Dziecko - dar i wezwanie

(141 - styczeń 2006)

z cyklu "Wieczernik dla Ciebie"

Pamiętnik oazowiczki

Ola

Witaj Pamiętniczku! Te ostatnie dwa tygodnie były jak jakiś senny koszmar. Człowiek żyje sobie w beztrosce, zajęty swoimi sprawami, nie zauważając problemów innych ludzi i to tych z najbliższego otoczenia. Teraz wiem, że to nie jest żaden banał. Przeżyłam to sama. Kiedy patrzę w lustro jest mi wstyd, że tak mało umiem widzieć. Po tych wszystkich wydarzeniach wiem, że „patrzeć” nie znaczy „widzieć”. Ale dobrze, wiem, że muszę to wszystko opisać od początku.

Mam kolegę. Nie, to po prostu bliski kumpel. Prawie przyjaciel. Chodzimy razem do klasy, często chodzimy na te same imprezy, mamy wielu wspólnych znajomych. Jeszcze trzy tygodnie temu mogłabym przysiąc, że znam go bardzo dobrze. Często w drodze ze szkoły prowadziliśmy długie rozmowy. Można powiedzieć, że znaliśmy się jak łyse konie. Całe to wyobrażenie pękło jak bańka mydlana dokładnie w środę tydzień temu.

Dwa tygodnie temu Jarek nie zjawił się w szkole. Nie odpowiadał na moje sms-y, nie odbierał telefonu. Było to co najmniej dziwne. Następnego dnia sytuacja się powtórzyła. Rodzice Jarka powiedzieli, że on zniknął. Zawiadomili nawet policję. Ja wraz z Kubą zaczęłam go szukać na własną rękę. Obdzwoniłam wszystkich znajomych. I nic. Zero. Nikt go nie widział, nikt z nim nie rozmawiał. Policja też nie natrafiła na żaden ślad. Nie muszę nawet wspominać, co przeżywali rodzice Jarka. On nigdy wcześniej nie wykręcał takich numerów. Wszyscy zaczęli podejrzewać najgorsze, to znaczy, że Jarek nie żyje. Tylu teraz świrów chodzi po świecie.

Po tygodniu sytuacja się nie zmieniła. W środę na dużej przerwie sprawdzałam, kto do mnie dzwonił. Jakież było moje zdumienie, kiedy zobaczyłam imię Jarka! Nie mogłam wysiedzieć do końca lekcji. W końcu mogłam do niego oddzwonić. Nie odebrał. Za to przysłał mi SMS-a, w którym były tylko trzy słowa: „Pomóż! Wilcza. Sama”. Przestraszyłam się, ale z drugiej strony wiedziałam już, że żyje. Chciałam zadzwonić do jego rodziców, ale najpierw postanowiłam pójść do niego z Kubą. „Wilcza” to miejsce za miastem, gdzie często paliliśmy ogniska.

Jarka znaleźliśmy w starym baraku, który stał tam od niepamiętnych czasów. Był okropnie zabiedzony, nieumyty. Wyglądał po prostu okropnie. Nie to jednak było najgorsze. Najbardziej przestraszyły mnie jego oczy! To nie były jego oczy! I te strzykawki, te malutkie woreczki! Czułam się, jakbym grała w jakimś horrorze! Jarek leżał na ziemi, ledwo żywy. Był nieprzytomny. Na szczęście oddychał. My z Kubą straciliśmy dobrych dziesięć minut cennego dla Jarka czasu, bo nie mogliśmy dać wiary naszym zmysłom. Staliśmy jak wryci. W mojej głowie kołatała się tylko jedna myśl: „To niemożliwe, to niemożliwe, to niemożliwe…”.

Boże, jak bardzo pragnęłam po prostu się obudzić. On, Jarek, przewodniczący naszej klasy, świetny kumpel, organizator, dobry uczeń. On – narkoman! Jarek był tak naćpany, że aż stracił przytomność. Mógł umrzeć. Kiedy w końcu dotarła do mnie ta straszna myśl, zaczęłam krzyczeć na Bogu ducha winnego Kubę. Na szczęście on nie stracił zimnej krwi i zadzwonił po karetkę i do rodziców Jarka. Ja nie pamiętam, co było potem, Kuba mi opowiedział. Pielęgniarze z karetki musieli zaaplikować mi środki uspokajające, bo wpadłam w histerię.

Teraz, po tygodniu od tamtych wydarzeń, Jarek wciąż przebywa w szpitalu. Są przy nim rodzice i siostra. My z Kubą też go odwiedziliśmy. Przyczyn tego, co się stało nie poznał jednak jeszcze nikt. Jarek potrzebuje czasu. Musi przejść kurację odwykową w specjalnym ośrodku. Na szczęście sam wyraził na to zgodę. Jutro wyjeżdża. Jak wróci, na pewno porozmawiamy.

Zastanawiam się nad tym, co pchnęło Jarka do tego, aby zacząć brać. Robił to regularnie od pół roku! Nikt niczego nie zauważył. Ja też nie. Najbardziej wstyd mi z powodu tego, że nie umiałam wejrzeć w głąb duszy Jarka. Kiedy sięgam pamięcią wstecz przypominam sobie różne symptomy, które powinny mi powiedzieć, że Jarek się gubi w życiu. Najpierw rzuciła go Paulina, potem pojawiły się kłopoty rodzinne związane z wyborem przez Jarka studiów. Jarek miał inny pomysł na życie niż jego rodzice. A ja, zaaferowana własnymi sprawami, też nie potrafiłam usłyszeć Jarka.

Wiele mnie nauczyła ta historia, a najważniejsze to to, że trzeba umieć patrzeć i sły-szeć, że najbliżsi nam ludzie nawet krzyczą błagając o pomoc — i można ich nie usły-szeć. A wtedy może już być dla nich za późno.