Ekumenizm

(139 - wrzesień - październik 2005)

z cyklu "Wieczernik dla Ciebie"

Pamiętnik oazowiczki

Ola

Cześć Pamiętniczku! Ale się porobiło! Gdyby ktoś powiedział mi jeszcze kilka dni wcześniej czym się będę zajmować — kazałabym mu postukać się w czoło! Ostatnio nie poznaję sama siebie. Podejmuję decyzje, o które nigdy bym siebie nie podejrzewała; dokonuję wyborów, które dla moich znajomych są zupełnie niezrozumiałe. Ja jednak czuję, że po raz pierwszy od dłuższego czasu naprawdę żyję, oddycham pełną piersią. 

No, dobrze. Chyba już czas wyjaśnić ci, co się stało. Otóż — trzymaj się mocno, Pamiętniczku — zostałam wolontariuszką! Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że tego w ogóle nie planowałam. Co więcej, nawet o tym nie myślałam. A wszystkiemu „winien” jest Kuba. O rany, jak on potrafi zamieszać w moim życiu! 

W zeszłym tygodniu Kuba oznajmił mi, że wyjeżdża na weekend do swojej rodziny. Mieszkają niedaleko Krakowa, więc rodzice pozwolili mi spędzić sobotę poza miastem. W czasie podróży Kuba uprzedził mnie, że najmłodsze dziecko jego cioci jest niepełnosprawne — cierpi na porażenie dziecięce. Trochę bałam się tego spotkania — nigdy wcześniej nie miałam do czynienia tak blisko z osobą niepełnosprawną i po prostu bałam się swojej reakcji. Na miejscu okazał się jednak, że moje obawy okazały się bezpodstawne. Piotruś to bardzo miłe dziecko, próbujące radzić sobie jakoś ze swoją ułomnością. 

Oczywiście, samo poznanie Piotrusia jeszcze nie spowodowało rewolucji w moim życiu. Dokonało jej coś innego. Ciocia Kuby opowiedziała nam, jak bardzo trudno było im przystosować się do zaistniałej sytuacji i psychicznie poradzić sobie z tym wszystkim. Zwłaszcza, że nie mogli pozwolić sobie na luksus porzucenia pracy, aby opiekować się Piotrkiem. I wtedy w internecie trafili na adres pewnego towarzystwa skupiającego wolontariuszy pomagającym dzieciom z porażeniem dziecięcym. Na te dwie, a czasem trzy godziny, w trakcie których ich zmiany w pracy pokrywają się ze sobą, do Piotrusia przyjeżdża wolontariusz albo wolontariuszka z tego stowarzyszenia i zajmują się nim. Ciocia Kuby dużo mi opowiedziała na ten temat. Ja sama spędziłam długi czas zajmując się Piotrusiem. Zorientowałam się, jaka trudna, ale równocześnie satysfakcjonująca jest to praca. Coś we mnie drgnęło. Od dawna miałam wrażenie, że moje życie jest jałowe: szkoła, dom, spotkania z Kubą, dyskoteka, oczywiście Oaza. I tak w kółko. Czułam, że biorę z życia tak wiele, a nic nie daję w zamian.

W drodze powrotnej do domu mało rozmawialiśmy. Kuba o nic nie pytał, nawet o moje odczucia związane z Piotrusiem. Wyczuł, że coś się we mnie dzieje. Po tym spotkaniu przez kilka dni nie mogłam sobie znaleźć miejsca. W końcu wyszukałam w internecie adres tego towarzystwa i umówiłam się na spotkanie. Przyjęto mnie tam bardzo serdecznie. Każdy ochotnik zostaje przyjęty na próbę — dopiero po upływie pewnego czasu, kiedy wie, że chce pomagać, podpisuje się z nim umowę wolontariacką. 

Dzisiaj po raz pierwszy byłam u Zosi. Dziewczynka ma 5 lat. Mama wychowuje ją samotnie. Będę do niej przychodziła dwa razy w tygodniu na dwie godziny, aby umożliwić jej mamie pozałatwianie różnych spraw. Mała jest niesamowita. 

Nie wiem, jak to się skończy. To dopiero początek mojej drogi wolontariuszki. Może nie podołam, może zabraknie mi czasu. Teraz jednak czuję, że mam dość siły, aby pomagać. Kiedy poinformowałam Kubę o mojej decyzji w ogóle się nie zdziwił. Powiedział, że czuł już wtedy, w autobusie, że coś planuję. Teraz kibicuje mojej decyzji!

Pamiętniczku! Życie jest piękne!