Pielgrzymowanie

(161 - listopad - grudzień 2008)

Paweł człowiek drogi

ks. Artur Andrzejewski

Historie biblijne zaczynały się, gdy ludzie usłyszeli głos „myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami” (Iz 55,8) i wkładali cały wysiłek, aby to zmienić
Kiedy pochylamy się nad kartami Pisma Świętego odkrywamy, że bohaterowie biblijni, choć żyli w odmiennym czasach, zmagali się rozmaitymi trudnościami i doświadczali spotkania z Bogiem na różny sposób, to jednak u podstaw ich egzystencji wyrysowany został wspólny mianownik. Człowiek Biblii to człowiek drogi, to homo viator. Droga nie tylko charakteryzowała, ale zarazem kształtowała dzieje wiary biblijnych postaci. Nie sama droga jednak była tym, co najważniejsze. Choć bohaterowie ci wpisywali się w olbrzymią masę, która odczuwała potrzebę migracji, to jednak tym, co czyniło ich wędrówkę szczególną były: jej kierunek i jej motywacja! Wśród osób, które należałoby ustawić w pierwszym szeregu tych biblijnych wędrowców, jest z całą pewnością Szaweł z Tarsu.

Droga do Damaszku i to, co na niej doświadczył, potwierdza, że nie wystarczy iść. Historie biblijne zaczynały się, gdy ludzie usłyszeli głos myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami (Iz 55,8) i wkładali cały wysiłek, aby to zmienić.

Doświadczenie problemów - wymiar zewnętrzny

Czy jednak można mówić w kontekście życia św. Pawła o pielgrzymowaniu? W powszechnym, a może raczej współczesnym tego słowa znaczeniu, raczej nie. Pielgrzymowanie związane jest bowiem z określonym miejscem w przestrzeni, do którego się zmierza. Środek transportu przestaje być ważny. Chodzi jedynie o to, aby zdobyć określony cel i doznać czegoś niezwykłego. Przypatrując się działalności Apostoła pogan możemy zauważyć, że szedł on w nieznane. Stał się komentarzem do słów Jezusa wypowiedzianych w rozmowie z Nikodemem: Wiatr wieje tam, gdzie chce i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha (J 3,8). Gdybyśmy próbowali odtworzyć wewnętrzną walkę św. Pawła w obliczu ciągłych zaskakujących wydarzeń, najczęściej wracające pytanie brzmiałoby: Duchu Święty ... i co dalej?

Nie znaczy to wcale, że św. Paweł nie planował swych „wypraw”. Planował, lecz miał świadomość, że Bóg potrafi te plany korygować. Kiedy powierzył się Duchowi Świętemu, najważniejsze było, aby mieć oczy otwarte po to, by w zwyczajnych i niezwykłych wydarzeniach swojej drogi zobaczyć szlabany, które Bóg opuszcza lub podnosi, dając mu znać, dokąd powinien iść dalej. Gdybyśmy przyłożyli lupę do jakiegokolwiek wycinka działalności Pawła, z pewnością odkrylibyśmy jego silne przekonanie, że jego droga jest drogą, po której prowadzi go sam Bóg. Zostało to chyba najdobitniej wyrażone w poniższym fragmencie Dziejów Apostolskich:

Przeszli Frygię i krainę galacką, ponieważ Duch Święty zabronił im głosić słowo w Azji. Przybywszy do Myzji, próbowali przejść do Bitynii, ale Duch Jezusa nie pozwolił im, przeszli więc Myzję i zeszli do Troady. W nocy miał Paweł widzenie: jakiś Macedończyk stanął przed nim i błagał go: „Przepraw się do Macedonii i pomóż nam!” Zaraz po tym widzeniu staraliśmy się wyruszyć do Macedonii w przekonaniu, że Bóg nas wezwał, abyśmy głosili im Ewangelię (Dz 16,6-10).

     Aby dobrze zrozumieć ten fragment, należy cofnąć się do tzw. Soboru Jerozolimskiego, na którym zebrali się pod przewodnictwem Jakuba i Piotra zwolennicy i przeciwnicy konieczności zachowywania przez pogan wszystkich żydowskich zwyczajów religijnych. Ustalenia soborowe były po myśli Pawła i Barnaby. Walka wewnątrz Kościoła antiocheńskiego, która poprzednio przybierała dość ostre formy (por. Dz 15,2) została wyciszona. Paweł, spokojny o wspólnotę wierzących, odkrywa nowe zadanie dla siebie i Barnaby: Wróćmy już i zobaczmy, jak się mają bracia we wszystkich miastach, w których głosiliśmy słowo Pańskie (Dz 15,36). Ponieważ między Barnabą a Pawłem doszło do sporu o Marka, wcześniejsze plany, aby powtórzyć drogę, którą przebyli kilka lat wcześniej musiały zostać zweryfikowane. Barnaba i Marek udali się na Cypr, Paweł natomiast, dobrawszy sobie towarzysza podróży w osobie Sylasa (Dz 15,40), przemierzył Cylicję i dotarł do Likaonii, Galacji i Pizydii.

