Cierpienie

(149 - luty - marzec 2007)

Po prostu być

rozmawiała Anna Krzyżaniak

Rozmowa z Donatą, katechetką pracującą z chorymi dziećmi w szkole szpitalnej

Wieczernik: W jaki sposób rozmawiać z dziećmi o cierpieniu?

Donata: Najlepiej rozmawiać na konkretnym przykładzie, wykorzystując trudną sytuację, która zaistniała w ich życiu. Dziecko bowiem przyswoi, zrozumie najszybciej podane informacje w takim momencie.

Dzieci są ukierunkowane na radosne przeżywanie życia i temat cierpienia zainteresuje je, kiedy zostaną dotknięte cierpieniem osobiście lub w bliskim otoczeniu (chory kolega w klasie, chora babcia, którą kocha). Należy jednak pamiętać (tak jak we wszystkich trudnych tematach dotyczących życia), że inicjatywa takiej rozmowy powinna wyjść od dziecka. Dorosły musi zwrócić uwagę na wszelkie sygnały, jakie wysyła dziecko (smutek, płacz, przygnębienie). Dziecko bowiem bardzo rzadko zada pytanie wprost.

W: A jak zachowują się dzieci, które trafiają do szpitala?

D: Z mojego doświadczenia pracy w szpitalu wynika również to, że dzieci, które są w szpitalu i ciągle doświadczają bólu, też wprost nie pytają o cierpienie. Wysyłają sygnały o potrzebie rozmowy i jako nauczyciel muszę te sygnały dostrzec i sposób rozmawiania dostosować indywidualnie do każdego dziecka.

W: A czy zdarzyło się, że dziecko zadało pytanie wprost?

D: Znalazłam się w sytuacji, kiedy dziesięcioletnia dziewczynka zapytała mnie „Gdzie ludzie idą po śmierci?” Był to sygnał, jaki wysłała cierpiąc po śmierci swojego wujka.

W: I...

D: Rozmowa trwała bardzo długo. Dziewczynka opowiadała o swoim wujku, w rozmowie znajdując ulgę w przeżywaniu straty bliskiej osoby.

W: W szpitalu są dzieci w różnym wieku. Czy sposób rozmowy dla każdego przedziału wiekowego będzie taki sam?

D: Oczywiście, że nie. Trzeba dostosować poziom słownictwa do wieku. Starsze dzieci potrafią uczestniczyć w dialogu, bo mają większą świadomość przeżywanego cierpienia. Młodsze najczęściej wysyłają tylko sygnały.

W: Czy dzieci zadają pytania o przyczynę cierpienia?

D: Dzieci rzadko zastanawiają się nad przyczynami cierpienia, bólu. Po prostu je przeżywają. Są „w środku” tego doświadczenia. Pojawia się u nich postawa akceptacji lub odrzucenia. Zdarza się, że starsze dzieci potrafią zadać pytanie „dlaczego?” Opisują swoją obecną sytuację i próbują dociec jej przyczyny.

W: Czy chore dzieci są dotknięte wyłącznie cierpieniem fizycznym?

D: Chore dzieci najczęściej cierpią z powodu bólu fizycznego, ale niejednokrotnie również z braku poczucia bezpieczeństwa i osamotnienia. Chociaż dzisiaj, kiedy rodzice mogą z dzieckiem być w szpitalu, te dwa ostatnie powody w pewnym stopniu są zmniejszone.

W: Czy pamiętasz jakąś sytuację, kiedy musiałaś zareagować natychmiast na wysyłane sygnały przez cierpiące dziecko?

D: Pamiętam dobrze dziewczynkę z oddziału psychiatrycznego chorą na anoreksję, która wyjątkowo silnie przeżywała osamotnienie w szpitalu. Nie miała nawet komu powiedzieć, że jest jej źle. Podczas naszego spotkania (które miało być lekcją religii) dziewczynka, nieprzerwanie płacząc, powtarzała „Ja chcę do domu”. Mogłam ją tylko głaskać po głowie i po prostu z nią być.

W: A słowo na koniec?

D: Warto zawsze pamiętać, żeby być o krok za dzieckiem, a więc w postawie gotowości do udzielenia dziecku odpowiedzi na palące go problemy. W postawie, która nie powinna być „nadgorliwa”, „na wyrost”, aby przez nią nie zniszczyć wrażliwości dziecka.

W: Dziękuję za rozmowę.