Chrześcijanin wobec natury

(144 - maj - czerwiec 2006)

Patron ekologów

Marek Miszczyński OFMCap

Wrażliwość Franciszka na świat przyrody była nierozerwalnie związana z jego relacją do Boga, Stwórcy

Kiedy w obliczu zbliżającej się śmierci Franciszek z Asyżu tworzył urzekające pięk­nem i głębią strofy Hymnu stworzeń (Pieśni słonecznej), nie myślał o ekologii, o skażeniu środowiska naturalnego czy o konieczności ochrony roślin i zwierząt. Dzisiejsze idee ekologiczne były mu całkowicie obce - świat wówczas przeżywał inne problemy niż obecnie. Jego spojrzenie na świat stworzony wypływało raczej z głę­bokiej relacji do Boga - Stwórcy wszystkiego, a nie z poczucia zagrożenia dalszym losem Ziemi i chęci ratowania naszej planety. Tym niemniej został ogłoszony Patronem ekolo­gów. Uczynił to w 1979 roku papież Jan Paweł II w specjalnym liście „Inter sanctos”. Pi­sał w nim między innymi:

Słusznie św. Franciszka z Asyżu wymienia się wśród świętych i wybitnych mężów, którzy uważali przyrodę za przedziwny dar Boży ofiarowany ludziom. On szczegól­nie przeżywał wszystkie dzieła Stwórcy i jak gdyby z Bożego natchnienia wyśpiewał przepiękny Hymn stworzeń, w którym zwłaszcza przez brata słoń­ce, księżyc i gwiaz-dy złożył należną cześć, chwałę i wszelkie uwielbienie najwyższemu, wszechmocne- mu i dobremu Panu (...) [Dlatego też] ogłaszamy na zawsze św. Franciszka z Asyżu Patronem ekologów1.

     Istnieją zatem pewne elementy zbieżne u Franciszka i we współ­czes­nym ruchu ekologicznym. Jakie to elementy? Jakie były motywy ogło­szenia Biedaczyny z Asyżu patronem ekologów? Jakie widać też roz­bieżności w podejściu do przyrody pomiędzy naszym Świętym a or­ga­nizacjami ekologicznymi? Innymi słowy: w jakim sensie św. Franci­szek z Asyżu jest patronem ekologów? W czym im „patronuje”, a na co się „nie zgadza” i czego nas w tym względzie uczy?

Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że pojęcie „ruch ekologiczny” jest bardzo szero­kie i obejmuje swoim zakresem setki organizacji, które mają nieraz bardzo różne cele. W samej Polsce działają wielkie i potężne międzynarodowe organizacje jak Greenpeace, które koncentrują swoje działania na najbardziej istotnych, globalnych zagrożeniach dla środowiska naturalnego (ochrona lasów, oceanów i mórz, ochrona przed substancjami toksycznymi, problem globalnego ocieplenia i zmian klimatycznych, problem kurczących się zasobów energetycznych Ziemi oraz organizmów modyfikowanych genetycznie). Jed­nocześnie jednak można spotkać wśród nich niewielkie stowarzyszenia, które za cel sta­wiają sobie np. uratowanie przed śmiercią pod kołami samochodów żab udających się raz w roku do miejscowego stawu. Nie brakuje też w tej wielkiej mozaice organizacji eko­logicznych i tych wyrosłych z gruntu katolickiego, nawiązujących bezpośrednio do posta­ci św. Franciszka, np. REFA - Ruch Ekologiczny św. Franciszka z Asyżu, powstały w 1981 r. w Krakowie. Z pewnością łączy wszystkie te stowarzyszenia troska o środowi­sko naturalne, pragnienie ratowania piękna świata stworzonego, w którym żyjemy i do któ­rego również my należymy2.

