Formowanie następców

(218 - listopad - grudzień 2017)

Pełen Ducha Świętego

Krzysztof Jankowiak

Był człowiek, który w posługę wprowadzał samego św. Pawła

Był jednak człowiek, który w posługę wprowadzał samego św. Pawła. Nie myślę tutaj bynajmniej o samym głoszeniu Ewangelii – do tego wezwany jest każdy chrześcijanin i nie potrzebuje ani niczyjej zgody ani specjalnego posłania. Św. Paweł jednak nie tylko dzielił się swą wiarą w Jezusa. On pełnił konkretne posługi w Kościele i w imieniu Kościoła. Bardzo istotną rolę w podejmowaniu tych posług odegrał Barnaba. Chciałbym więc bliżej przyjrzeć się Barnabie, spróbować zobaczyć, jakim był człowiekiem. Na pewno na to, że udało mu się wypromować takiego apostoła jak św. Paweł wpłynęły również cechy jego osobowości i przyjęte przezeń zasady postępowania.

Barnaba pojawia się pierwszy raz w Dziejach Apostolskich w zdaniu kończącym drugi opis życia pierwszej wspólnoty: „Józef, nazwany przez Apostołów Barnabas, to znaczy «Syn Pocieszenia», lewita rodem z Cypru, sprzedał ziemię, którą posiadał, a pieniądze przyniósł i złożył u stóp Apostołów” (Dz 4,36-37).

Dowiadujemy się z tego zdania, że Barnaba pochodził z Cypru, że był lewitą czyli pełniącym pewne posługi o charakterze podobnym do urzędowego kapłaństwa. Posiadał ziemię, ale nie wiadomo, czy była to ziemia położona na Cyprze czy też w Palestynie oraz jak wielki miała obszar. Wzmianka o jej sprzedaży wskazuje, że stawszy się chrześcijaninem całkowicie zawierzył Jezusowi, trzeba jednak zauważyć, że była to wśród pierwszych chrześcijan praktyka powszechna: „Właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze [uzyskane] ze sprzedaży, i składali je u stóp Apostołów” (Dz 4,34-35).

Z innych tekstów Nowego Testamentu wiadomo, że Barnaba był kuzynem Jana zwanego Markiem (Kol 4,10), którego matka miała dom w Jerozolimie (Dz 12,12), utożsamianego z autorem drugiej Ewangelii.

Barnaba należąc do Kościoła jerozolimskiego musiał zetknąć się z działalnością Szawła, prześladowcy chrześcijan – co nie znaczy, że spotkał go osobiście. Pierwsze osobiste spotkanie nastąpiło dopiero, gdy Paweł przybył do Jerozolimy pierwszy raz po swoim nawróceniu.

Od nawrócenia minęły wówczas trzy lata (Ga 1,18). Wcześniej Paweł przebywał w Damaszku, wyjeżdżając z niego jedynie do Arabii (Ga 1,17). Pobyt w Damaszku był czasem intensywnego dawania świadectwa o Jezusie (Dz 9,20.22). Dzieje Apostolskie nie wspominają jednak o żadnych sukcesach św. Pawła w ewangelizacji, mówią natomiast że jego działalność wprowadzała zamieszanie w środowisku żydowskim – do tego stopnia, że zaczęto nastawać na jego życie (Dz 9,22-23). W rezultacie św. Paweł w dość efektowny sposób – spuszczony w koszu z muru miejskiego – opuścił Damaszek i udał się do Jerozolimy.

Kościół jerozolimski jednak nie przyjął św. Pawła z otwartymi ramionami. Pamiętano jego działalność prześladowcy. „Kiedy przybył do Jerozolimy, próbował przyłączyć się do uczniów, lecz wszyscy bali się go, nie wierząc, że jest uczniem” (Dz 9,26). W tym właśnie miejscu pojawia się Barnaba: „Barnaba przygarnął go i zaprowadził do Apostołów, i opowiedział im, jak w drodze [Szaweł] ujrzał Pana, który przemówił do niego, i z jaką siłą przekonania przemawiał w Damaszku w imię Jezusa. Dzięki temu przebywał z nimi w Jerozolimie” (Dz 9,26-27).

Ta sytuacja budzi zastanowienie. Czyżby do Jerozolimy nie dotarła wiadomość o nawróceniu Szawła? Przecież Szaweł rozwinął prześladowania chrześcijan na taką skalę (Dz 8,3; 9,1), że sam jego wyjazd do Damaszku musiano przyjąć z ulgą, choć zarazem z obawą o los współbraci w tym mieście. Niemożliwe więc, by wspólnota chrześcijańska w Jerozolimie nie chciała się dowiedzieć o skutkach przybycia prześladowcy do Damaszku. Przepływ informacji między wspólnotami istniał – chrześcijanie w Damaszku wiedzieli przecież o niszczycielskiej działalności Szawła (Dz 9,13-14). Tym bardziej więc na pewno podzielono się radosną informacją o jego nawróceniu. Wiedział o tym przecież Barnaba, trudno uwierzyć, by nie wiedzieli inni.

Można przypuszczać, że jerozolimscy chrześcijanie słyszeli o nawróceniu Szawła, nie chcieli jednak mieć z nim nic wspólnego. Nie jest łatwo przyjąć do wspólnoty niedawnego prześladowcę. Owszem, cieszymy się, że się nawrócił, cieszymy się, że już nas nie prześladuje, ale uznać w nim brata? Co to, to nie. 

 

To tylko fragment artykułu, całość w drukowanym "Wieczerniku".