Krucjata Wyzwolenia Człowieka

(185 - kwiecień 2012)

z cyklu "Wieczernik dla Ciebie"

Panno, czy wiesz, kiedy jesteś płodna?

Jolanta Such-Białoskórska

Kiedy rozmawiam z dziewczętami w szkole średniej na temat naturalnych metod planowania poczęć, spotykam się najczęściej z dwiema postawami.

Dziewczęta, które nie podejmują i nie zamierzają podejmować współżycia płciowego przed ślubem, mało interesują się tematem. Nie interesuje ich prowadzenie obserwacji i uczenie się siebie. Uważają, że mają na to czas.

Z kolei dziewczęta podejmujące współżycie płciowe, a takich niestety trochę już jest w pierwszej klasie szkoły średniej, interesują się metodami wyłącznie pod kątem wyznaczania dni niepłodnych. Po prostu traktują metody naturalne tak jak antykoncepcję.

Ani jedno ani drugie podejście nie przygotowuje do małżeństwa. Ani jedno ani drugie nie daje nadziei na dobry start w małżeństwo na płaszczyźnie płciowości i nie kształtuje właściwej postawy wobec poczęcia nowego życia. Dziewczęta nie interesujące się metodami planowania rodziny odbierają sobie szansę rzetelnego poznania swojego rytmu płodności – tak, aby mogły nabrać zaufania do swoich umiejętności w tej sferze. Takiej szansy nie mają również te dziewczęta, które interesują się metodami wyłącznie jako środkiem antykoncepcyjnym – uczenie się bowiem metody na chybcika i jednocześnie podejmowanie współżycia płciowego, utrudnia dostrzeżenie charakterystycznych dla danej dziewczyny cech jej cyklu płodności.

Kiedy zacząć uczyć się zasad naturalnego planowania rodziny?

Bóg obdarzył kobietę i mężczyznę darem płodności. Jest to wielkie powołanie człowieka do udziału w Bożym dziele stworzenia. Zadanie kobiety i mężczyzny w tym powołaniu jest odmienne. Ponieważ w swoim cyklu miesiączkowym kobieta jest płodna okresowo, dlatego płodność pary małżeńskiej bazuje na płodności kobiety. W jej organizmie zachodzą obserwowalne zmiany, które umożliwiają oznaczenie dni płodnych

Prowadzenie obserwacji najlepiej zacząć od pierwszej miesiączki. Dziewczęta zazwyczaj skrzętnie zapisują daty swoich miesiączek. Jest to dobry wstęp do prowadzenia dokładniejszych obserwacji. Dobrze, że dziewczyna wie, kiedy może nastąpić kolejne krwawienie, ale lepiej będzie znała siebie, umiejąc wyznaczyć okres płodny, mogąc określić czy występuje jajeczkowanie, czy faza po jajeczkowaniu jest prawidłowa. Innymi słowy – czy jest zdrowa i czy będzie mogła być matką. Takie informacje o sobie może uzyskać dziewczyna, która prowadzi samobserwację, choć wcale w danym czasie nie planuje małżeństwa. To jest dobre przygotowanie do małżeństwa. W ten sposób buduje się zaufanie do metody naturalnego planowania rodziny.

Uważam, że minimalny czas potrzebny zdrowej kobiecie do poznania metody NPR i nauczenia się oznaczania okresu płodnego to sześć cykli bez podejmowania współżycia płciowego. Sześć cykli to jest zwykle więcej jak pół roku.

Niestety, bardzo wiele kobiet zaczyna uczyć się zasad NPR, gdy przygotowuje się do ślubu. Dwa miesiące przed datą ślubu trafia obowiązkowo do poradni przy parafii. Jest to zdecydowanie za mało czasu. Poza tym miesiące przed ślubem są czasem nerwowych przygotowań do uroczystości, wesela, zapraszania gości, szukania sali weselnej i liczenia, czy wystarczy pieniędzy. Nie ma w tym czasie komfortu psychicznego, żeby prowadzić obserwacje i uczyć się czegoś jeszcze. Nauka metod odbywa się byle jak, byle zaliczyć. Taka para z reguły zdąży przeprowadzić obserwacje najwyżej jednego cyklu. Nie zjawi się też w poradni po ślubie, by swoją wiedzę pogłębić.

Czy metody naturalne są kościelną antykoncepcją?