Ten właśnie fakt leży u podstaw ogłoszenia św. Franciszka z Asyżu patronem ekolo­gów. Wbrew bowiem powszechnie panującej w Średniowieczu tendencji ucieczki od świata zewnętrznego i zwrócenia się ku temu co wewnętrzne, Franciszek zachował właś­ciwą sobie wrażliwość na piękno stworzenia. Podczas gdy skupienie się na świecie we­wnętrznym i życiu nadprzyrodzonym prowadziło wielu do postrzegania stworzeń w nega­tywnym świetle, jako rzeczywistość stanowiącą zagrożenie dla człowieka (a w skrajnej po­staci wśród ówczesnych ruchów heretyckich, głównie u katarów, jako z natury złą, po­chodzącą od szatana), Biedaczyna z Asyżu nazywa stworzenia braćmi i siostrami, przez które należy wielbić Boga, ich Stwórcę. W Hymnie stworzeń Franciszek odnosi się w ten sposób do przyrody nieożywionej:słońce jest dla niego piękne i świecące pięknym blaskiem, księżyc i gwiazdy są jasne i cenne; przez wiatr, powietrze, chmury i wszelką pogodę Bóg daje wszelkiemu stworzeniu utrzymanie; woda jest pożyteczna i pokorna i cenna i czysta, ogień piękny, radosny, krzepki i mocny, a ziemia jest naszą matką, która nas żywi i chowa.

We wczesnych biografiach Świętego z Asyżu odnajdziemy jego równie braterski stosunek do stworzeń ożywionych. Najbardziej znane jest w tym względzie jego kazanie do ptaków. Do dzisiaj epizod ten stanowi niezwykłą inspirację dla malarzy, kompozyto­rów, rzeźbiarzy i innych artystów. Pierwszy biograf Franciszka, Tomasz z Celano, tak opisuje to niezwykłe wydarzenie:

Święty ojciec Franciszek podążał raz doliną Spoletańską. Przybliżył się do pewne­go miejsca blisko Bevagna, w którym zgromadziła się wielka chmara ptaków różne­go rodzaju, gołębi, młodych wron i innych, zwanych pospolicie mniszkami. Kiedy święty sługa Boży Franciszek zobaczył je, zostawił towarzyszy na drodze i ochoczo podbiegł do nich, jako że był człowiekiem wielkiej żarliwości, a stworzenia niższe i nierozumne darzył uczuciem szacunku i miłości. A gdy był już całkiem blisko i zo­ba­czył, że na niego czekają, pozdrowił je w zwykły sposób. Zdziwił się niemało, że pta­ki nie zrywały się do ucieczki, jak to zwykły czynić. Ogromnie ucieszony, pokor­nie je poprosił, żeby posłuchały słowa Bożego. Wśród wielu rzeczy, jakie im powie­dział, dodał także takie uwagi: „Bracia moi, ptaki, winneście bardzo chwalić zawsze i ko­chać waszego Stwórcę, który dał wam pióra na odzienie, skrzydła do latania i wszystko, co wam było potrzebne. Bóg uczynił was szlachcicami wśród stworzeń i przydzielił wam mieszkanie w czystym powietrzu; choć nie siejecie, ani nie żniwuje­cie, On jednak opiekuje się wami i wami rządzi, bez żadnej waszej troski.” Na te sło­wa, jak sam mówił i bracia, co z nim byli, owe ptaki w przedziwny sposób wyrażały swą radość zgodnie ze swoją naturą -wyciągały szyje, rozpościerały skrzydła, otwie­rały dzioby i patrzyły na niego. On zaś przechodził przez środek nich i wracał, a tu­niką dotykał ich główek i ciał. Wreszcie pobłogosławił im, a nakreśliwszy znak krzy­ża, udzielił im pozwolenia, by poleciały na inne miejsce3.