Droga do Derbe, Ikonium, Listry i Antiochii Pizydyjskiej (Dz 16,1) była już przetarta wcześniej, dlatego zadanie, które sobie Paweł wyznaczył, zostało szybko zrealizowane. Dalszy pobyt w tych miastach nie wydawał się konieczny. Dzieje Apostolskie ani listy nie zachowują modlitwy Apostoła Narodów skierowanej do Boga, a wyrastającej z pytań o dalszą drogę. Możemy się jedynie domyślić, że musiała ona być przeniknięta pewnością, że dokądkolwiek się uda, prowadzić go będzie Duch Jezusa. W przemowie skierowanej do króla Agryppy, relacjonując wydarzenia spod Damaszku, zaświadcza jakie słowa Jezusa były jego przewodnikiem: ukazałem się tobie po to, aby ustanowić cię sługą i świadkiem tego, co zobaczyłeś, i tego, co ci objawię. Obronię cię przed ludem i przed poganami, do których cię posyłam, abyś otworzył im oczy i odwrócił od ciemności do światła, od władzy szatana do Boga. Aby przez wiarę we Mnie otrzymali odpuszczenie grzechów i dziedzictwo ze świętymi (Dz 26,16-18). Opierając swe życie o taką obietnicę obecności i mocy Jezusa w swoim życiu, Paweł mógł iść dalej - iść w nieznane. Dziś trudno nam określić z jakimi problemami spotkał się Paweł po opuszczeniu Pizydii. Nie wiemy, dlaczego nie mógł głosić Ewangelii w Efezie (stolicy Azji), ani co mu utrudniało dojście do Bitynii. Czy były to niepokoje społeczne, problemy z niechętnymi ze strony Żydów, czy też, co wydaje się wysoce prawdopodobne, problemy ze zdrowiem, a dokładnie ze wzrokiem1. Cokolwiek by to było, kłopoty te nie załamują Apostoła, ani też nie powodują zaniechania dalszej drogi. Wskazują jedynie, że należy szukać innych ścieżek.

Doświadczenie kryzysu - wymiar wewnętrzny

Myliłby się jednak ten, kto by przypuszczał, że na swoim szlaku Paweł borykał się jedynie z trudnościami zewnętrznymi. Choć słowa Jezusa były dla niego wielką siłą do pokonywania wszelkich przeciwieństw, to jednak wiele spraw, które przeżywał, mogło wstrzymać jego zapał do dalszej drogi. Takimi kłopotami były rozczarowania zachowaniem chrześcijan i oporność w przyjmowaniu Ewangelii przez pogan. Kłopoty te mogły osłabić jego motywację. Wiemy z pewnością tylko o niektórych. Nie potrzeba wysokiego poziomu empatii, aby w Drugim Liście do Koryntian odkryć ból jaki sprawili Pawłowi ludzie, którym oddał osiemnaście miesięcy swojego życia, ani też nie potrzeba wielkiej wyobraźni, żeby zrozumieć, jak bardzo zawiódł się na Galacjanach2. Najlepiej zobrazowanym „kryzysem życia duchowego” Pawła jest doświadczenie odrzucenia na Areopagu w Atenach.

Po wielu wydarzeniach, w których Apostoł pogan musiał dopraszać się o uwagę obojętnych przechodniów i w których musiał walczyć z niechęcią, a przynajmniej nieufnością swoich rodaków, spotyka się z sytuacją, której być może wcale się nie spodziewał. Otóż przychodzą do niego ludzie, i to nie byle jacy ludzie - najznakomitsi obywatele wielkich Aten i sami proszą go, aby przedstawił im głoszoną przez siebie naukę (por. Dz 17,19-20). Cóż lepszego mogło go spotkać. Mógł sobie myśleć, że sukces przepowiadania Ewangelii tak znakomitym osobom odbiłby się echem w całym antycznym świecie, a nauka Jezusa otrzymałaby silne uwiarygodnienie. Paweł przygotował więc wspaniałą mowę wykorzystując swoją znajomość poezji i filozofii greckiej i... został wyśmiany (Dz 17,32).