Często nie zdajemy sobie sprawy, jak mamy wpojone myślenie antykoncepcyjne. Dotyczy to również osób bardzo wierzących i prorodzinnie nastawionych. Jesteśmy bombardowani wieloma informacjami o charakterze antykoncepcyjnym. Przykład z „Wiadomości” w TVP: rodzina wielodzietna została wyrzucona przez spółdzielnię mieszkaniową na bruk. Nie płacili czynszu, bo nie mieli pieniędzy. Niech każdy samemu sobie zada pytanie: czy po usłyszeniu takiej wiadomości nie pojawiła się myśl: „a po co mieli tyle dzieci”?

Takie myślenie sprawia, że niektórzy traktują metody naturalnego planowania rodziny też jako antykoncepcję, tyle że naturalną i dozwoloną przez Kościół. Z takim myśleniem możemy spotkać się w wielu publikacjach, dotyczących życia seksualnego człowieka. W rozdziale poświęconym antykoncepcji możemy przeczytać również o naturalnych metodach.

Każda antykoncepcja jest grzechem.

Metody naturalne same w sobie są tylko i wyłącznie metodami diagnostycznymi, umożliwiającymi oznaczenie okresu płodnego pary małżeńskiej. Różnią się one oczywiście zasadniczo od środków antykoncepcyjnych – tym, że nie ingerują ani w bezpośrednio w płodność ani w przebieg cyklu.

Jednak stosowanie samej metody naturalnej nie wystarczy. Najistotniejsza jest postawa człowieka. Postawa za życiem lub przeciw życiu. Jeżeli kobieta i mężczyzna absolutnie nie chcą mieć dziecka, są na nie zamknięci, to wykazują postawę antykoncepcyjną, nawet jeśli stosują metodę naturalną. (Najczęściej jednak przy takiej postawie będą wspomagać metodę naturalną antykoncepcją mechaniczną w okresie niepłodności względnej. Nie będą bowiem mieli zaufania do metody.)

Małżonkowie otwarci na dziecko, w okresie kiedy odkładają poczęcia dziecka, będą stosowali zasadę okresowej wstrzemięźliwości, nie podejmując współżycia płciowego w okresie płodnym. Jednak, jeżeli pojawi się dziecko jako gość niezaproszony, to będzie mile widziane, zostanie przyjęte z miłością. Małżonkowie planujący poczęcie dziecka podejmą akt małżeński w okresie płodnym.

Metody naturalne są wykorzystaniem prawa naturalnego fizjologii kobiety, który jest darem Boga. Odkrycie tych praw dokonało się dzięki rozumowi, który też jest darem Boga dla człowieka i mamy się nim posługiwać nie burząc ładu stworzonego przez Stwórcę.

Czy metody naturalne są zawodne?

Na początek trzeba wyjaśnić, co to znaczy „zawodność”.

Powszechnie pojmuje się, że skuteczna metoda, to taka, która pozwala uniknąć poczęcia dziecka. Metody NPR służą planowaniu poczęć, a nie unikaniu ich. Stosując te metody małżonkowie mogą wybrać najlepszy dla dziecka czas na jego poczęcie i urodziny. Dlatego zastanawiając się nad skutecznością metod naturalnych mierzyłabym nie tylko statystykę poczętych a nie zaproszonych dzieci ale także ilość poczętych dzieci na ilość stosunków płciowych podjętych w okresie płodnym. Chciałabym bowiem znać odpowiedź nie tylko na pytanie, ile razy udało się uniknąć poczęcia, ale także ile razy udało się począć dziecko. To byłby pełen obraz skuteczności metody. Tego ostatniego jednak nikt nie liczy.

Czy istnieją metody całkowicie niezawodne? Otóż nie istnieją. W każdej metodzie zdarzają się poczęcia nieplanowane. Co istotne, ten akurat aspekt dotyczy zarówno metod naturalnych, jak i środków antykoncepcyjnych. Niezawodnych środków antykoncepcyjnych również nie ma.

Istnieje bardzo wiele mitów, świadomie rozpowszechnianych fałszywych opinii na temat rzekomo wysokiej zawodności metod naturalnych. Nie będę się tym tutaj zajmowała. Jest to temat na odrębny artykuł, bardziej zresztą z zakresu socjologii, czy marketingu. Chcę natomiast po prostu rozważyć kwestię zawodności metody wyłącznie w odniesieniu do metod naturalnych.

