Finanse - nasze, Kościoła, Ruchu

(142 - luty - marzec 2006)

z cyklu "Wieczernik dla Ciebie"

Pamiętnik oazowiczki

Ola

Cześć Pamiętniczku! Dochodzę ostatnio do bardzo negatywnych wniosków na temat zachowania ludzi w pewnych sytuacjach. Mam na myśli zwłaszcza pewną grupę ludzi, czyli tych, którzy uważają siebie za katolików „wierzących i praktykujących”. Nie chciałabym tu generalizować, ale przez postępowanie niektórych tworzy się złe wyobrażenie o nas, ludziach związanych tak czy inaczej z Kościołem. Ale od początku.

W kościołach przy różnych okazjach organizowane są zbiórki pieniędzy. Wiesz, Pamiętniczku, w obecnych czasach jest wielu potrzebujących. Zbiera się datki zwłaszcza przy okazji Świąt. Zbiera się na zorganizowanie wyprawek szkolnych dla uczniów z biednych rodzin; na paczki świąteczne; na operację za granicą; na powodzian; na pogorzelców i sama już nie wiem na co. Teraz ja pytam: i co z tego, że się zbiera? Czy księża zmuszają wiernych, aby wrzucili do puszki? Czy wywołują ich z nazwiska? Czy grożą wyrzuceniem z parafii, jeśli się nie zapłaci? NIE! Przecież tego typu datki są dobrowolne! Daje ten, kogo stać, ten, kto ma ochotę, ten, kto chce spełnić dobry uczynek. Pobudek jest wiele. Więc skąd te głosy: „znowu wołają o pieniądze”, „dlaczego ciągle mam dawać, mnie nikt nie daje” itp. A najwięcej krzyczą ci, którzy w ogóle nie dają. Przecież nasza wiara oparta jest m.in. na miłosierdziu i pomocy bliźnim, prawda? Więc skąd w ludziach biorą się te negatywne uczucia? Jak my reprezentujemy samych siebie? Zupełnie tego nie rozumiem.

Przypomniała mi się scena z Ewangelii wg św. Łukasza opowiadająca historię ubogiej wdowy. Ona dla nas wszystkich jest niedoścignionym wzorem. Sama wiem po sobie jak trudno jest mi odłożyć coś z kieszonkowego, żeby np. wrzucić monetę na rzecz kuchni dla ubogich. Przecież nie sztuką jest oddać z tego, co nam zbywa, prawda?

Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia czy Wielkiej Nocy trwa wielka akcja wydawania pieniędzy w hipermarketach. Media podają ile to setek złotych wydaje przeciętna rodzina na przygotowanie Świąt. I wtedy ja zawsze zadaję sobie pytanie: „I to są ci ludzie, którzy ciągle narzekają, że są biedni? To oni mają ciągle pretensje, że znowu ksiądz woła o składkę dla potrzebujących?” Pamiętniczku! Czyż tego nie można nazwać mianem „faryzejstwa”? I tak zachowujemy się my – katolicy? To jakaś zupełna paranoja! Co się z nami dzieje?

Rozmawiałam z Kubą na ten temat. On ma podobne spostrzeżenia do moich. Postanowiliśmy coś z tym zrobić. W każdym miesiącu spróbujemy zaoszczędzić np. na słodyczach, po kilka lub kilkanaście złotych. Po zsumowaniu da nam to jakąś kwotę. Wrzucimy ją albo do puszki w kościele, albo, ja wiem, kupimy karmę dla zwierzaków w schroniskach. Przecież pomóc można w tak różny sposób (czemu by też nie zwierzakom?).