Gdy opuszczał Ateny, z całą pewnością przeżywał olbrzymi zawód. Być może rozważał nawet powrót do Antiochii, skąd wyruszył. Jego załamanie potęgowała świadomość, że miasto, do którego się zbliża, nie rokuje najmniejszych szans, aby wymagająca nauka Jezusa mogła w nim zapuścić korzenie. Korynt! Rozpusta (tysiąc prostytutek sakralnych) i przepych (dwa świetnie prosperujące porty) tak zachwaściły glebę ludzkich serc, że ziarno Słowa Bożego nie miało szansy żadnego wzrostu. I tu odkrywamy cechę, która nie pozwala zatrzymać się w drodze - wytrwałość! Paweł przecież już wcześniej podjął decyzję, że jego misją jest głoszenie słowa poganom (por. Ga 2,9). Rzucił się więc w wir pracy, a Jezus wsparł go swoim słowem: Przestań się lękać, a przemawiaj i nie milcz, bo Ja jestem z tobą i nikt nie targnie się na ciebie, aby cię skrzywdzić, dlatego że wiele ludu mam w tym mieście (Dz 18,9-10). Doświadczenie tego wielkiego kryzysu ateńskiego zaowocowało diametralną zmianą w nauczaniu Pawła:

Tak też i ja przyszedłszy do was, bracia, nie przybyłem, aby błyszcząc słowem i mądrością głosić wam świadectwo Boże. Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej
(1 Kor 2, 1-5).

Kryzys ten nie załamał, ale stał się zaczynem nowej jakości drogi Pawła. Wydaje się, że tylko dzięki doświadczeniu odrzucenia w Atenach mógł on zweryfikować swoje nauczanie i być przekonywującym Apostołem mocy Bożej - także mocy zmartwychwstania, którą wcześniej odrzucili „mądrzy” Ateńczycy, a teraz przyjęli „zepsuci” Koryntianie. Tylko dzięki temu, że się nie zatrzymał w swoim wędrowaniu mógł powiedzieć z całą siłą przekonania:

Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą (1 Kor 1,22-24).

Doświadczenie Boga

Dzieje Apostolskie i listy odmalowują obraz Pawła, który doświadczał nie tylko objawień mistycznych (por. 2 Kor 12,1-6), ale także doświadczenia słabości (por. Rz 7,14-23). Oba te skrajne, jak by się mogło wydawać, doświadczenia łączy jeden obraz: Przechowujemy skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była ta przeogromna moc, a nie z nas (2 Kor 4,6). Można byłoby więc dopowiedzieć, że całe nasze życie, podobnie jak życie Pawła, jest niesieniem na drodze życia, na której stawił nas Bóg, tego wspaniałego skarbu - skarbu wiary. Czym są na tej drodze doświadczenia wątpliwości? Są rozdrożem, na którym zmagamy się ze sobą. Chodzi w nich o to, aby nie rezygnować z drogi wiodącej na szczyt. Paweł w żadnym momencie swojego życia nie siada na laurach, lecz przyznaje z pokorą:

Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już zdobyłem, ale to jedno czynię: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie (Flp 3,13-14).

* * *

Na koniec wraca więc pytanie, czy można mówić o Pawle jako o pielgrzymie? Tak, jeżeli uświadomimy sobie, że najważniejsze w pielgrzymowaniu jest otwarcie na Bożą moc, która przemienia ludzkie serca i doprowadza do prawdziwego nawrócenia, tzn. zmiany myślenia (por. Rz 12,2). Tak, jeżeli przyjmiemy to zastrzeżenie, że to Bóg wyznacza drogę, którą człowiek ma iść. I w końcu, tak, jeżeli uświadomimy sobie, że prawdziwym celem pielgrzymowania jest niebo (Flp 3,20). O Pawle możemy więc mówić jako permanentnym pielgrzymie, gdyż to cel motywował jego drogę, pokonywanie wszelkich trudności i podejmowanie wszelkich wysiłków. Tylko dzięki temu mógł powiedzieć:

 Dla mnie bowiem żyć - to Chrystus, a umrzeć - to zysk. Jeśli bowiem żyć w ciele - to dla mnie owocna praca. Co mam wybrać? Nie umiem powiedzieć. Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść, a być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, pozostawać zaś w ciele - to bardziej dla was konieczne (Flp 1,21-23).

1W Liście do Galatów Paweł mówi: Mogę zaświadczyć: gdyby to było możliwe, byście sobie oczy wydarli i dali je mnie (4,15). Należy pamiętać, że to spotkanie z mieszkańcami Galacji prawdopodobnie poprzedzało próby dotarcia do Azji i Bitynii. Często się uważa, że właśnie uleczenia choroby oczu dotyczą słowa z 2Kor 12,7-9: Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował - żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz Pan mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali». Ponadto warto odnotować, że od wzmianki o przybyciu do Troady w Dziejach Apostolich zmienia się rodzaj narracji. Opis wyrażony w trzeciej osobie liczby mnogiej (przeszli, zeszli - Dz 16,8) zostaje zmieniony na drugą osobę liczy mnogiej (staraliśmy się wyruszyć - Dz 16,10). Zmiana ta może sugerować, że do Pawła dołącza autor Dziejów Apostolskich, za którego powszechnie uważa się św. Łukasza, umiłowanego lekarza (Kol 4,14) Apostoła.

2Np. Ga 3,1-2: O, nierozumni Galaci! Któż was urzekł, was, przed których oczami nakreślono obraz Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego? Tego jednego chciałbym się od was dowiedzieć (...).