrednikiem jest zawsze Jezus Chrystus, ale to nie znaczy, że mamy Go traktować jak starszego brata, który w naszym imieniu zaniesie tacie wiadomość, ale my sami nie będziemy przestępować drzwi do tego ostatniego pokoju. Nazywamy się dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy (1 J 3 1), dlatego ośmielamy się zwracać do Ojca Niebieskiego bezpośrednio, tak jak nas nauczył Jego Syn. 

Myślę, że możemy tu sobie pomóc naszą wyobraźnią. Jeśli już traktujemy Eucharystię jako spotkanie z Panem Jezusem, co przecież jest prawdą – to nie kończmy na tym, ale traktujmy je jako drogę do Ojca. „On do Ojca nas prowadzi” – tak śpiewamy w jednej z pieśni kościelnych przypominając sobie, że Pan Jezus w Ewangelii całe swoje nauczanie skupia właśnie na tym: żeby wszystkich ludzi przyprowadzić do Niego. Wiemy, że Abba to raczej zdrobnienie od słowa Ojciec – możemy więc powiedzieć, że spotykamy się z Tatą, Tatusiem; i to też może być dla nas pomocne. Zupełnie inaczej będziemy to liturgiczne spotkanie traktować, jeśli po drugiej stronie będziemy mieć kochającego Tatę, z szeroko wyciągniętymi ramionami, biorącym nas na ręce i patrzącym z miłością – niż skojarzenie statecznego Ojca, może trochę surowego, do którego mamy przystęp tylko dzięki starszemu Bratu. A przecież Bóg Ojciec jest ojcem z przypowieści o synu marnotrawnym: tęskniącym za nami, dającym nam wolność, cieszącym się i skaczącym z radości, gdy do Niego powracamy.

Praktycznie

Pomocą może być dla nas odpowiednie przygotowanie się. Wiele osób sięga przed mszą do czytań z liturgii słowa – rozważa je, medytuje, dzięki temu w czasie Eucharystii są one już lepiej znane, przyswojone, i mogą stać się rzeczywiście pokarmem, są owocne. Myślę, że w podobny sposób można by rozważać wcześniej teksty liturgiczne, a dokładniej euchologijne, czyli te z formularza mszalnego na dany dzień. Dziś, w dobie internetu i nowych technologii, nie stanowi to problemu, żeby przyswoić sobie trzy modlitwy z formularza: kolektę, na przygotowanie darów i po komunii. Każda z nich (poza nielicznymi wyjątkami) zaczyna się inwokacją do Boga Ojca, nazywanego na różne sposoby (Wszechmogący wieczny Boże; Boże; Boże, nasz Ojcze itp.), co ustawia nasze myślenie właśnie na Niego. Środkowa część modlitwy czyli anamneza to okazja do przypomnienia sobie, jak wiele Mu zawdzięczamy: nic, co się wydarzyło i nadal trwa, nie stało bez Jego woli i słowa.

Mnie osobiście pomaga… wyobrażenie sobie kościoła (budynku świątyni) jako ramion Ojca, w których można się schować. Może nie każdemu odpowiada taki obraz, ale w końcu każdy ma swoje skojarzenia, które pomagają mu w dobrym przeżyciu liturgii. Tak więc wchodzę do kościoła, i czuję się „otulony” Ojcem, jestem w Nim, otoczony Jego miłością, mogę zatopić się w modlitewnym spotkaniu, rozmowie z Bogiem. Jeśli wchodzę na liturgię – dodatkowo uczestniczę w Ofierze Syna, w Duchu Świętym – ale zawsze Ojciec jest obecny, to wszystko się dzieje dla Niego i z Jego woli

***

W swoim Synu, który dla nas przyjął ciało, umarł i zmartwychwstał, Bóg napełnia nas swoimi błogosławieństwami i przez nie rozlewa w naszych sercach Ducha Świętego. W tym samym czasie Kościół błogosławi Ojca przez adorację, uwielbienie i dziękczynienie i prosi Go, by zesłał dar swojego Syna i Ducha Świętego (Katechizm Kościoła Katolickiego, 221)

Ta święta wymiana, o której mówi Katechizm (wzajemne błogosławieństwo nas i Boga Ojca) to niezwykły dar, z którego chyba nie zawsze zdajemy sobie sprawę – i może on mieć przełożenie na naszą codzienność. Na przykład: każdy z nas wie, że w naszym życiu relacja z ziemskim ojcem wygląda różnie – jesteśmy ludźmi, popełniamy błędy, czasami ranimy siebie nawzajem. Liturgia jest spotkaniem z Bogiem, którego ojcostwo – będące czystą miłością – jest wzorem dla każdego innego ojcostwa (biologicznego i duchowego). Eucharystia jest szczytem i źródłem, w którym możemy dotknąć idealnej miłości Trójcy, jakże innej od naszej. Taka możliwość przerasta nasz rozum, wykracza poza znane nam pojęcia. Ale jest wspaniała!