Zarówno z powyższego opisu, jak i z Hymnu stworzeń, wynika jasno, że owa wrażli­wość Franciszka na świat przyrody - ożywionej i nieożywionej - była nierozerwalnie związana z jego relacją do Boga, Stwórcy całego stworzenia. Natura była dla Świętego z Asyżu pewnego rodzaju sakramentem Boga, znakiem Jego obecności. Franciszek pa­trząc na stworzenia, dostrzegał w nich samego Stwórcę. Nie koncentrował się na samej przyrodzie jako takiej, ale poprzez nią docierał do Boga, który ją powołał do istnienia. Z drugiej strony patrzył na nią też oczyma Boga, dzięki czemu widział w niej pewien po­rzą­dek, hierarchię: na szczycie całej drabiny stworzenia stał człowiek, następnie zwierzę­ta, rośliny i w końcu cała przyroda nieożywiona. Można powiedzieć, że Franciszek pa­trzył na przyrodę według biblijnego opisu stworzenia, w którym Bóg stwarzał w kolejnych dniach niebo i ziemię z lądami i morzami, różnego rodzaju istoty żywe, a w ostatnim, szóstym dniu, jako ukoronowanie całego dzieła stworzył człowieka.

W tym tkwi zasadnicza charakterystyka „Franciszka-Ekologa” i jednocześnie różnica w porównaniu do niektórych współczesnych ruchów ekologicznych. Istnieją wśród nich bowiem takie, które koncentrują się na samej tylko przyrodzie, na ochronie zasobów naturalnych w oderwaniu od Boga, a to często prowadzi je do wypaczonego spojrzenia na naturę: w obro­nie życia planety nieraz zwalcza się życie ludzkie! Niektórzy ekolodzy np. upatrują główne źródło zagrożenia środowiska naturalnego czło­wieka w przeludnieniu Ziemi, a co za tym idzie, w celu zapewnienia ży­cia na planecie, uważają, że należy ograniczać przyrost naturalny lu­dzi. Wiąże się to oczywiście z aborcją, z eutanazją i z rozpowszechnia­niem środków antykoncepcyjnych4. Franciszkowe umiłowanie przyro-dy chroni przed tego typu wypaczeniami. Zakłada ono szacunek do świata stworzeń, ale w odpowiedniej hierarchii: trzeba dbać przede wszystkim o życie każdego człowieka, dą-żąc do sprawiedliwego podziału dóbr na ziemi, a następnie troszczyć się o środowisko, w którym żyje, pamiętając, że zostało mu ono powierzone nie jako „panu” lecz jako „zarządcy”. Innymi słowy więc nie można stawiać na tej samej szali istnienia baobabu, kota czy psa i życia człowieka. Pierwszym bowiem i największym bogactwem Ziemi jest czło-wiek - pisał papież Paweł VI5.

Głębia spojrzenia Franciszka na świat przyrody, dzięki któremu docierał on do Boga, rozpoznawał Jego ślady w stworzeniu, pomaga też współczesnemu człowiekowi właści­wie przeżywać swoją codzienność. Obserwuje się bowiem dzisiaj coraz bardziej niepoko­jące zjawisko ucieczki od rzeczywistości realnej w świat wirtualny, który otwierają przed nami media (TV, Internet itp.). Napięcia i problemy, które przeżywamy na co dzień po­wodują w nas naturalne pragnienie oderwania się od nich, odreagowania, odpoczynku. Próbujemy zaspokoić je, zanurzając się w rzeczywistość wirtualną - idealną, bezproble­mową, często tworzoną właśnie przez nas samych. Okazuje się jednak, że wciąga nas ona tak bardzo, iż nie chcemy już „wracać” do świata realnego. Zamiast pomóc nam w powrocie, dodać nam sił do stawiania czoła realnym problemom, pochłania nas coraz bardziej i osłabia, powodując jeszcze większe zmęczenie i frustrację. Inaczej się ma rzecz ze światem natury. Kontakt z przyrodą, ze światem realnie istniejącym nie wyobcowuje człowieka z jego codzienności, natomiast pozwala mu się do niej zdystansować. Pomaga mu uświadomić sobie, że Bóg, który stworzył ten świat i nieustannie podtrzymuje go w istnieniu, również jego samego otacza swoją opieką. Dla człowieka, który patrzy na ota­czającą go przyrodę oczyma wiary, staje się ona księgą mówiącą mu o Bogu - wszech­mocnym Stworzycielu i troskliwym Ojcu. Św. Franciszek z Asyżu - Miłośnik przyrody i Patron Ekologów uczy nas prawidłowo „czytać” tę księgę i zachęca do jej „lektury”.