Zapytajmy więc teraz, dlaczego poczynają się nie zaproszone dzieci u małżeństw stosujących zasady NPR.

Odpowiedź brzmi: z powodu zawodności człowieka.

Zacznę od tego, co najbardziej boli: celowe wprowadzanie ludzi w błąd. Producenci środków antykoncepcyjnych nie mają interesu w tym, żeby ludzie stosowali naturalne metody. Zmniejszenie popytu na antykoncepcję uderzy producentów po kieszeni. Więc trzeba pokazać, że metody są trudne w stosowaniu i są zawodne.

W broszurowych wydawnictwach dla młodzieży na temat antykoncepcji, w adresowanych do ludzi młodych książkach na temat miłości i seksu, spotkałam bardzo ogólnikowe omówienie naturalnych metod, zajmujące nie więcej jak dwie strony (!). Czy można czegoś się dowiedzieć z tak pobieżnego omówienia? Mało tego – podawane informacje są często błędne lub nieścisłe! Autorzy piszą na przykład, że kiedy pojawia się śluz płodny, to zaczynają się dni płodne, a kończą, gdy śluz ten zaniknie. W rzeczywistości według metody objawowo – termicznej, okres płodny kończy się 3 dni po zakończeniu występowania śluzy płodnego (zwanym dniem szczytu). Jeśli ktoś spróbuje się oprzeć na tak podanej informacji i podejmie współżycie pierwszego czy drugiego dnia po zakończeniu wydzielania śluzu płodnego, prawdopodobnie pocznie dziecko. Powie wówczas: „stosowałam naturalne metody i co?” Niestety, wiele osób nie sprawdza zasłyszanych czy przeczytanych informacji w innych książkach ani nie pyta instruktora naturalnych metod. Lekarz ginekolog najczęściej również nie sprostuje takich błędnych informacji.

Ogólnikowa wiedza o naturalnych metodach, nie skonsultowana z instruktorem (lub przynajmniej osobą, która je stosuje i żyje w związku małżeńskim), błędna interpretacja obserwacji, niekompletne lub nieprawidłowo prowadzone obserwacje są przyczyną niepowodzenia w stosowaniu naturalnych metod. Niedawno po wykładzie na temat naturalnych metod, na którym powiedziano jak należy prowadzić obserwacje, przyszła do mnie na konsultacje para narzeczonych. Narzeczona przyniosła obserwacje temperatury i śluzu. Wykres temperatury był nieczytelny i nie było w nim nic charakterystycznego, co przypominałoby fazę niskiej i wysokiej temperatury. Zdziwiłam się, bo zazwyczaj potrafię zauważyć dwufazowa temperaturę, nawet jeżeli cały jej wizerunek jest zakłócony np. przez chorobę. W dalszej rozmowie z narzeczoną okazało się, że mierzyła temperaturę wieczorem (!) o godz. 2000 (a przecież trzeba mierzyć ją rano przed wstaniem z łóżka). Dlatego jest potrzebny instruktor, żeby takie rzeczy mógł skorygować.

Druga przyczyna zawodności, to nieprzewidziane i nie zauważone anomalie zachodzące w cyklu kobiety. Np. stan chorobowy w pochwie, który uniemożliwia obserwowanie śluzu, czy obniżenie lub podwyższenie temperatury pod wpływem zażywania leków, które wpływają na temperaturę. To są sytuacje do uchwycenia, ale czasem komuś może się zdarzyć przeoczenie, każdy ma prawo do pomyłki.

Kolejna przyczyna, to świadome nadużywanie metody – przez stosowanie stosunku przerywanego w okresie płodnym czy też doprowadzanie się do orgazmu w tym czasie poprzez pieszczoty. Trudno tu w ogóle mówić o rzetelnym stosowaniu NPR, trzeba też podkreślić, że oba te zachowania wykraczają przeciw godności małżeństwa i są sprzeczne z etyką katolicką.

 

Na sam koniec zostawiłam zupełnie odmienną przyczynę zawodności NPR, w przeciwieństwie do poprzednich pozytywną i właściwie radosną. Myślę tutaj o silnym pragnieniu małżonków bycia razem. Zdarza się, że decydują się na akt małżeński w okresie płodnym i choć nie planują poczęcia dziecka, to się na nie otwierają. Można by to zawrzeć w słowach: „jak będzie, to będziemy je kochać”.